Listopad A.D. 2018

01 02 03 04050607080910 – 11 – 12 / 2018

Kazanie św. Bernarda, opata na Święto Wszystkich Świętych

(Sermo 2: Opera omnia, Edit. Cisterc. 5 [1968] 364-368)

Śpieszmy ku braciom, którzy na nas czekają

Na cóż potrzebne świętym wygłaszane przez nas pochwały, na cóż oddawana im cześć, na cóż wreszcie cała ta uroczystość? Po cóż im chwała ziemska, skoro zgodnie z wierną obietnicą Syna sam Ojciec niebieski obdarza ich chwałą? Na cóż im nasze śpiewy? Nie potrzebują święci naszych pochwał i niczego nie dodaje im nasz kult. Tak naprawdę, gdy obchodzimy ich wspomnienie, my sami odnosimy korzyść, nie oni. Co do mnie, przyznaję, że ilekroć myślę o świętych, czuję, jak się we mnie rozpala płomień wielkich pragnień.

Pierwszym pragnieniem, które wywołuje albo pomnaża w nas wspomnienie świętych, jest chęć przebywania w ich upragnionym gronie, zasłużenie na to, aby się stać współobywatelami i współmieszkańcami błogosławionych duchów, nadzieja połączenia się z zastępem patriarchów, ze zgromadzeniem proroków, z orszakiem Apostołów, z niezmierzoną rzeszą męczenników, wspólnotą wyznawców, z chórem dziewic, wreszcie zjednoczenie się i radość we wspólnocie wszystkich świętych. „Kościół pierworodnych” chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.

Obudźmy się wreszcie, bracia, powstańmy z Chrystusem. Szukajmy tego, co w górze; do tego, co w górze, podążajmy. Chciejmy ujrzeć tych, którzy za nami tęsknią, śpieszmy ku tym, którzy nas oczekują, duchowym pragnieniem ogarnijmy tych, którzy nas wyglądają. A nie tylko trzeba nam pragnąć wspólnoty ze świętymi, lecz także udziału w ich szczęściu. Gdy więc pragniemy ich obecności, z największą gorliwością zabiegajmy również o wspólną z nimi chwałę. Taka gorliwość nie jest zgubna ani też zabieganie o taką chwałę nie jest niebezpieczne.

Drugim pragnieniem, które budzi w nas wspomnienie świętych, jest, aby Chrystus, nasze życie, ukazał się tak jak im również i nam, abyśmy i my ukazali się z Nim w chwale. Teraz bowiem nasza Głowa, Chrystus, objawia się nam, nie jakim jest, ale jakim stał się dla nas; ukoronowany nie chwałą, ale cierniami naszych grzechów. Byłoby rzeczą niegodną, aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby. Nadejdzie chwila pojawienia się Chrystusa i jego śmierć nie będzie już głoszona. Wówczas poznamy, że i my umarliśmy, a nasze życie ukryte jest w Chrystusie. Ukaże się Głowa w chwale, a wraz z nią zajaśnieją uwielbione członki. Wtedy to Chrystus odnowi nasze ciało poniżone upodabniając je do chwały Głowy, którą jest On sam.

Do tej chwały podążajmy bezpiecznie i z całą usilnością. Aby zaś dane nam było pragnąć i dążyć do tak wielkiego szczęścia, powinniśmy się starać o pomoc świętych. Za ich łaskawym wstawiennictwem otrzymamy to, co przerasta nasze możliwości.

11 komentarzy do “Listopad A.D. 2018”

  1. Warszawa, 27.11.2018 r.

    Zgorszenie rozlało się szeroko – list otwarty do metropolity warszawskiego

    JE Kard. Kazimierz Nycz
    Arcybiskup Metropolita Warszawski

    Wasza Eminencjo!

    Jako wierny Kościoła Katolickiego a zarazem polityk, którego wiara zobowiązuje do dawania świadectwa prawdzie w życiu publicznym i budowania chrześcijańskiego ładu społecznego, ze zdumieniem i zgorszeniem przyjąłem informacje o intencji Mszy świętej, jaką ubiegłej niedzieli odprawił Ksiądz Kardynał w kościele sióstr wizytek oraz treści kazania wygłoszonego podczas liturgii.

    Jak donosi serwis Katolickiej Agencji Informacyjnej „metropolita warszawski celebrował w niedzielę Mszę dziękczynną za prezydenturę Hanny Gronkiewicz-Waltz”. Czytamy tam również o słowach Waszej Eminencji:

    „ – Dziś w tej świętej Eucharystii dziękujemy Panu Bogu za lata bycia prezydentem naszego miasta, Warszawy, pani Hanny Gronkiewicz-Waltz. Kładziemy te kolejne kadencje, cały jej wysiłek, na ołtarzu, aby Panu Bogu podziękować za to wszystko, co stało się w tym czasie, pod jej kierownictwem i z jej inspiracji – powiedział o intencji Mszy kardynał, dzieląc się tym, że jego goście często zwracają uwagę na pozytywne zmiany, jakie zaszły w Warszawie.

    „Myślę, że stać nas na takie szersze spojrzenie, które pozwoli sprawiedliwie, prawdziwie i serdecznie popatrzeć na lata minione. Tylko człowiek, który widzi dalej, potrafi ocenić to, co się dokonuje czasem dzięki życiu i pracy jednego człowieka, który potrafi już tu na ziemi budować Królestwo Boże, do czego zostaje powołany” – dodał kardynał, żartując, że jeśli ktoś dobra nie dostrzega i nie ma dobrej woli, już nie pomogą mu nawet okulary.

    „Odnosząc się do obecności kapłanów przyjaźniących się z prezydent Waltz, powiedział: „To jest efekt tego, że pani prezydent zawsze była zaprzyjaźniona z Panem Bogiem i Kościołem. Zaprzyjaźniona w tym najgłębszym wymiarze, gdzie w sumieniu, w sercu, dokonuje się moment decyzji człowieka, gdzie się dokonuje ta święta inspiracja, z którą się nie wychodzi na zewnątrz i nie chwali się nią, ale także nie wyraża poprzez słowa i gesty, i za to także chcemy w tej świętej Eucharystii Panu Bogu i pani prezydent podziękować” – dodał metropolita warszawski.”

    Modlitwa oraz sprawowanie liturgii w intencji każdego człowieka a tym bardziej za grzesznego, błądzącego i odpowiadającego za publiczne zgorszenie jest czymś dobrym oraz oczywistym w posłudze Kościoła. Dlatego, zważywszy na szereg wydarzeń mających miejsce podczas minionych dwunastu lat rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz w stolicy, czymś naturalnym byłoby gdyby Wasza Eminencja odprawił na ich zakończenie Mszę świętą przebłagalną.

    Przecież to właśnie za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz instytucje podległe warszawskiemu ratuszowi wystawiały bluźniercze przedstawienia, Golgotę Picnic i Klątwę. Prezydent stolicy nie podjęła w związku z tymi skandalicznymi spektaklami żadnych kroków a podlegli jej urzędnicy wręcz uzasadniali rzekome prawo do profanacji. Czy profanacje dokonywane w publicznych jednostkach kultury domagają się dziękczynienia czy jednak przebłagania?

    Przecież to nie kto inny jak właśnie poprzednia prezydent ponosi odpowiedzialność za decyzje najpierw o zainstalowaniu a następnie o uporczywym odbudowywaniu tęczy na placu przed kościołem Najświętszego Zbawiciela. Kiczowata instalacja stała się symbolem zawłaszczania przestrzeni publicznej przez środowiska deprawatorów a jej umiejscowienie było jednoznaczną prowokacją wymierzoną w Kościół, katolików i chrześcijański ład społeczny. Wszystko to za zgodą, z pełnym poparciem i jak to Jego Eminencja ujął „pod kierownictwem” ówczesnych władz stolicy. Czy ta sytuacja powinna zostać podsumowana dziękczynieniem metropolity warszawskiego czy raczej ekspiacją?

    Przecież to właśnie Hanna Gronkiewicz-Waltz zwolniła prof. Bogdana Chazana z funkcji dyrektora szpitala św. Rodziny za jego konsekwentną postawę w obronie życia poczętego. Zwolniła dyrektora, który uczynił tę placówkę jedną z wizytówek stołecznej troski o kobiety w stanie błogosławionym i ich dzieci. Usunęła prof. Chazana ze stanowiska za jego konsekwentnie chrześcijańską postawę.

    Wasza Eminencja komentował tę sytuację w następujący sposób w roku 2014: „wyrażam pełne poparcie dla postawy prof.Bogdana Chazana [… ] Profesor stanął w obronie życia od samego poczęcia, ryzykując utratę stanowiska i inne, przykre dla siebie konsekwencje”. Dziś odprawia Ksiądz Kardynał Mszę dziękczynną za rządy w stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

    Muszę wobec tego zadać pytania – czy Wasza Eminencja zmienił zdanie i uważa, że odważna obrona życia poczętego nie wymaga już „pełnego poparcia”? Czy osoby publiczne, które się fundamentalnej zasadzie obrony życia w swojej pracy urzędniczej przeciwstawiają, powinny być przez pasterzy Kościoła publicznie chwalone czy raczej napominanie? Czy kroki podjęte przez byłą prezydent stolicy wobec prof. Chazana domagają się dziękczynienia czy raczej przebłagania?

    Pytań, przykładów i wątpliwości można by mnożyć. Czy prezydent stolicy zrobiła w minionych latach cokolwiek by w podległych jej, setkach instytucji oświatowych nie dochodziło do demoralizowania młodzieży w ramach akcji propagandowych środowisk dewiacyjnych? Jakie w tej sprawie podjęła działania? Wobec kogo wyciągnęła konsekwencje? Jakie kroki podjęła Hanna Gronkiewicz Waltz w ciągu minionych dwunastu lat swojego urzędowania by w stolicy urzeczywistniać prawdziwy, chrześcijański ład społeczny?

    Trzeba to pytanie zadać również w kontekście tysięcy ludzi pokrzywdzonych podczas procederu tzw. dzikiej reprywatyzacji, która dokonywała się w ratuszu w czasie gdy był on „pod kierownictwem” Hanny Gronkiewicz-Waltz. Za którą być może pani prezydent nie poniesie odpowiedzialności karnej, ale już odpowiedzialność polityczną ponosi na pewno. Czy krzywda tysięcy warszawskich rodzin i złodziejstwo w wielkiej skali domagają się dziękczynienia czy raczej przebłagania?

    W związku z powyższym odprawienie mszy dziękczynnej, tym bardziej przez metropolitę Warszawy, stało się powodem zamętu, zwątpienia i zgorszenia wśród bardzo wielu wiernych. Nie idzie w tym miejscu o sympatie bądź antypatie polityczne ale o chrześcijańskie świadectwo w życiu publicznym. Skrajnie niepokojące są w tym kontekście również, cytowane przez media, słowa Księdza Kardynała wypowiedziane podczas kazania.

    Idzie mianowicie o rzekomą „przyjaźń” Hanny Gronkiewicz-Waltz z „Panem Bogiem i Kościołem”, która ma miejsce „w sumieniu” i „nie wychodzi na zewnątrz”. W kontekście antykatolickich i skierowanych przeciwko konkretnym ludziom skandali, jakie działy się w Warszawie rządzonej przez byłą prezydent, słowa Waszej Eminencji brzmią wyjątkowo szokująco. Nie ma bowiem żadnej wątpliwości, że z rzekomą „przyjaźnią” Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wychodziła na zewnątrz a w jej działaniach jako włodarza miasta nie widać było obrony wiary i realizacji zasad katolickiej nauki społecznej.

    Problem polega na tym, że Magisterium Kościoła nie chwali takiej postawy a jednoznacznie ją piętnuje! Swoiste „rozdwojenie jaźni” katolików, którzy w życiu społecznym i zawodowym nie starają się realizować zasad wynikających z wiary i nie stają w obronie religii, moralności, prawdy i dobra zawsze było przez Kościół jednoznacznie piętnowane. Mówi o tym jasno cała Tradycja Kościoła jak i najnowsze dokumenty np. „Nota doktrynalna o niektórych aspektach działaności i postępowania katolików w życiu publicznym” z 2002 roku.

    Niedzielne słowa Waszej Eminencji można odczytywać jako słabo skrywaną pochwałę relatywizmu, który podpowiada katolikowi by rozdzielać porządki wartości realizowane w życiu prywatnym oraz publicznym. Jest to tym bardziej gorszące, że dotyczy osoby działającej w społeczeństwie przede wszystkim publicznie, poprzez decyzje urzędnicze, w blasku kamer. Dotyczy polityka, byłej prezydent stolicy i liturgii odprawianej w związku z pełnieniem przez nią tej funkcji a nie w związku z wydarzeniami życia osobistego.

    Gdyby patron polityków, św. Tomasz Morus, zachowywał się tak jak była prezydent Warszawy, gdyby funkcjonował w życiu publicznym jako „katolik bezobjawowy”, nigdy nie zostałby męczennikiem ani świętym. Nie zostałby patronem osób działających politycznie. Czy w świetle treści kazania Waszej Eminencji jego śmierć nie zostałaby zakwalifikowana jako bezsensowna?

    Należy przy tej okazji wyrazić również wątpliwość, czy „przyjaźń” o jakiej była mowa w kazaniu rzeczywiście dotyczy całej wspólnoty Kościoła wraz z jego niezmienną nauką, czy jest to raczej przyjaźń z wąską grupą duchownych o specyficznych poglądach? Bo to zdecydowanie dwie różne i rozdzielne sprawy. Kościół stawia przed swoimi pasterzami zadanie, by wiernych, zwłaszcza działających publicznie, upominali w duchu wierności katolickiej nauce społecznej. Dotyczy to wszystkich opcji politycznych i wszystkich duchownych, niezależnie od ich osobistych sympatii bądź antypatii.

    Wasza Eminencjo, zwracam się z tymi wszystkimi wątpliwościami publicznie, bo i zgorszenie rozlało się szeroko. Żyjąc w świecie szalejącej dyktatury relatywizmu my, katolicy, musimy zachować szczególną czujność i odporność na jego podszepty. Liczę, że niniejszy list pomoże nam wszystkim klarownie i odważnie stawiać czoła wyzwaniom współczesności.

    Króluj nam Chryste!

    (-)

    Robert Winnicki
    Poseł na Sejm RP
    Prezes Ruchu Narodowego

    ——————
    Do wiadomości:
    – pasterze Kościoła w Polsce
    – media

  2. Chrystus Król a czasy obecne

    DR M. A.

    Papież Pius XI w swej Encyklice „Quas primas” wydanej z okazji ustanowienia w r. 1925 święta ku czci Chrystusa Króla, m. in. mówi o przyczynach klęsk, które trapią dzisiejszą ludzkość. Najistotniejszą przyczyną chaosu czasów współczesnych jest to, że wielu ludzi odsunęło Jezusa Chrystusa i Jego prawo najświętsze tak z własnych obyczajów i życia, jak też i z życia publicznego. Dlatego też Pius XI już na początku swoich rządów w Kościele wskazywał, że nigdy nie zabłyśnie pewna nadzieja trwałego pokoju między narodami, dopóki poszczególni ludzie i państwa nie uznają władzy naszego Zbawiciela. Oczywiście, że chodzi tu o władzę w sprawach dotyczących dobra dusz.

    A więc Chrystus powinien panować w umysłach ludzkich, bo On jest samą Prawdą, z której mają ludzie czerpać i posłusznie ją przyjmować. Jest On dalej Królem woli ludzkiej. Wola bowiem Chrystusa jest najświętszą. Z niej należy przeto brać natchnienie dla naszej woli do rzeczy najszlachetniejszych. Wreszcie Chrystus jest Królem serc naszych. Jego bowiem miłość, łagodność i łaskawość pociąga do siebie dusze nasze.

    „Zresztą, po głębszym rozważeniu sprawy, mówi dalej Pius XI, – każdy widzi, że miano Króla, z władzą królewską, we właściwym znaczeniu słowa, słusznie należy się Chrystusowi, jako człowiekowi; albowiem «władzę i cześć i królestwo» (Dan. 7, 13. 14) otrzymał jako człowiek, gdyż jako Słowo Boże, będące jednej istoty z Ojcem, może tylko mieć wspólne z Ojcem, a zatem i najwyższe i całkowite panowanie nad wszystkimi rzeczami stworzonymi”.

    Potwierdzenie tej prawdy znajdujemy na bardzo licznych miejscach Pisma św. O Chrystusie Królu i Jego królestwie wspominali prorocy jak Dawid, Izajasz, Jeremiasz, Daniel, Zachariasz i inni.

    Archanioł Gabriel przy Zwiastowaniu poucza Maryję, że porodzi Syna, któremu da Pan Bóg stolicę Dawida ojca Jego i który królować będzie w domu Jakubowym na wieki, a królestwu Jego nie będzie końca (Łk. 1, 32). Również sam Chrystus to stwierdził kilkakrotnie, a przede wszystkim w odpowiedzi rzymskiemu prokuratorowi, pytającemu Go publicznie, czy jest królem. Tak samo po swoim Zmartwychwstaniu powiedział do uczniów, że jest królem i uroczyście oznajmił, że dana Mu jest wszystka władza na niebie i na ziemi (Mt. 28, 18).

    Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości fakt, że inaczej by wyglądał świat, więcej byłoby na nim szczęścia i zadowolenia, więcej pokoju i zgody, gdyby jednostki i rodziny i społeczeństwa całe dały się rządzić Chrystusowi!

    I to właśnie miał na myśli papież Pius XI, ustanawiając dzisiejsze święto ku czci Chrystusa Króla, o czym świadczą słowa Encykliki „Quas primas”: „Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwa ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania. Wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa. Zaczęło się od odmawiania Chrystusowi naczelnej władzy nad wszystkimi narodami. Potem odmówiono Kościołowi prawa, z woli Chrystusa pochodzącego, nauczania rodzaju ludzkiego, wydawania praw, kierowania ludźmi i doprowadzania ich do wiecznej szczęśliwości. Powoli religię Chrystusową zrównano z fałszywymi; następnie poddano władzy świeckiej i niemal całkowicie zdano na samowolę panujących rządów”.

    Ta choroba laicyzmu, o której mówił Pius XI, przenikła dziś prawie wszystkie dziedziny życia ludzkiego.

    Do walki ze złem, oprócz święta ku czci Chrystusa Króla, Pius XI powołał do życia Akcję Katolicką. Dzisiejsza więc uroczystość z woli Ojca Świętego jest również świętem Akcji Katolickiej. Piękne i święte są cele i zadania Akcji Katolickiej, – niestety wojna rozbiła tę tak potrzebną dla życia religijnego organizację. Ale miejmy nadzieję, że wkrótce podejmie na nowo zbawienną działalność.

    Dzisiejsza uroczystość winna pobudzić katolików do walki ze złem.

    Biskupi polscy zebrani w Jasnogórskim klasztorze na plenarnej konferencji dnia 3 i 4 października r. b., „mając na uwadze te wyłomy, które wojna poczyniła tu i tam w obyczajach narodu, wzywają wiernych do wzniesienia się na poziom ducha Chrystusowego, który jest prawdą, uczciwością, sprawiedliwością, czystością życia, a nade wszystko miłością bliźniego”. To wezwanie do pracy nad odnowieniem ducha Chrystusowego w Polsce winno być hasłem dla katolików polskich na najbliższą przyszłość.

    W pracy nad odnowieniem ducha Chrystusowego w Polsce należy używać wszystkich godziwych środków. Do tej pracy są powołani wszyscy ludzie dobrej woli, a nie tylko sami kapłani. Dużą rolę mają tu do spełnienia również pisarze katoliccy i prasa katolicka. Nie wystarczy bowiem zabronić ludziom czytać złej literatury, ale nadto trzeba dać im do ręki dobrą literaturę, dobrą książkę i gazetę, a skutek będzie niezawodny.

    Arcybiskup Mediolanu, kardynał Schuster w liście do wiernych bardzo pięknie określił zadania prasy katolickiej, mówiąc: „Obecnie słowo Boże nie tylko w kościołach należy głosić; lecz ponieważ mnóstwo ludzi uczęszcza do świątyni bardzo rzadko, nadto nie zawsze odpowiadałoby godności miejsca świętego omawianie różnych zagadnień życia społecznego i politycznego, stojących w związku z niewzruszonymi zasadami Ewangelii, stąd obowiązek ten na mocy orzeczenia samej Stolicy Apostolskiej został zlecony w szczególny sposób prasie katolickiej, a zwłaszcza pismom codziennym”.

    „Wobec zalewu pism i książek rozsiewających we wszystkich warstwach społecznych zarazek błędu, mówi dalej ks. kardynał, rozumie się całą doniosłość i konieczność prasy katolickiej, która ma nie tylko zatamować zgorszenie intelektualne, tak propagowane przez złą prasę, lecz, utwierdzając coraz bardziej dobro przez wyznawanie zasad katolickich prowadzić będzie nawet wśród przeciwników dzieło apostolstwa i obrony wiary”.

    A więc wszyscy bierzmy się rączo do pracy, aby duch Chrystusowy panował w Polsce dziś, jutro i zawsze.

    Dr M. A.

  3. Dlaczego moderniści przesunęli Święto Chrystusa Króla?

    Ks. Kevin Vaillancourt

    Nie tak dawno temu, gdy w ostatnią niedzielę Roku Liturgicznego przygotowywałem się do odprawienia Mszy dla kilku rodzin w pewnej „misyjnej” kaplicy miało miejsce interesujące zdarzenie. Gdy przygotowywałem ołtarz do Mszy, jeden z przebywających tam mężczyzn zapytał mnie: „Ojcze, czy będzie Ksiądz odprawiał Mszę na uroczystość Chrystusa Króla, czy Mszę Ostatniej Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego?”. Było to słuszne pytanie. Znałem kilkoro z obecnych tam osób, ale nie wszystkich i być może niektórym z nich przyszło na myśl, że odprawiam Msze według Indultu Ecclesia Dei (czego nie robię i jeden z powodów dla których tego nie robię stanie się wkrótce całkiem oczywisty). Zapewniłem pytającego, że będzie to Msza na Ostatnią Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego, z czego wydał się on być zadowolonym.

    Powodem powstania tego pytania jest to, że w nowym kościele, cykl liturgiczny kończy się liturgią święta Chrystusa Króla i wszelkie odniesienie do Ostatniej Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego zostało wyeliminowane. Jest to normalne dla tych, którzy przestrzegają „zrewidowanego” liturgicznego kalendarza i uczęszczają na Novus Ordo Missae.

    Istnieje pewna liczba katolików, nadal związanych z Neokościołem, którzy uczęszczają na łacińską Mszę odprawianą przez księdza, posiadającego pozwolenie na jej odprawianie (na mocy Indultu Ecclesia Dei) używając zrewidowanego w 1962 roku rzymskiego Mszału. Msza, w której oni uczestniczą w ostatnią niedzielę Roku Kościelnego jest (i jest to bardziej niż prawdopodobne) Mszą Ostatniej Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego, gdyż w ostatnią niedzielę października obchodzili już Święto Chrystusa Króla. Zauważcie, że jesteście świadkami następującej sytuacji: Ci sami ludzie, pod tym samym sztandarem posłuszeństwa stosują dwa odmienne kalendarze liturgiczne. Nic dziwnego, że Kościół utracił Swój wpływ we współczesnym świecie – sami katoliccy wierni są podzieleni w sprawie kultu oraz co do praktycznej wiary z niego wynikającej. Musi być to szczególnie uciążliwe dla indultowców (tj. tych, którzy regularnie uczęszczają na „Indultową” Mszę), ponieważ muszą zastanawiać się, jaki kalendarz stosować każdego dnia: czy ten z Mszału 1962 roku, czy może ten wydany przez współczesny Rzym? Czy przestrzeganie jednych przepisów jest „bardziej katolickie” niż stosowanie się do tych drugich? I co istotniejsze, czy powinni obchodzić uroczystość Chrystusa Króla dwa razy do roku? Ach, ale trochę odszedłem od mojego tematu.

    Kiedy modernistom udało się pod koniec lat sześćdziesiątych „postawić na głowie” codzienne życie katolików przez okaleczenie liturgicznego kalendarza, wysunęli propozycję zmiany daty obchodów wielu tradycyjnych świąt z ich honorowych, utrwalonych przez wieki dni (lub, w kilku przypadkach ustalonych stosunkowo niedawno) na jakieś inne dni roku według ich własnego wyboru. To nie tylko zmieniło sposób, w jaki katolicy oddawali cześć i modlili się przez wieki (nowy kalendarz dla nowego kościoła), ale także rozwinęło w nich nowego duszpasterskiego ducha, skłaniając ich do myślenia i modlenia się w sposób odmienny od tego jak katolicy czynili to przez stulecia. Ta druga uwaga ma szczególnie doniosłe znaczenie dla moich rozważań o zmianie daty obchodów uroczystości Chrystusa Króla.

    Liturgiczny duch święta Chrystusa Króla

    Niewątpliwym faktem pozostaje to, że Jezus Chrystus zawsze był czczony w Kościele jako Król oraz że posiada ten tytuł na mocy prawa, dziedzictwa i zasługi. W Nowym Testamencie, od Zwiastowania aż do Jego śmierci na Krzyżu, słowo król jest bezpośrednio powiązane z życiem i posłannictwem naszego ukochanego Zbawiciela. Aż do czasów współczesnych, nie istniał odrębny liturgiczny sposób na uczczenie Chrystusa jako Króla, chociaż niektórzy mogą argumentować, że publiczna Procesja z Palmami w Niedzielę Palmową miała w zamyśle zwrócić uwagę na ten fakt. Jakkolwiek by nie było, to dopiero w 1925 roku, papież Pius XI ogłaszając encyklikę Quas primas (O ustanowieniu Święta Chrystusa Króla), wprowadził Święto Chrystusa Króla z jego własnym Officjum i Mszą.

    Ojciec Święty wyjaśnił przyczyny ustanowienia tego święta: Należy przypominać ludziom o ich obowiązkach wobec Jezusa Chrystusa jako Pana i Władcy i że Jego panowanie rozciąga się na ich życie prywatne i społeczne. Papież zauważył, że „… nawałnica zła nawiedziła świat, ponieważ bardzo wielu ludzi usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo z własnych obyczajów i życia prywatnego, rodzinnego i publicznego; … i w przyszłości nie zajaśnieje pewna nadzieja stałego pokoju między narodami, dopóki tak jednostki, jak państwa stronić będą i zaprzeczać panowaniu Zbawcy Naszego…”.

    Używając nadanej mu Władzy Apostolskiej, papież Pius XI zarządził, aby święto Chrystusa Króla było obchodzone w ostatnią niedzielę października – w niedzielę sąsiadującą z uroczystością Wszystkich Świętych oraz z Dniem Zadusznym (uroczystości te przypadają odpowiednio 1 i 2 listopada). Nie bez przyczyny wybrano właśnie tę datę; uczyniono tak dlatego, aby ugruntować doniosły duszpasterski przekaz dla katolików naszych czasów. Obchodząc uroczystość Królewskiej godności Naszego Pana w przededniu Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, uznajemy, że Jezus Chrystus króluje w niebie, po prawicy Swojego Ojca, i że stamtąd panuje, nie tylko nad wiernymi na ziemi, ale też nad świętymi w niebie i duszami w czyśćcu. Doktryna Mistycznego Ciała Chrystusa jest nam ukazana w bardzo namacalny sposób, gdy przypomina się nam, że tylko ci, którzy chętnie poddadzą się rządom tego łagodnego Króla będą mogli dzielić z Nim wieczne szczęście.

    Oprócz tych eschatologicznych myśli – myśli, które poprzez obchodzenie tego święta przy końcu października z pewnością zakorzenią się mocno w sercu i duszy każdego – jest również kilka bardzo „przyziemnych” rozważań. Czcząc Jezusa Chrystusa jako Króla, wyznajemy, że jest On Królem nad nami, naszymi rodzinami i nad wszystkimi narodami świata, bez względu na to czy uznają to czy też nie. Gdy w tym szczególnym, uroczystym dniu odnawiamy nasze poświęcenie Jego Najświętszemu Sercu, trzykrotnie wołając: Króluj nam, Chryste! publicznie uznajemy Jego miejsce w naszym życiu, w życiu naszych rodzin i (jak to powinno mieć miejsce) także w społeczeństwie. Nasz świat naprawdę byłby lepszy gdyby wszystkie narody świata czciły Chrystusa jak Króla i umożliwiły Kościołowi prawdziwą wolność pracy dla zbawienia całego rodzaju ludzkiego. Święto Chrystusa Króla, obchodzone w tym samym dniu i z tą samą myślą jaka przyświecała papieżowi Piusowi XI, z pewnością przyczyni się do przyśpieszenia tego szczęśliwego dnia, gdy wszyscy ludzie będą żyć pod łagodnym i miłującym władztwem Jezusa Chrystusa – Króla. Ten dzień szybko nadejdzie, jeżeli każdy katolik na całym świecie będzie codziennie czcił Chrystusa Króla całym swoim sercem, umysłem, duszą i ciałem.

    Zmiana Święta – detronizacja Naszego Króla

    Czy rzeczywiście przesunięcie daty publicznych obchodów święta Chrystusa Króla na inny dzień kalendarzowy naprawdę ma jakieś znaczenie? Tak, i moderniści dobrze o tym wiedzieli. Wstawiając do soborowego dokumentu Sacrosanctum Concilium, ideę zmiany kalendarza, moderniści uzyskali aprobatę dla szeroko zakrojonej „rewizji” liturgicznego życia Kościoła. Każdą zmianę poprzedzał nowy slogan: aggiornamento, mający oznaczać, że to duch czasu domaga się tych zmian. Niewiele ich obchodziło potępienie tego ducha przez Kościół, które znalazło się w Syllabusie Błędów wydanym z polecenia papieża Piusa IX. Zdanie 80 uczy nas, że żądanie by Rzymski Biskup i Kościół pogodzili się z duchem czasu jest całkowicie błędne. „Duch czasu” i panowanie Chrystusa Króla nie mogą koegzystować, jak łatwo to można zademonstrować poniżej:

    Przede wszystkim, zmiana ta dokonała się po upływie niewiele ponad czterdziestu lat od ogłoszenia encykliki Quas primas. Jest to kompletne zlekceważenie nakazów Papieża wyrażonych w encyklice. Takie działanie jasno demonstruje pogardę, jaką dla tradycji Kościoła mają moderniści, bez różnicy na to, kiedy się ona ustaliła.

    Po drugie, usuwając Mszę z Ostatniej Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego i zastępując ją świętem Chrystusa Króla, wyeliminowano również jeden z wielkich „negatywów” „starego Kościoła”. „Duch czasu” wolałby, abyśmy skończyli z chorobliwymi myślami o śmierci i sądzie, a zastąpili je „radosnymi myślami” – np. o niebie. Tradycyjnie, koniec Roku Kościelnego symbolizuje koniec naszego życia. Ewangelia czytana Ostatniej Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego (1), kieruje nasze myśli do rozważań nad Czterema Rzeczami Ostatecznymi (śmiercią, sądem, niebem albo piekłem), a to zachęca nas z kolei do żalu za grzechy (usposobienia niezbędnego podczas nadchodzącego okresu Adwentu) i postanowienia by być bardziej świętszym przed Bogiem. Jednakże, gdy ta Ewangelia zostaje wyeliminowana z modlitewnego życia katolików (celowo), a liturgia mówi jedynie o radościach nieba, to wtedy to zbawienne coroczne memento jest zatracone, ze szkodą dla wszystkich.

    Jak widać, usunięcie z zakończenia Roku Kościelnego myśli o naszej śmiertelności, o doniosłości Ostatecznego Wytrwania w stanie łaski aż do końca, i o Sądzie Ostatecznym, powoduje również, że znika potrzeba życia każdego dnia jak prawdziwy poddany Królestwa Chrystusa.

    Co więcej, wraz z przesunięciem tego święta duchowieństwo i świeccy przyswajają sobie nowego ducha duszpasterskiego. Zamiast uznania Chrystusa za wiekuistego Sędziego całej ludzkości (na co jasno wskazuje Ewangelia Ostatniej Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego), jest On teraz widziany w bardziej „pozytywnym” świetle: jest On Królem niebios, miejsca dokąd pewnego dnia trafi każdy, bez względu na swoją wiarę czy system moralny. Jezus nie osądza nas, ale On wita nas, pomimo wielu naszych słabości, i w ten sposób (moderniści chcą byśmy tak mówili, myśleli i wierzyli) wszyscy pójdą do nieba i będą tam wraz z Nim szczęśliwie królować. Alleluja, czyż tego nie wiesz.

    Wszystkie te rozważania implikują istnienie odmiennego ducha eschatologicznego, jaki nigdy nie był znany w Kościele rzymskokatolickim od czasów apostolskich. Ten nowy duch jest częścią aggiornamento: nowy duch czasu, do którego Kościół i Jego dzieci muszą wszystko dostosować. Współcześni katolicy obchodząc święto Chrystusa Króla według planu modernistów już nie oddają czci w sposób, w jaki powinni to czynić katolicy. Z tej przyczyny doznają oni podobnie jak i cały świat moralnych cierpień. Spójrzcie tylko na to, co stało się w naszym kraju, w Europie i wszędzie indziej od czasu skażenia tej uroczystości: życie katolików stało się bardziej przyziemne, doczesne; „katoliccy” politycy dostosowali się do „ducha czasu”; Chrystus, Jego Kościół i Jego prawa nie są już respektowane w społeczeństwie; rozwody stały się jeszcze powszechniejsze (i zalegalizowane nawet we Włoszech); nowa Unia Europejska chce być tak daleko jak to tylko możliwe od najmniejszego nawet wspomnienia o „jarzmie” religii i nauce Jezusa Chrystusa. Śliska pochyłość staje się z każdym dniem bardziej śliska.

    Zachęcam tych katolików, którzy są ciągle przywiązani do Neokościoła, którzy uczęszczają na łacińską Mszę (poprzez Indult – regularnie lub okazjonalnie) i którzy w rezultacie stosują dwa różne kalendarze liturgiczne, by porzucili nowy kalendarz i jego ducha, a praktykowali tylko Wiarę naszych przodków – tradycyjną Wiarę rzymskokatolicką. Gdy zaczną to czynić spostrzegą, że będą musieli porzucić Neokościół, jeżeli nie z innej to tylko z tej przyczyny, że kościół ten codziennie „przesuwa ich” [(zmieniając ich sposób myślenia)] wzdłuż ścieżki „ducha czasu”: ducha świata, który nie jest duchem Chrystusa Króla. (2)

    Ks. Kevin Vaillancourt

    Artykuł powyższy po raz pierwszy ukazał się w The Catholic Voice z września 2004 r., OLG Press, 3914 N. Lidgerwood St., Spokane, Washington 99201-1731 USA. ( http://www.thecatholicvoice.org )

    Tłumaczył Mirosław Salawa

    Przypisy:
    (1) Oto treść, usuniętej przez modernistów z liturgii na ostatnią niedzielę roku liturgicznego, Ewangelii:

    „Dalszy ciąg Ewangelji według św. Mateusza, 24, 15-35.
    – Onego czasu: Mówił Jezus uczniom swoim: Gdy ujrzycie brzydkość spustoszenia, która jest opowiedziana przez Daniela Proroka, stojącą na miejscu świętem, kto czyta niech rozumie: wtedy, którzy są w Żydowskiej ziemi, niech uciekają w góry: A kto na dachu, niechaj nie zstępuje, aby co wziął z domu swego, a kto na roli, niech nie wraca brać sukni swojej. A biada brzemiennym i karmiącym w one dni. A proście, aby uciekanie wasze nie było w zimie, albo w szabat. Albowiem na on czas będzie wielki ucisk, jaki nie był od początku świata aż dotąd, ani będzie. A gdyby nie były skrócone one dni, żadne ciało nie byłoby zachowane: ale dla wybranych będą skrócone dni one. Wtedy jeśliby wam kto rzekł: Oto tu jest Chrystus, albo tam: nie wierzcie. Albowiem powstaną fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy: i czynić będą znaki wielkie i cuda, tak iżby w błąd zawiedzeni byli (jeśli może być) i wybrani. Otom wam opowiedział. Jeśliby tedy wam rzekli: Oto na puszczy jest, nie wychodźcie: oto w tajemnych gmachach, nie wierzcie. Albowiem jako błyskawica wychodzi od wschodu słońca i ukazuje się aż na zachodzie, tak będzie i przyjście Syna Człowieczego. Gdziebykolwiek było ciało, tam się i orłowie zgromadzą. A natychmiast po utrapieniu onych dni, słońce się zaćmi i księżyc nie da światłości swojej: a gwiazdy będą padać z nieba i moce niebieskie poruszone będą. A na on czas ukaże się znak Syna Człowieczego na niebie: i wtedy będą narzekać wszystkie pokolenia na ziemi: I ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego w obłokach niebieskich z mocą wielką i majestatem. I pośle Anioły swoje z trąbą i głosem wielkim: i zgromadzą wybranych Jego ze czterech wiatrów od krajów niebios aż do krajów ich. A od figowego drzewa uczcie się podobieństwa: gdy już gałąź jego odmładza się i liście wypuszcza, wiecie, iż blisko jest lato: także i wy, gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, iż blisko jest we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam, iż nie przeminie ten naród, ażby się stało to wszystko. Niebo i ziemia przeminą, słowa moje nie przeminą”.

    (2) Por. Dr M. A., Chrystus Król a czasy obecne.

    (Przypisy od red. Ultra montes).

    © Ultra montes (www.ultramontes.pl)
    Cracovia MMIV, Kraków 2004

  4. Słowo wstępne do książki Spustoszona Winnica
    autorstwa Dietricha von Hildebranda

    Dziś tytuł Koń trojański w Mieście Boga nie odpowiada już sytuacji w Kościele świętym. Wrogowie ukryci w koniu trojańskim wyszli z niego, a działania niszczycielskie są w pełnym toku. Zaraza ma charakter postępujący: od prawie niezauważalnych błędów i zafałszowań ducha Chrystusa i Kościoła świętego aż po jaskrawe herezje i bluźnierstwa.

    Trzeba jednak odnotować także wielką, wzbudzającą nadzieję, poprawę. Coraz powszechniej dostrzega się niebezpieczeństwo zagrażające Kościołowi świętemu od wewnątrz. Wielu ludzi, których początkowo zmyliły hasła w rodzaju odnowa, aggiornamento, wyjście
    z getta, zwróciło się ponownie ku ortodoksji.

    Powstały różne ruchy podejmujące ofensywę przeciwko niszczeniu Kościoła świętego i fałszowaniu chrześcijańskiego ducha, a przede wszystkim rozległy
    się także głosy dostojników kościelnych. Sytuację dzisiejszą cechuje coraz bardziej otwarta walka między szatanem a Chrystusem, między duchem świata a duchem Kościoła świętego.

    Celem tej książki jest, po pierwsze, krótkie przedstawienie głównych błędów, które zazwyczaj są ukazywane jako przełom w kierunku uczynienia z nowoczesnego człowieka istoty dojrzałej i samodzielnej, od której jakoby nie można wymagać akceptacji nauki
    Kościoła w jej dotychczasowej formie. W rzeczywistości błędy te bynajmniej nie są nowe, gdyż zostały potępione częściowo na Soborze Trydenckim, częściowo zaś na I Soborze Watykańskim.

    Możemy tutaj mówić o zapomnianych anatemach. Po drugie, zostaną tutaj obnażone błędy ukryte, subtelne, wprowadzane najczęściej pod pięknymi, pozornie szlachetnymi tytułami, a których groźnego charakteru nie dostrzegają często wierzący katolicy.

    Książka ta pokrótce odnosi się także do przebudzenia
    wielu ludzi, które w chwili obecnej musi nas napawać nadzieją – do rosnącego z każdym dniem oporu przeciw fałszowaniu prawdziwego ducha Ewangelii i Kościoła świętego.

    Jeżeli uda mi się – na tle chwały Bożego objawienia, na
    tle cudu i niepojętego daru jaki stanowi Kościół święty, a także wobec przezwyciężenia ducha świata w osobach świętych – jasno oświetlić ciężar błędów i wdzieranie się przeciętności w całej jej zgubnej naturze oraz roztoczyć przed naszą duszą, jako pocieszające źródło prawdziwej nadziei, narastający wreszcie opór przeciw spustoszeniu winnicy Pana – to książka ta spełni swój cel.

    Słowo wstępne do książki Spustoszona Winnica
    autorstwa Dietricha von Hildebranda

  5. Czy Piłsudski to patriota Polski ?

    12 maja 1935 roku, wieczorem o godz. 20:45 umarł Józef Piłsudski

    Piłsudski Józef Klemens, pseud. Ziuk, Wiktor, Mieczysław, ur. 5 XII 1867, Zułów (Litwa), zm. 12 V 1935, Warszawa, polityk, mąż stanu, Marszałek Polski. Urodzony w rodzinie ziemiańskiej na Wileńszczyźnie, w trakcie studiów uniwersyteckich nawiązał kontakty z rosyjskimi narodnikami, 1887 aresztowany i zesłany na Syberię. Po odbyciu kary (1892) rozpoczął działalność w Polskiej Partii Socjalistycznej, zajmując się redakcją i drukiem pisma „Robotnik” (1894–1900), od 1895 był członkiem Centralnego Komitetu Robotniczego (CKR), a w praktyce przywódcą partii …

    Św. s. Faustyna widziała śmierć Józefa Piłsudskiego, warto przeczytać i przeanalizować, co wtedy się działo.

    W dzienniczku siostry Faustyny czytamy: „(Dz.424) W pewnej chwili, 12 V 1935 rok. Wieczorem, zaledwie się położyłam do łóżka, zaraz zasnęłam, ale jak prędko zasnęłam, tak jeszcze prędzej zostałam zbudzona. (…)

    (Dz.425) Wtem ujrzałam pewną duszę, która się rozłączała od ciała w strasznych mękach. O Jezu, kiedy to mam pisać, drżę cała na widok okropności, które świadczą przeciw niej. Widziałam, jak wycho­dziły z jakiejś otchłani błotnistej dusze małych dzieci i większych, jakie dziewięć lat; dusze te były wstrętne i obrzydliwe, podobne do najstraszniejszych potworów, do rozpadających się trupów, ale te trupy były żywe i głośno świadczyły przeciw duszy tej, którą widzę w skonaniu: a dusza, którą widzę w skonaniu, jest to dusza, która była pełna zaszczytów i oklasków światowych, a których końcem jest próżnia i grzech. Na koniec wyszła niewiasta, która trzymała jakoby w fartuchu łzy, i ta bardzo świadczyła przeciw niemu.

    (Dz.426) O godzino straszna, w której widzieć trzeba wszystkie czyny swoje w całej nagości i [nędzy]; nie ginie z nich ani jeden, wier­nie towarzyszyć nam będą na sąd Boży. Nie mam wyrazów ani po­równań na wypowiedzenie rzeczy tak strasznych, a chociaż zdaje mi się, że dusza ta nie jest potępiona, to jednak męki jej nie różnią się niczym od mąk piekielnych, tylko jest ta różnica, [że] się kiedyś skończą.”

    Warto wiedzieć, że Marszałek Piłsudski miał trzy żony, że przed zalewem – wejściem bolszewików do Warszawy, 15 sierpnia 1920 roku złożył dymisje na ręce Witosa i wyjechał z Warszawy, (za tą dezercję powinien być rozstrzelany) a gdy był u szczytu władzy w 1927 roku wbił w skrzydła Orła Białego w Godle Polski dwa gwoździe masońskie – dwa pentagramy satanistyczne.

    Nie mogę zrozumieć, dlaczego doczesne szczątki Marszałka Piłsudskiego spoczywają na Wawelu, nie mogę zrozumieć, dlaczego robi się z niego bohatera narodowego i męża stanu.

    Dla zainteresowanych polecam książkę: Religijność Józefa Piłsudskiego, ks. Piotra Natanka i Pawła Poleńskiego. Jest to doskonała analiza historyczna, relacje naocznych świadków, można zapoznać się z listami, dokumentami, w książce są również zawarte oryginalne fotokopie.

    Książkę można zamówić (12) 637-83-62 lub 664 466-067.

  6. Dr Michał Krajski, Czwartek, 15 listopada 2018

    Kościół w Polsce: czy jako ratunek proponuje mu się truciznę?

    Już powszechnie mówi się o kryzysie Kościoła w Polsce. Nie jest on jeszcze taki, jak na Zachodzie, ale ujawniają się już pewne tendencje. Jeśli dzisiaj nie zastosuje się środków zaradczych, jutro może nie być już czego ratować.

    W tej sytuacji pojawiają się głosy, co należy zrobić. Część z nich proponuje dokładnie to samo, co na Zachodzie przyczyniło się do opustoszenia kościołów.

    Niektórzy mówią więc o modnym ostatnio “klerykaliźmie”, a więc rzekomej dominacji księży w życiu kościelnym. Jako remedium przedstawiają coraz większe zaangażowanie świeckich i przejmowanie przez nich funkcji zarezerwowanych dotychczas przez kapłanów.

    Zapominają jednak o tym, że w Niemczech od dawna kapłani są całkowicie zmarginalizowani – świeccy zarządzają parafią, pilnują funduszy, a nawet odprawiają Msze święte – bywa tak, że kapłan podchodzi do ołtarza tylko na przeistoczenie.

    Efekt jest taki, że w połowie tamtejszych parafii brakuje księży, a ludzie wcale chętniej nie chodzą do kościoła, wbrew przeciwnie.

    Inni twierdzą, że trzeba zliberalizować nauczanie katolickie – w końcu zaakceptować antykoncepcję, związki homoseksualne i udzielać Komunii Świętej rozwodnikom.

    Niemcy to wszystko robią i co? W zasadzie Kościół już tam nie istnieje – zanikła spowiedź, wszyscy chodzą do Komunii, a więc nikt już nie wierzy w grzech, realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a wszystkie Msze są świętokradcze.

    Inni uważają, że trzeba skończyć z ofiarami za sakramenty i w ten sposób pokazać, że naprawdę chodzi jedynie o Ewangelię.

    W ten sposób jednak otwiera się tylko jedna droga: finansowanie Kościoła przez państwo na zasadzie podatku kościelnego. Benedykt XVI będąc w Warszawie, przestrzegał przed tym, słusznie podkreślając, że oznacza to całkowite uzależnienie od władzy.

    Jeszcze inni mówią o konieczności przeprowadzenia rewolucji charyzmatycznej – niech parafie zmienią się we wspólnoty wspólnot złożone z nowych ruchów religijnych.

    Problem w tym, że już teraz w Polsce ruchy te niosą gigantyczne ryzyko dla wiary. Faktem jest, że grupy Odnowy w Duchu Świętym odłączały się od Kościoła katolickiego i dotyczy to całej Polski. W ruchach tych często bowiem podkreśla się wyższość “charyzmatu” nad hierarchią, promuje świeckich liderów, którzy nieraz przypominają sekciarskich guru, tworzy klimat elitarności, który sprzyja myśleniu: “my jesteśmy lepsi, wybrani”.

    Tymczasem istnieje tylko jedno remedium na kryzys w Kościele – powrót do wielowiekowego tradycyjnego nauczania i modlitwy, rozpalenie się nową gorliwością, podjęcie ducha pokuty, rozprawienie się z nadużyciami, odbudowa zaufania, zaangażowanie w walkę o królestwo Chrystusa na ziemi, a nie nieustanne wycofywanie się, uznanie Jezusa za Króla Polski, stanie się prawdziwymi rycerzami Maryi, którzy wprowadzają w życie zasadę Ewangelii: “tak, tak, nie, nie, a co nadto jest od złego pochodzi”.

  7. List duszpasterski do wiernych w Polsce nr 1
    do wiernych Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

    Drodzy Wierni!

    Drogi Bożej Opatrzności są niezbadane! „O głębokości bogactw mądrości i wiedzy Bożej! Jak są nieogarnione sądy Jego i niedościgłe drogi Jego” (Rz 11, 33); „wszystkie drogi Pańskie są miłosierdziem i prawdą” (Ps 24, 10). Z tego powodu, w duchu głębokiej wdzięczności i duchowej radości, przyjmuję ten wielki zaszczyt móc ponownie być Waszym sługą i przewodnikiem na szlaku ku wieczności.1

    Z całego serca dziękuję mojemu poprzednikowi, ks. Łukaszowi Weberowi, za jego poświęcenie i prace apostolskie podejmowane w ciągu czterech lat kierowania Bractwem w Polsce. Wszyscy jesteśmy jedynie narzędziami Chrystusa odwiecznego Kapłana i Jego Niepokalanej Matki. W istocie jest mało ważne, gdzie działamy i co robimy, bylebyśmy tylko okazywali jak największe posłuszeństwo Tej, która jest Pośredniczką Wszystkich Łask nawrócenia i uświęcenia ludzi dobrej woli.

    A jaka jest wola Matki Bożej odnośnie do Tradycji w Polsce? Św. Maksymilian uczy, że z całą pewnością Maryja przemawia do nas ustami naszych przełożonych. Otóż jest wolą przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, aby międzynarodowa centrala Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji została założona w Polsce. Z pewnością słyszeliście, że w ciągu ostatnich czterech lat MI wydatnie rozwinęła się na całym świecie, a zwłaszcza w Azji i we Francji. Rycerstwo Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji jest obecne w 42 krajach, a liczba członków przekroczyła sto tysięcy. W 2016 r. poprzedni przełożony generalny, bp Bernard Fellay, powierzył mi kierownictwo tego ruchu na całym świecie; obecny przełożony potwierdził teraz tę decyzję, na mnie zaś spoczywa wielka odpowiedzialność za trwanie i przede wszystkim za rozwój MI.

    Przełożony generalny m.in. dlatego nakazał mi powrót do Polski, ponieważ w Warszawie można o wiele łatwiej niż na Dalekim Wschodzie zorganizować międzynarodową centralę, jednak przede wszystkim miał na względzie fakt, że kolebką MI jest właśnie Polska. To Polacy – naród wciąż o wiele bardziej katolicki i maryjny niż wiele innych narodów – powinni być dla wszystkich rycerzy na świecie przykładem zachęcającym do naśladownictwa. Katolicy w Azji, np. w Japonii wcześniej niewiele słyszeli o Porando (tak nazywa się nasz kraj po japońsku), jednak po przedstawieniu im postaci św. Maksymiliana i jego wielkiego dzieła zainteresowali się dziejami Polski, odkrywając ją jako „przedmurze chrześcijaństwa” i z wielkim podziwem patrząc na cudowne działanie Matki Najświętszej podczas całego milenium polskiej historii.

    Zadanie polskich katolików wiernych Tradycji polega na tym, aby podtrzymywali polską maryjność, która dała Kościołowi tylu świętych i bohaterów. Oznacza to przede wszystkim to, że największy tradycyjny ruch maryjny powinien mieć swoje duchowe centrum w Polsce, a tak naprawdę – w sercu każdego polskiego wiernego. Matka Boża życzy sobie, żeby każdy z Was z wielką gorliwością odnowił swoją przynależność do Jej Rycerstwa i żeby głęboko kontemplował wspaniały akt poświęcenia, ułożony przez św. Maksymiliana. Przełożony generalny oczekuje, że wszyscy wierni naszych kaplic i kościołów będą gorliwymi narzędziami w rękach Niepokalanej. Jeśli rycerze gdzieś na świecie pytają, jak prowadzić apostolat, jak zdobywać dusze dla Niepokalanej, to chciałbym im pokazać jako wzorcowe nasze placówki w Polsce. Do tego jednak potrzeba Waszego zaangażowania i Waszej gorliwości.

    Jakie pytanie najczęściej zadają za granicą nowi rycerze albo osoby zainteresowane MI? Otóż pytają o to, jaka jest polska maryjność, jak Polacy oddają cześć Matce Bożej. Moi Drodzy, podczas czterech lat pracy w Azji byłem szczęśliwy i dumny mogąc wyjaśniać wielu ludziom, że najważniejszą polską pieśnią narodową nie jest zadekretowany hymn państwowy, ale Bogurodzica. (Japończycy nawet śpiewają tę pieśń po polsku podczas pielgrzymek.) Również z radością tłumaczyłem katolikom w Azji, jak bogate są w Polsce wyrazy czci wobec Maryi, jak piękne mamy Godzinki, nabożeństwa majowe, pieśni maryjne… Opowiadałem o licznych słynących łaskami polskich sanktuariach maryjnych, od Kalwarii Zebrzydowskiej po Częstochowę i od Lichenia aż po Ostrą Bramę! Moi słuchacze z podziwem słuchali o polskich świętych, o postaciach braci z Niepokalanowa, zwłaszcza o bohaterze Japonii, br. Zenonie, a także o o. Wenantym Katarzyńcu etc.

    Tym opowieściom, w znacznym stopniu dotyczącym przeszłości, towarzyszyło pytanie o dzień dzisiejszy: „A jak dziś wierni w Polsce czczą Niepokalaną?”. Odpowiedzią na to pytanie jest m.in. spełnienie polecenia przełożonego generalnego Bractwa w sprawie założenia centrali. W związku z tym kieruję do Was swoją stanowczą i uroczystą prośbę.

    W ciągu następnych miesięcy zarówno moderator MI, ks. Dawid Wierzycki, jak i ja sam odwiedzimy wszystkie nasze placówki duszpasterskie, zapraszając rycerzy do uroczystego odnowienia aktu poświęcenia, a osoby, które nie są jeszcze Jej rycerzami, będziemy zachęcać, aby dołączyły do maryjnej armii. Oczekuję, zwłaszcza od rycerzy z długim stażem, mobilizacji pozwalającej energicznie rozwinąć maryjny apostolat polegający na rozdawaniu medalików i ulotek, pomocy w organizacji wykładów, procesji, nabożeństw różańcowych, pielgrzymek… A przede wszystkim marzę o tym, żeby każdy z Was wprowadził uroczyście Maryję do swej rodziny, do swego domu, do swej pracy i zrobił wszystko, co tylko możliwe, zwłaszcza przez swój dobry przykład, „aby ludzie lepiej Ją poznali i więcej umiłowali”.

    Nasze przeoraty, szkoły, kaplice i kościoły, nasze rekolekcje, wykłady, cały nasz apostolat pisemny i internetowy – niech to wszystko otrzyma nowy impuls łask przez Pośredniczkę Wszystkich Łask, do której mamy należeć nie tylko na papierze, lecz przez rzeczywiste stanie się Jej wiernymi narzędziami – rycerzami!

    Pragniemy także z pomocą gorliwych i bezinteresownych rycerzy uruchomić „wszystkie środki, byle godziwe”, aby do stóp Niepokalanej prowadzić, o ile możliwe, jak najwięcej Polaków. Jeśli rzeczywiście Polska ma być tą iskrą, od której na nowo zapłonie na świecie ogień prawdziwej wiary i świętości, to mamy teraz bardzo dużo pracy!

    A czy te plany przypadkiem nie mijają się z celem Bractwa, którym jest kapłaństwo i umiłowanie Mszy świętej? Bynajmniej! Im bardziej Maryja zatriumfuje i „zwycięży wroga dusz”, tym bardziej Chrystus Król będzie uczczony, uznany i uwielbiony; tym gorliwsi będą kapłani, tym bardziej perła naszej świętej wiary – Msza św. wszech czasów – będzie doceniona.

    Z całego serca błogosławię Was wszystkich i proszę o modlitwę, aby to wielkie dzieło Militia Immaculatæ rozwijało się na świecie. Przez swą gorliwość i miłość do Maryi możemy dokonać wielkich dzieł!

    Cześć Niepokalanej!

    Warszawa, 9 listopada 2018 r.

    ks. Karol Stehlin FSSPX

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *