ROK PAŃSKI 2019

Życzymy wszystkim naszym Słuchaczom
Błogosławieństwa Bożego w Nowym Roku Pańskim 2019.

Króluj nam Chryste, zawsze i wszędzie

28 komentarzy do “ROK PAŃSKI 2019”


  1. 8 grudnia, Uroczystość Niepokalanego Poczęcia
    Najświętszej Maryi Panny

    Niepokalane Poczęcie N.M.Panny

    Bóg wybrawszy od wieków Maryję na Matkę swojego Syna (lekcja), zachował ją od wszelkiej zmazy grzechu i obdarzył pełnią łaski (antyfony, graduał). Dzięki temu Maryja stała się godnym przybytkiem Wcielonego Słowa. Dziękując Bogu za wyjątkowy przywilej udzielony Maryi, wypraszamy sobie łaskę do zwalczania grzechu. Święto Niepokalanego Poczęcia obchodzono na Wschodzie już w VIII wieku. W wieku IX przeszło ono na Zachód.
    W Polsce przyjęło się w wieku XIV. 8 grudnia 1854 roku papież Pius IX ściśle określił i podał do wierzenia prawdę o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Dziewicy jako dogmat wiary katolickiej.

    Lekcja i Ewangelia na dzisiaj
    wg Liturgii z Kalendarza Tradycji Katolickiej
    MSZAŁ RZYMSKI 1962

    LEKCJA – czytanie z Księgi Przysłów, Prz 8:22-35

    Słowa odnoszące się do Mądrości Bożej Kościół stosuje do Najświętszej Dziewicy. Maryja od wieków była obecna w myśli Boga i z Jego woli otrzymała przywilej Niepokalanego Poczęcia. Stała się «Stolicą Mądrości Wcielonej» i przewodniczką w życiu duchowym.

    Pan posiadł mnie na początku dróg swoich, zanim cokolwiek od początku uczynił. Od wieków zrządzona jestem i od starodawna, zanim ziemia powstała. Nie było jeszcze przepaści, a jam poczęta była. Jeszcze nie wytrysnęły źródła wód, jeszcze ciężarem swym nie stanęły góry: przed pagórkami jam była zrodzona. Jeszcze nie uczynił był ziemi ni rzek, ni zawias okręgu ziemi. Gdy niebiosa urządzał, byłam przy tym: gdy nad przepaścią krąg ziemski utwierdzał, gdy w górze umacniał niebiosa i w karby ujmował źródła wód, gdy morzu zakreślał granice jego i wodom nadawał prawo, by nie przekraczały swych granic, gdy ziemię ustalał w posadach. Z Nim byłam wszystko wespół urządzając i radowałam się na każdy dzień, igrając ciągle przed Jego obliczem, igrając na ziemskim okręgu — a rozkosz moja przebywać wśród synów ludzkich. Teraz więc, synowie, słuchajcie mnie: Błogosławieni, którzy strzegą dróg moich. Słuchajcie nauki, a bądźcie mądrzy i nie od rzucajcie jej. Błogosławiony człowiek, który mnie słucha i który czuwa co dzień u drzwi moich i strzeże podwojów mej bramy. Kto mnie znajdzie, znajdzie życie i wyczerpie zbawienie od Pana.

    EWANGELIA – według Św. Łukasza, Łk 1:26-28

    Onego czasu: Posłany jest Anioł Gabriel od Boga do miasta galilejskiego, które zwano Nazaret, do Panny poślubionej mężowi, któremu było na imię Józef, z domu Dawidowego, a imię Panny Maryja. I wszedłszy do Niej Anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami».

    Dzień 8 grudnia był wybrany nieprzypadkowo – już od kilku stuleci ten dzień uroczyście poświęcano Niepokalanemu Poczęciu NMP. Tego też dnia 1661 roku papież Aleksander VII podpisał bullę, w której znajduje się streszczenie dziejów kultu, a w 1708 roku papież Klemens XI ustanowił święto obowiązujące w całym Kościele.

    W cztery lata po ogłoszeniu dogmatu Matka Boża potwierdza tę prawdę wiary w objawieniu w Lourdes. Tam na pytanie Bernadetty Soubirous, kim jest, odpowiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie!

    Jednym z najbardziej znanych przejawów kultu maryjnego w Polsce są „Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny”. Nabożeństwo to przywołuje zawarte w Starym Testamencie zapowiedzi i proroctwa związane z narodzeniem Niepokalanej oraz opisuje jej cnoty i przymioty. Pierwszy polski przekład został wydrukowany w roku 1482 w modlitewniku z pieśniami autorstwa bł. Władysława z Gielniowa. Obecny tekst Godzinek został prawdopodobnie ułożony przez tłumacza Pisma św. jezuitę ks. Jakuba Wujka.

    Jest Niepokalane Poczęcie początkiem zbawienia, jest również zakończeniem okresu wyczekiwania przez naród wybrany na przyjście Zbawiciela. MB z aniolkamiNarodzenie Maryi Niepokalanie Poczętej to duchowe zakończenie oczekiwania. Nielicznym zostało to objawione. Należy do nich starzec Symeon, który otrzymał od Boga obietnicę, że przed swoją śmiercią ujrzy Zbawiciela. Rozpoznał Go przyniesionego przez Maryję i Józefa do świątyni wraz z darem w postaci gołębicy (Łk 2,25-35).

    Poprzez Maryję przyszedł na świat Zbawiciel, dzięki Niej otworzyły się na powrót bramy niebios dla ludzi. I poprzez Nią przyjdzie Zbawiciel kolejny raz na ziemię, jak zapowiada św. Jan w Apokalipsie – ostatniej księdze Nowego Testamentu

  2. Nowa technologia 5G
    to bardzo wysoka częstotliwość, w przeliczeniu tej częstotliwości długość fali równa się w milimetrach, ta długość fali w milimetrach to idealne sprzężenie nadajnika (z telefonu) z naszymi naturalnymi antenami odbiorczymi (narządy) mózg, ucho, oko.

    Idealna antena odbiorcza dopasowana do częstotliwości nadajnika odbiera większą moc i wpada w rezonans według częstotliwości nadajnika.

    Od mocy nadajnika zależy natomiast jak mocno będą nasze organy wpadać w drgania.

    Czas emisji – czas ekspozycji na pole elektromagnetyczne nadajnika odzwierciedla w jakim stopniu nasze organy zostaną uszkodzone albo całkowicie zniszczone.

    Czym dłużej tym gorzej, to tak jak w kuchence mikrofalowej, kto użytkował kuchenkę mikrofalową to wie o czym tutaj napisałem.

  3. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

    Z ogromnym smutkiem ale też nadzieją zwracam się do Państwa o pomoc w nagłośnieniu i być może rozwiązaniu bulwersującej sprawy.

    Przed miesiącem (7.12.2019) zginął w tragicznym w skutki wypadku samochodowym mój Tato, śp. Jerzy Zygarłowski.
    Tato przez ostatnie trzy lata uczęszczał CODZIENNIE na Mszę Św. Trydencką odprawianą u Salezjanów przy Wronieckiej 9 w Poznaniu.
    Najpierw w Kaplicy – Celi Księdza Michała Woźnickiego SDB ze względu, że Ksiądz Michał został wyrzucony z kościoła za stawianie krzyża na ołtarzu (sprawował wtedy jeszcze nową mszę).
    Później przez pół roku sprawowaną w kościele, a następnie (po wyrzuceniu Mszy Św. z kościoła) na powrót w Kaplicy-Celi Księdza Michała Woźnickiego SDB.

    Dzień po śmierci Taty skierowałem do Ks. Arkadiusza Szymczaka – Rektora Salezjańskiego Kościoła przy Wronieckiej 9 prośbę o udostępnienie Kościoła
    na odprawienie przez uprawnionego księdza Mszy Św. pogrzebowej w tradycyjnym rycie rzymskim.
    Niestety otrzymałem odpowiedź negatywną.

    Po pogrzebie wraz z przyjaciółmi Taty skierowałem pismo do Ks. Arkadiusza Szymczaka- Rektora Kościoła przy Wronieckiej 9 z prośbą o możliwość udostępnienia Kościoła w dniu dzisiejszym tj. 7 grudnia 2019 aby za śp. Tatę uprawniony kapłan odprawił Ofiarę Mszy Św. w tradycyjnym rycie rzymskim z intencją „za śp. Jerzego Zygarłowskiego w 30 dniu po śmierci”.

    Rytuał Rzymski wskazuje dzień śmierci, dzień pogrzebu, siódmy i trzydziesty dzień po śmierci, jako dni szczególne sprawowania Mszy Św., by przyjść z pomocą Duszy Zmarłego.

    Niestety, nie uzyskałem również tej zgody. Wystosowałem zatem oficjalne odwołanie od tej decyzji do przełożonego Ks. Arkadiusza Szymczaka
    – do Ks. Jarosława Pizonia zarządzającego Salezjańską Inspektorią Wrocławską, pod którą podlega Kościół w Poznaniu.

    Niestety z Wrocławia przyszła również odpowiedź negatywna.

    Mój Tato przed ponad 50 laty, składając stosowną ofiarę na ręce Księży Salezjanów, został przyjęty do Salezjańskiego Związku Mszalnego wspierającego salezjańską działalność misyjną.
    Salezjanie w zamian przekazali dokument- zobowiązanie – obrazek – w którym piszą o korzyściach duchowych z 24 Mszy Św. odprawianych corocznie i po wsze czasy za ofiarodawców.
    Oczywiście chodziło o Msze Św. w tradycyjnym rycie rzymskim – takie wtedy odprawiano. Tato pisał w 2018 r. pismo w tej sprawie do Ks. Inspektora Jarosława Pizonia.

    Mój Tato, śp Jerzy Zygarłowski całym życiem był oddany Kościołowi, m.in.

    – wielokrotnie uświetniał uroczystości kościelne i państwowe biciem przewoźnego dzwonu „Pojednanie”
    – był projektantem budowniczym i opiekunem Pomnika Miłosierdzia Bożego w Baranowie
    – zakładał i prowadził Bibliotekę parafialną
    – był aktywnie zaangażowany w budowę kościoła w Baranowie
    – doprowadził do nadania nazwy „Plac Zmartwychwstania” bezimiennemu placowi, na którym stoi Pomnik Milosierdzia w Baranowie
    – wspierał duchowo i materialnie zmagania o przywrócenie Mszy Św. trydenckiej do Salezjańskiego kościoła przy Wronieckiej 9

    Widać to nic nie znaczy dla Księży Salezjanów.
    W odpowiedzi na moje odwołanie uzyskałem z Wrocławia odpowiedź podpisaną przez Sekretarza Inspektorialnego Ks. Tomasza Olejnika, w której czytamy:

    „że salezjanie nie prowadzą, ani nie zamierzają prowadzić w tym miejscu (salezjański kościół przy Wronieckiej 9) jakiegokolwiek duszpasterstwa

    dla wiernych korzystających z sakramentów sprawowanych w nadzwyczajnej formie Rytu Rzymskiego”

    Ksiądz Sekretarz odsyła mnie „do proboszcza parafii, na terenie której zamieszkiwał mój śp. Ojciec lub do jednego z duszpasterzy wyznaczonych przez ordynariusza miejsca do sprawowania w diecezji liturgii w nadzwyczajnej formie Rytu Rzymskiego, który będzie mógł odprawić tę Mszę Świętą w jakimś innym kościele.”

    Wygląda na to, że Księża Salezjanie za nic mają gorliwą wiarę i trzyletni wysiłek zbliżającego się do 80 lat Ojca, który przez trzy lata pokonywał codziennie 25 kilometrów aby uczestniczyć we Mszy Św. Trydenckiej odprawianej właśnie przy Wronieckiej 9. Nadmienić należy w tym miejscu, że mój śp. Tato warz ze swoim ojcem – stolarzem w latach 70 ubiegłego stulecia montowali znaczną część stolarki – wyposażenie tego właśnie Domu Salezjańskiego, w którym posługiwał wujek Taty – salezjanin Ks. Henryk Frydtyszak.

    Księża Salezjanie odsyłają mnie do jakiś „szczególnych” wyznaczonych duszpasterzy jakby nie wiedzieli, że na mocy wydanego przez Papieża Benedykta XVI Listu Apostolskiego Motu Proprio „Summorum Pontificum” każdy kapłan zgodnie z Art.5 §4 może odprawiać Mszę Św. trydencką.

    Dokument Papieża Benedykta XVI wyraźnie też mówi, w Art.5 §5, że „obowiązkiem rektora jest udzielanie wyżej wspomnianych pozwoleń” !!! (na odprawianie Mszy Św. Trydenckich)

    Takie potraktowanie sprawy przez Księży Salezjanów (ks. Rektora Arkadiusza Szymczaka i Ks. Inspektora Jarosława Pizonia) uważam za oburzające i niegodne następców Św. Jana Bosko – założyciela zgromadzenia salezjańskiego.

    Dla mnie te działania mają charakter zemsty za wierne stanięcie mojego śp. Taty przy Kapłanie- Ks. Michale Woźnickim SDB, który od trzech lat sprawuje tylko i wyłącznie Mszę Św. w tradycyjnym rycie rzymskim przy Wronieckiej 9 w Poznaniu. Tato był pierwszym wiernym, który uczęszczał na Te Msze Św. i pozostał wierny zmaganiu o przywrócenie Mszy Św. do salezjańskiego kościoła przy Wronieckiej 9 aż do końca swojego życia. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym w drodze do spowiedzi do kapłana tradycji Katolickiej.

    W związku z tym, że dziś minął miesiąc od śmierci mojego Taty śp. Jerzego Zygarłowskiego będę dalej dopominał się od Księży Salezjanów wypełnienia woli Śp. Taty aby po Jego śmierci za Jego Duszę odprawiać Msze Św. w tradycyjnym rycie rzymskim właśnie w tym konkretnym salezjańskim kościele.

    Będę pisać kolejne pisma do Księży Salezjanów i odwołania – aż do Rzymu.

    Mam nadzieję, że Państwa zainteresowanie i zaangażowanie medialne w tej sprawie wpłynie na zmianę decyzji, która jest ze wszech miar krzywdząca dla Mojego Kochanego Taty, jak i nas Rodziny i Przyjaciół Śp. Jerzego Zygarłowskiego.

    W razie zainteresowania – służę bliższymi informacjami i kopiami pism w tej sprawie.

    Jakub Zygarłowski
    Syn zmarłego tragicznie Jerzego Zygarłowskiego

    Tel. 606-454-121

  4. W 1948 r. Biskup Futon J. Sheen wygłosił niemal prorocze przemówienie, w którym przedstawił swoją wizję zbliżającego się kryzysu w Kościele.

    Komunizm i sumienie Zachodu

    Ale ponad tymi wszystkimi opisami, Nasz Pan mówi nam, że będzie tak bardzo podobny do Siebie, że oszuka nawet wybranych – a na pewno żaden diabeł, którego nigdy nie widzieliśmy w książkach obrazkowych, nie mógłby oszukać nawet wybranych. Jak przybędzie w tej nowej erze, aby zdobyć wyznawców swojej religii?

    Przyjdzie w przebraniu Wielkiego Humanitarysty; będzie mówił o pokoju, dobrobycie i obfitości nie jako środek prowadzący nas do Boga, ale jako cel sam w sobie. Będzie pisał książki o nowej idei Boga, aby pasowały do ​​sposobu życia ludzi; wzbudzać wiarę w astrologię, aby nie uczynić woli, lecz gwiazdami odpowiedzialnymi za grzechy; wytłumaczy on winę psychicznie jako zahamowany erotyzm, sprawi, że ludzie skurczą się ze wstydu, jeśli ich współobywatele powiedzą, że nie są otwarci i liberalni; będzie tak otwarty, że utożsamia tolerancję z obojętnością na dobro i zło, prawdę i błąd; rozpowszechni kłamstwo, że ludzie nigdy nie będą lepsi, dopóki nie poprawią społeczeństwa, a tym samym nie będą samolubni, by zapewnić paliwo na następną rewolucję; będzie popierał naukę, ale tylko po to, aby twórcy uzbrojenia wykorzystali jeden cud nauki do zniszczenia drugiego.

    Będzie sprzyjał większej liczbie rozwodów pod maską, że inny partner jest „niezbędny”; zwiększy miłość do miłości i zmniejszy miłość do osoby; przywoła religię, aby ją zniszczyć; będzie nawet mówił o Chrystusie i powiedział, że był największym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył; powiedziano, że jego misją będzie wyzwolenie ludzi ze służebności przesądów i faszyzmu: których nigdy nie określi; organizuje gry dla dzieci, mówi ludziom, kto powinien, a kto nie powinien wyjść za mąż i nie zawrzeć związku małżeńskiego, kto powinien rodzić dzieci, a kto nie; z dobrodziejstwami wyciągnie batoniki czekoladowe z kieszeni dla najmłodszych i butelki mleka dla Hottentotów.

    Będzie kusił chrześcijan tymi samymi trzema pokusami, które kusił Chrystusa: pokusa, by zamieniać kamienie w chleb jako ziemski Mesjasz, stanie się pokusą sprzedaży wolności dla bezpieczeństwa, ponieważ chleb stał się bronią polityczną i tylko ci, którzy myślą, że jego droga może jeść.

    Nie chce ogłaszać niezmiennych zasad z wzniosłych wyżyn Kościoła, ale masową organizację poprzez propagandę, w której tylko zwykły człowiek kieruje osobliwościami zwykłych ludzi. Opinie nie są prawdami, komentatorzy nie nauczycielami, Gallup nie sonduje zasad, przyrody nie łaski – i tym złotym cielętom ludzie oderwą się od swego Chrystusa.

    Trzecia pokusa, w której szatan poprosił Chrystusa, aby go uwielbiał i wszystkie królestwa świata byłyby jego, stanie się pokusą posiadania nowej religii bez Krzyża, liturgii bez przyszłego świata, miasta człowieka bez miasta Boga, religię, która ma na celu przywołać religię, lub politykę, która jest religią, która oddaje Cezarowi nawet to, co Boże.

    Pośród całej jego pozornej miłości do ludzkości i jego gadatliwej dyskusji o wolności i równości, będzie miał jeden wielki sekret, o którym nikomu nie powie; nie uwierzy w Boga. Ponieważ jego religią będzie braterstwo bez ojcostwa Boga, oszuka nawet wybranych.

    Źródło:
    Abp Fulton Sheen – Komunizm i sumienie Zachodu, 1948

  5. Kiedy obchodzimy prawdziwe Święto Chrystusa Króla ?

    Króluj nam Chryste, zawsze i wszędzie,
    chciałbym przypomnieć naszym słuchaczom i czytelnikom, że jedyne i prawdziwe Święto Chrystusa Króla obchodzimy w ostatnią niedzielę października, a w tym roku była to niedziela 27 października. To Tradycyjne Święto Chrystusa Króla ustanowił Papież Pius XI Encykliką QUAS PRIMAS, 11 grudnia w 1925 roku.

    W Encyklice czytamy:

    „Przeto powagą Naszą apostolską, ustanawiamy święto Pana Naszego Jezusa Chrystusa Króla, które ma być obchodzone na całym świecie corocznie, w ostatnią niedzielę miesiąca października, tj. w niedzielę poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych.”

    Tak postanowił Papież Pius XI i zgodnie z jego wolą, to Święto w Tradycyjnym Kalendarzu Liturgicznym jest obchodzone w ostatnią niedzielę października i tak było w całym Kościele Katolickim do roku 1969, do zakończenia Soboru Watykańskiego II.

    Po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, nowy kościół posoborowy, niby tylko przesunął to Święto Chrystusa Króla na ostatnią niedzielę listopada, ale dodał do nazwy tego święta posoborowego „Król Wszechświata” i dziś moderniści dla niepoznaki z uśmiechem na twarzy powołują się dalej na Encyklikę QUAS PRIMAS wprowadzając w błąd naiwnych katolików mówiąc o Święcie Chrystusa Króla Wszechświata, czyli w wszechświecie, w kosmosie, ale nie tutaj na ziemi, nie za naszego życia.

    Trzeba zauważyć z pokorą, że w całej Encyklice QUAS PRIMAS o Społecznym Panowaniu Chrystusa Króla nie ma takiego określenia „Król Wszechświata”, natomiast możemy znaleźć inne określenia i tytuły np. Panowanie Chrystusa Króla w Liturgii, w Piśmie Świętym, w narodach, w urzędach itd, …..

    Dlatego można wywnioskować, że prawdziwe święto Chrystusa Króla, które zaprowadził Papież Pius XI Encykliką QUAS PRIMAS dla zwalczania powszechnego laicyzmu w świecie, zostało przerobione i podeptane przez działania posoborowe czyli w roku 1969, wtedy gdy sześciu pastorów protestanckich (uczniów Marcina Lutra heretyka) i pod przywództwem masona Annibale Bugnniniego wspólnie stworzyli nową liturgię mszy, dla nowego posoborowego kościoła czyli Novus Ordo Missae. W ten sposób został odrzucony Tradycyjny Mszał Rzymski, św. Papieża Piusa V, ujednolicony dla całego Kościoła Katolickiego, dla sprawowania jednej i tej samej Mszy Świętej Wszechczasów w Kościele Katolickim.

    Ci sami wrogowie Kościoła Katolickiego zmienili również Kalendarz Liturgiczny, a w nim wiele Świąt Tradycyjnych, w tym również Tradycyjne Święto Chrystusa Króla.

    Trzeba mieć świadomość, że nie ma żadnego Listu Apostolskiego, Listu Pasterskiego, Encykliki lub innego oficjalnego dokumentu papieskiego, który by wskazywał, że mamy obchodzić Święto Chrystusa Króla w ostatnią niedzielę listopada.

    Zbliżające się święto posoborowe na koniec listopada, które zostało ustanowione przez sześciu pastorów protestanckich i masona Bunniniego jest fałszywe i jest zwykłym oszukiwaniem katolików.

    Unikanie, a tym samym zwalczanie tradycyjnego i prawdziwego Święta Chrystusa Króla jest brakiem pokory i posłuszeństwa, a powoływanie się na Papieża Piusa XI i jego Encyklikę QUAS PRIMAS dla uwiarygodnienia fałszywego święta jest świadomym wprowadzaniem w błąd – w herezję wszystkich niezorientowanych i leniwych katolików.

    Wspieranie wrogów Kościoła Katolickiego, propagowanie fałszywego święta ustanowionego przez masona i sześciu pastorów protestanckich jest ciężkim grzechem i detronizacją naszego Pana i Króla – Jezusa Chrystusa Króla.

    Krzysztof Kaczmarek, http://www.radiochrystusakrola.pl

    Modlitwa do Jezusa Chrystusa Króla
    kard. Adama Stefana Sapiehy – z 1927 r.

    O Jezu, Władco serc naszych i Królu wieków nieśmiertelny, przyrzekamy Ci uroczyście, że przy tronie Twoim i przy Osobie Twojej wiernie stać będziemy. Przyrzekamy Ci, że nieskalanego sztandaru Twojego nie splamimy, że chorągwi Twojej nie zdradzimy ani niedowiarstwem, ani sekciarstwem, ani żadnem odstępstwem. Ślubujemy Ci, że w wierze świętej katolickiej aż do śmierci wytrwać pragniemy.

    Niech dzieci nasze piszą na grobach naszych, żeśmy się nigdy Ciebie, Jezu Królu, i Twojej Ewangelii nie wstydzili.

    Króluj w sercach naszych przez łaskę.
    Króluj w rodzinach przez cnoty rodzinne.
    Króluj w szkołach przez prawdziwie katolickie wychowanie.
    Króluj w społeczeństwie przez sprawiedliwość i zgodę wzajemną.

    Władaj wszędzie, zawsze i bezustannie. Niech sztandar Twój powiewa nad nami wszystkimi, a Królestwo Twoje niech ogarnie całą naszą ziemię! Amen.

  6. L+I+C Rex! Na okol. dzisiejszej uroczystości Redaktorom, Patronom i Słuchaczom Radia niech Bóg w Trójcy Jedyny błogosławi a NMP dopomaga w trudnej (szczególnie ostatnio) drodze do Wieczności!

  7. Kończy się synod Amazoński, co dalej z Kościołem Katolickim ?

    Kluczowy i główny organizator Synodu Amazońskiego emerytowany biskup Erwin Kräutler z Xingu w Brazyli urodzony w Austrii potwierdził, że ostateczny dokument posynodalny Synodu Amazońskiego jest „już napisany”, ale zaznaczył, że „nikt nie wie”, kto go napisał.

    Zapytany biskup Erwin Kräutler przez dziennikarzy LifeSite , czy to może kardynał Cláudio Hummes, jako główny relator synodu, jest jednym z autorów dokumentu posynodalnego, biskup Kräutler, członek komisji informacyjnej Synodu Amazońskiego, odpowiedział stanowczo „nie”. Poinformował również, że on sam osobiście też nie ma w tym udziału.

    Komentarze biskupa Kräutlera wydają się być sprzeczne z oświadczeniami wygłoszonymi w poniedziałek przez kardynała Christopha Schönborna, arcybiskupa Wiednia i członka komisji opracowującej ostateczny dokument tego heretyckiego synodu.

    Podczas konferencji prasowej 21 października kard. Schönborn powiedział dziennikarzom, że upoważniony komitet będzie zbierał prośby i zalecenia tylko małych grup roboczych, których praca zakończy się w tym tygodniu, ale on sam nie będzie uczestniczył w pisaniu ostatecznego dokumentu. Powiedział również, że ten obowiązek spoczywa na kardynale Hummesie i jego zespole.

    Przypomnijmy, że na rozpoczęcie Synodu Amazońskiego biskup Kräutler, który sprzyja kobiecemu diakonatowi regionu, powiedział dziennikarzom LifeSite i innym mediom, że może to być „pierwszy krok” do święceń kapłańskich kobiet.

    Kräutler, który również popiera propozycję dopuszczenia do święceń żonatych mężczyzn, dodał, że szacuje się, że „dwie trzecie” biskupów w Amazonii popiera takie święcenia czyli viri probati.

    Cytujemy:

    „Ludy tubylcze, przynajmniej te, które spotkałem, nie mogą zrozumieć tego, że mężczyzna nie jest żonaty” – powiedział emerytowany biskup Kräutler .
    Oczekuje się, że „święcenia kapłańskie żonatych mężczyzn” i przekazanie „posługi dostosowanej do kobiet sprawujących nadzór nad wspólnotami”, jak zaproponowano w Instrumentum laboris synodu i zostaną uwzględnione w dokumencie końcowym i przekazane ojcom synodu do przegłosowania.
    Znając skład biskupów na tym synodzie, sprawa święceń kobiet i żonatych mężczyzn to tylko formalność demokratyczna głosowania kardynałów i biskupów.

    Przypomnijmy sobie demokratyczne głosowanie w Pretoriom u Piłata gdzie przegłosowano ukrzyżowanie Pana Jezusa krzycząc NA KRZYŻ.

    źródło: LifeSite i własne opracowanie

  8. Bp Salvador Lazo,
    Wyznanie Wiary

    Katolicki biskup z Filipin przeciwstawia się nowemu nauczaniu Ojca Świętego

    W niedzielę 24 maja 1998 r. Jego Ekscelencja ksiądz biskup Salvador Lazo dokonał uroczystego i historycznego wyznania Wiary skierowanego do Jego Świątobliwości papieża Jana Pawła II. O godz. 10:30 rano (po Mszy śpiewanej o godz. 9:00), w kościele Matki Boskiej Zwycięskiej w Manili na Filipinach, Jego Ekscelencja, emerytowany biskup San Fernando diecezji La Union, Salvador Lazo wypowiedział uroczysty akt wyznania Wiary. Łącząc się ze zmarłymi – francuskim arcybiskupem Marcelem Lefebvrem i brazylijskim biskupem Antonio de Castro Mayerem, a będąc przekonany, iż, jako biskup katolicki, jest on odpowiedzialny za Kościół Nauczający, uznał za swój obowiązek sumienia dokonanie publicznego aktu wyznania Wiary przeciwstawiającego się nowemu nauczaniu Ojca Świętego, które jest przeciwne Tradycji Kościoła katolickiego. Biskup napisał także list otwarty do Jego Eminencji Jaime Kardynała Sina, protestując przeciwko niedawnemu ekumenicznemu spotkaniu modlitewnemu, które miało miejsce w dniu 8 maja 1998 r. w katedrze w Manili.

    Do Jego Świątobliwości

    Papieża Jana Pawła II

    Biskupa Rzymskiego i Wikariusza Jezusa Chrystusa

    Następcy św. Piotra, Księcia Apostołów

    Najwyższego Pasterza Kościoła Powszechnego

    Patriarchy Zachodu, Prymasa Włoch

    Arcybiskupa i Metropolity Niezależnej Rzymskiej

    Prowincji Miasta Watykan

    Ojcze Święty,

    W dziesiątą rocznicę konsekracji czterech biskupów katolickich, dokonanej przez Jego Ekscelencję arcybiskupa Marcela Lefebvre dla przetrwania katolickiej Wiary, z mocą łaski Bożej, niniejszym oświadczam, iż jestem Rzymskim Katolikiem. Moją religię założył Jezus Chrystus, gdy wypowiedział do Piotra następujące słowa: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój” (Mt 16, 18).

    Ojcze Święty. Moje Credo to jest Credo Apostolskie. Depozyt Wiary pochodzi od Jezusa Chrystusa, a dopełnił się wraz ze śmiercią ostatniego z Apostołów. To Rzymskiemu Kościołowi Katolickiemu powierzono zadanie przewodnictwa dla zbawienia dusz, aż do końca czasów.

    Św. Paweł tak pouczał Tymoteusza: „O, Tymoteuszu, strzeż depozytu” (1 Tm 6, 20), depozytu Wiary!

    Ojcze Święty. Zdaje się, jakby św. Paweł mówił mi: „Strzeż depozytu… depozytu, który ci powierzono, a nie który sam odkryłeś. Otrzymałeś go, a nie stworzyłeś na bazie swej wiedzy. Nie jest to owoc czyjegokolwiek rozważania, ale nauczania. Nie jest on na użytek prywatny, ale przynależy do powszechnej tradycji. Nie wyszedł z ciebie, ale przyszedł do ciebie. Mając to na uwadze, nie możesz nazywać się jego autorem, ale tylko prostym nosicielem. Nie jesteś jego inicjatorem, ale jego uczniem. Nie jest twoją rzeczą nim kierować, ale twoim obowiązkiem według niego postępować” (św. Wincenty z Lerynu, Commonitorium, nr 21).

    Z kolei Święty Sobór Watykański I tak naucza: „Doktryna Wiary objawionej przez Boga nie została przekazana ludziom jako myśl filozoficzna, która winna być udoskonalana, ale jako boski depozyt powierzony Oblubienicy Chrystusa, który winien być wiernie przechowywany i nieomylnie definiowany. W konsekwencji, rozumienie świętych dogmatów, które zawsze należy zachowywać, winno być takie, jak to Święty Kościół raz określił. Nie jest dozwolonym uciekanie od tego określenia w imię jakiegoś głębszego zrozumienia” (Konstytucja Dogmatyczna Dei Filius, Denzinger, The Sources of Catholic Dogma, 1800).

    „Duch Święty nie po to został obiecany następcom Piotra, aby rozpowszechniali nową doktrynę z pomocą Jego Objawienia, ale aby przy Jego asystencji pobożnie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie depozytu Wiary przekazanego im przez Apostołów” (Sobór Watykański I, Konstytucja Dogmatyczna Pastor Aeternus, Denzinger, The Sources of Catholic Dogma, 1836).

    Co więcej: „Potęga papieża nie jest nieograniczona; nie tylko nie może on niczego zmieniać, co pochodzi z boskiego ustanowienia (np. nie może zlikwidować instytucji biskupa), ale winien budować a nie niszczyć (zob. 2 Kor 10, 8); jest związany prawem naturalnym, nie może więc siać zamętu w owczarni Chrystusowej” (Dict. de Theol. Cath., II, col. 2039-2040). Również św. Paweł potwierdza Wiarę swoim nawróconym: „Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 1, 8).

    Takie jest pokrótce moje, jako katolickiego biskupa, stanowisko wobec posoborowych reform Soboru Watykańskiego Drugiego. Jeżeli reformy soborowe będą zgodne z Wolą Jezusa Chrystusa, wówczas z radością włączę się w ich wprowadzanie. Jeżeli jednak celem reform jest zniszczenie katolickiej religii założonej przez Jezusa Chrystusa, wówczas odmówię mojej współpracy.

    Ojcze Święty. W roku 1969 do San Fernando w diecezji La Union na Filipinach nadeszła z Rzymu wiadomość. Mówiła ona, iż Łacińska Msza Trydencka będzie zniesiona, a na jej miejsce będzie wprowadzony Novus Ordo Missae. Nie podano żadnej przyczyny. Ponieważ polecenie nadeszło z Rzymu, podporządkowano się mu bez żadnego sprzeciwu (Roma locuta est, causa finita est).

    W roku 1993, 23 lata po moich konsekracjach biskupich, przeszedłem na emeryturę. Wówczas odkryłem faktyczną przyczynę nielegalnego zniesienia tradycyjnej Łacińskiej Mszy. Starodawna Msza była przeszkodą dla wprowadzenia ekumenizmu. Katolicka Msza zawierała katolickie dogmaty, którym zaprzeczają protestanci. Tak więc, by osiągnąć jedność z protestanckimi sektami, Łacińska Msza Trydencka musiała być odrzucona, zastąpiona przez Novus Ordo Missae. Novus Ordo Missae było wytworem ks. Annibale Bugniniego, masona. Sześciu pastorów protestanckich pomagało ks. Bugniniemu w fabrykowaniu tego rytu. Innowatorzy zadbali o to, aby żadne dogmaty katolickie niemiłe protestanckiemu uchu nie pozostały w modlitwach. Usunięto wszystko, co w pełni wyraża katolickie dogmaty, a zastąpiono bardzo dwuznacznymi elementami sprotestantyzowanymi i heretyckimi. Zmieniono nawet słowa Konsekracji dane przez Jezusa Chrystusa. Po tych modyfikacjach nowy ryt Mszy stał się bardziej protestancki niż katolicki. Protestanci utrzymują, iż Msza jest tylko posiłkiem, komunią, ucztą, pamiątką. Sobór Trydencki podkreślił rzeczywistość ofiary we Mszy, która jest bezkrwawym uobecnieniem krwawej ofiary Chrystusa na Kalwarii.

    „Ten przeto Bóg i Pan nasz – mimo że dla dokonania ich wiekuistego odkupienia miał się tylko raz złożyć w ofierze Bogu Ojcu przez śmierć na ołtarzu krzyża (…) dlatego podczas Ostatniej Wieczerzy, tej nocy, której został wydany, pragnął pozostawić Kościołowi, swej umiłowanej Oblubienicy, ofiarę widzialną [zgodnie z wymaganiami ludzkiej natury], ażeby uobecniała krwawą ofiarę mającą się raz dokonać na krzyżu, i aby aż do końca świata była jej trwałą pamiątką (…)” (Denzinger, The Sources of Catholic Dogma, 938).

    Msza Święta jest także, w konsekwencji, komunią ofiary wcześniej sprawowanej: ucztą, gdzie spożywa się złożonego w ofierze. Skoro więc nie ma ofiary, nie może być jej komunii. Msza jest po pierwsze i przede wszystkim ofiarą, a w drugiej kolejności komunią lub ucztą. Należy też zwrócić uwagę, iż w Novus Ordo Missae pośrednio zaprzecza się Rzeczywistej Obecności Eucharystycznej Chrystusa. To samo dotyczy kościelnej doktryny Transsubstancjacji.

    W konsekwencji powyższego, rolę kapłana ofiarującego pomniejszono w Novus Ordo Missae do roli tego, który tylko przewodniczy zgromadzeniu. Jest on teraz przewodniczącym zgromadzenia. Z tego też względu stoi twarzą w twarz z wiernymi. W Mszy Trydenckiej kapłan, wręcz przeciwnie, zwraca się w kierunku tabernakulum i ołtarza, na którym jest Chrystus.

    Gdy zdałem sobie sprawę z tych modyfikacji, postanowiłem powstrzymać się od odprawiania nowego rytu Mszy, którego używałem przez ponad 27 lat z poczucia posłuszeństwa swoim kościelnym przełożonym. Powróciłem do Trydenckiej Mszy Łacińskiej, ponieważ to jest właśnie Msza ustanowiona przez Jezusa Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, która jest bezkrwawym odnowieniem krwawej ofiary Jezusa Chrystusa na Kalwarii. Ta właśnie Msza wszechczasów uświęciła życie milionów na przestrzeni wieków.

    Ojcze Święty. Z całym respektem, który mam dla Was i Stolicy Apostolskiej św. Piotra, nie mogę przyjąć Waszego własnego nauczania odnośnie „powszechnego zbawienia”, które stoi w sprzeczności z Pismem Świętym.

    Ojcze Święty. Czy wszyscy ludzie będą zbawieni? Jezus Chrystus pragnął, aby wszyscy ludzie byli odkupieni. I faktycznie, umarł za wszystkich. Jednakże, nie wszyscy ludzie będą zbawieni, ponieważ nie wszyscy spełniają wszelkie niezbędne warunki bycia zaliczonymi w poczet wybrańców Boga w niebie.

    Zanim Jezus Chrystus wstąpił do nieba, powierzył Swoim Apostołom obowiązek głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu. Jego pouczenie wspomina już o tym, iż nie wszystkie dusze będą zbawione. Powiedział On: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 15, 15–16).

    Św. Paweł uzasadnia to w pouczeniu danym swoim nawróconym: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9–10).

    Ojcze Święty. Czy powinniśmy respektować fałszywe religie? Jezus Chrystus założył tylko jeden Kościół, w którym można odnaleźć wieczne zbawienie. Jest nim Święty Rzymski Katolicki i Apostolski Kościół. Gdy przekazywał nam wszystkie doktryny i wszystkie prawdy konieczne do zbawienia, Chrystus nie powiedział: Respektujcie wszystkie fałszywe religie. Tak naprawdę Syn Boży był ukrzyżowany, ponieważ nie zgadzał się na kompromis w związku ze Swym nauczaniem.

    W roku 1910, w swym liście Nasz Mandat Apostolski, papież św. Pius X ostrzegał, iż duch międzywyznaniowości jest częścią wielkiego ruchu apostazji, który organizuje się w każdym kraju na rzecz jednego światowego Kościoła. Papież Leon XIII ostrzegał: „Traktowanie wszystkich wyznań na równi (…) jest obliczone na zniszczenie wszelkich form religii, a w szczególności religii katolickiej, która, będąc jedyną, która jest prawdziwa, nie może, bez wielkiej szkody, być uznawana za zaledwie równą innym” (encyklika Humanum genus).

    Obserwujemy więc następujący proces: OD KATOLICYZMU DO PROTESTANTYZMU, OD PROTESTANTYZMU DO MODERNIZMU, OD MODERNIZMU DO ATEIZMU.

    Ekumenizm praktykowany współcześnie stoi diametralnie w sprzeczności z tradycyjną katolicką doktryną i praktyką. Umiejscawia on jedyną prawdziwą religię, ustanowioną przez Naszego Pana, na tym samym poziomie co fałszywe religie, będące tworami człowieka – a więc czyni to, co papieże przez stulecia absolutnie katolikom czynić zakazywali: „Jest oczywistym, iż Stolica Apostolska w żadnym wypadku nie może uczestniczyć w owych (ekumenicznych) zgromadzeniach, ani też katolicy nie są w żaden sposób uprawnieni do wspierania lub nakłaniania do podobnych przedsięwzięć” (Papież Pius XI, Mortalium animos).

    Jestem oddany wiecznemu Rzymowi, Rzymowi świętych Piotra i Pawła. Nie mogę wspierać Rzymu masońskiego. Papież Leon XIII potępił masonerię w swej encyklice Humanum Genus w r. 1884. Podobnie nie akceptuję Rzymu modernistycznego. Papież św. Pius X potępił również modernizm w swej encyklice Pascendi Dominici Gregis w 1907 r.

    Nie mogę służyć Rzymowi kontrolowanemu przez masonów, którzy są agentami Lucyfera, księcia diabłów. Ale wspieram Rzym, który prowadzi Kościół katolicki by wiernie wypełniał Wolę Jezusa Chrystusa dla chwały Najświętszego Boga Trójjedynego – Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego.

    Uważam się za szczęśliwca, ponieważ w obecnym kryzysie Kościoła katolickiego otrzymałem łaskę powrotu do Kościoła, który trwa przy katolickiej Tradycji. Dzięki Bogu znowu odprawiam Tradycyjną Mszę Łacińską, Mszę ustanowioną przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy, Mszę moich święceń kapłańskich.

    Niech Błogosławiona Maryja Matka, święty Józef, święty Antoni, mój święty patron, św. Michał i mój anioł stróż wspomagają mnie, abym pozostał wierny Kościołowi katolickiemu założonemu przez Jezusa Chrystusa dla zbawienia ludzi.

    Niech mi dana będzie łaska pozostania i śmierci na łonie Świętego Rzymskiego Katolickiego Apostolskiego Kościoła, który trwa przy starożytnej tradycji, i bym zawsze był wiernym kapłanem i biskupem Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.

    Z uszanowaniem

    + biskup Salvador L. Lazo, DD

    emerytowany biskup San Fernando w diecezji La Union

    Republika Filipin

    Biskup Salvador Lazour. w 1917 r. w Fairze na Filipinach, w 1943 r. wstąpił do seminarium Chrystusa Króla w Manili. Jego studia przerwała II wojna światowa i okupacja japońska i amerykańska Filipin. Święcenia kapłańskie przyjmuje w 1947 r. Po sześciu latach zostaje wyznaczony do pracy w seminarium duchownym w Manili, gdzie przez 17 lat na stanowisku rektora wykłada łacinę i filozofię. W 1970 r. zostaje konsekrowany na biskupa i mianowany biskupem pomocniczym Tuguegarao, zaś po siedmiu latach zostaje sufraganem w diecezji Nueva Segovia. W 1980 r. zostaje wyznaczony administratorem apostolskim San Fernado, a w niecały rok później ordynariuszem diecezji San Fernado de La Union. W 1993 r. bp Lazo przechodzi na emeryturę. W 1995 r. porzuca Novus Ordo i przyłącza się do Bractwa Św. Piusa X.

    Zawsze Wierni, nr 23, 07-08.1998, s. 44.

  9. WSPÓŁCZESNY KONWERTYTA

    Boża pomoc jest na wyciągnięcie ręki,

    I to nawet dla najnędzniejszego człowieka.

    Jeśli ktokolwiek ma pokusę, by myśleć, że wszechmogący Bóg zrezygnował z kierowania swoim Kościołem i światem, to do autora niniejszych Komentarzy docierają świadectwa, które – przynajmniej w jego opinii – jasno pokazują, iż Duch Święty cały czas działa. Katolik, który porzucił wiarę, opowie poniżej o tym, w jaki sposób powrócił do Kościoła, jak następnie odnalazł katolicką Tradycję, a niedługo później Ruch Oporu, a także jak to wszystko rozumie. Pośród otaczającego nas zamieszania i uczucia zniechęcenia, które wszyscy znamy, pisze on z niezwykłą głębią i spokojem, co z pewnością jest znakiem, iż wskazuje mu drogę Pan Bóg.

    Jestem małżonkiem, ojcem dwóch córek, jedna jest niemal nastolatką, a druga dzieckiem. Mój powrót do Wiary zawdzięczam mojej babci. Pięć lat temu przechodziłem pewnego dnia obok kościoła, kiedy nie wiadomo skąd pomyślałem o niej odmawiającej różaniec i nagle poczułem, że muszę wejść do kościoła i się pomodlić. Od tej chwili zacząłem na nowo modlić się i uczestniczyć we Mszy. Oczywiście na początku była to Nowa Msza, do czasu, gdy około trzy lata temu dowiedziałem się o istnieniu katolickiej Tradycji.

    Od tego momentu moja rodzina i ja chodzimy do miejscowej kaplicy Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, gdzie zostaliśmy serdecznie przyjęci przez księdza oraz całą wspólnotę. Ale wkrótce odkryłem, że w kaplicy jest wiele podziałów i można sobie wyobrazić z jakim trudem przychodziło mi poukładanie tego wszystkiego, co się dzieje. Będąc tak nową osobą w Tradycji, potrzebowałem dużej dozy cierpliwości, odwagi i wytrwałości aby to wszystko wytrzymać i po prostu nie uciec w pierwszych sześciu miesiącach! Ale nasze pragnienie prawdy i poszukiwanie korzeni sprawiły, że pokonaliśmy nasze lęki i dzięki temu zostaliśmy, za co niech Bogu będą dzięki.

    REPORT THIS AD
    REPORT THIS AD

    Zrozumiałem, że FSSPX jest naprawdę częścią prawdziwego Kościoła Katolickiego Naszego Pana Jezusa Chrystusa i dlatego przynajmniej na tę chwilę pozostaje wraz z rodziną przy Bractwie. Ale słucham uważnie cały czas tego, co mają do powiedzenia sedewakantyści oraz Ruch Oporu, aby móc wszystko analizować. Najwyższym podziwem darzę Arcybiskupa Lefebvre, prawdziwie Bożego człowieka, świętego następcy Apostołów. Bardzo ciężko jest znieść widok jego Bractwa chwiejącego się pod szatańskimi naciskami świata i z pewnością wymaga to od nas, aby jeszcze więcej się modlić.

    Z pewnością Bractwo ma wiele pracy, ponieważ wciąż może ono robić wiele dobrego. Tak samo Ruch Oporu, który pełni rolę, i czyni to jak najbardziej słusznie, bariery kiedy tylko Bractwo zbacza z dobrego kursu i chwieje się pod wpływem ataków współczesnego świata i pokus podsuwanych przez posoborowych hierarchów. Jestem przekonany, że Ruch Oporu ma do odegrania kluczową rolę i Nasz Pan umożliwia jego istnienie dla wielkiego dobra, nawet wewnątrz Bractwa, jakkolwiek wydaje się on być poza nim. Osobiście zaliczam się do osób twardo stawiających opór wobec wszystkich, którzy nie atakują w sposób jasny i otwarty Drugiego Soboru Watykańskiego, który był zainspirowany przez siły diabelskie. Ostatecznie bowiem, jak ktokolwiek mógłby żyć jako prawdziwy katolik nie stawiając oporu złu zawsze i w każdym momencie? Czyż bycie katolikiem tu na tym ziemskim padole nie jest najtrudniejszą, ale i najpiękniejszą rzeczą, jaka tu jest? Dziękuję Ci, Babciu, za to, że modliłaś się za mnie do Pana Jezusa i Najświętszej Maryi Panny!

    W tym życiu nie widzimy Pana Boga bezpośrednio, ale widzimy jak On działa. Modlitwa babci: modlitwa jest dla duszy pierwszym i najważniejszym krokiem. Następnym jest uczestnictwo we Mszy Świętej: nawet Nowa Msza daje łaskę, jakkolwiek bardzo byłaby ona szczątkowa. Pan Bóg ukazuje w jakiś sposób katolickiej duszy Tradycję i jest ona w tę stronę przyciągana: odnajduje ona schronienie w miejscowej kaplicy Bractwa i zadomowia się tam, ale już po chwili zaczyna się kolejna ciężka próba! Próba zostaje przetrwana dzięki poszukiwaniu korzeni oraz miłości i pogoni za prawdą, gdyż jest to potrzeba zakotwiczona w duszy i pośród całego zamieszania pozostaje ona zakotwiczona dzięki szacunkowi dla Arcybiskupa i sprzeciwowi wobec Soboru. Dusza, o której tu mowa, czerpie siły z tego, co może jej dać Bractwo i Ruch Oporu, przy czym na początku niczego nie wyklucza. Uznaje, że każdy katolik musi płynąc pod prąd i wreszcie wyraża wdzięczność za to, jak Pan Bóg ją prowadzi. Wiele lekcji w niewiele słowach. Niech Pan Bóg błogosławi autorowi listu i zachowa jego oraz jego rodzinę w wierności wierze aż do śmierci. Ma on na to duże szanse.

    Kyrie eleison.

    Katolicki Ruch Oporu
    Komentarz Eleison nr DCXXXX (640)
    19 października 2019

  10. KS. RAMA P. COOMARASWAMY CZY TE RZECZY ZOSTAŁY  PRZEPOWIEDZIANE?

    „Oby nikomu z żyjących w tym czasie nie powstała w sercu myśl taka: Cóż więcejzdziałał Chrystus? Jaką siłą to czynił? Gdyby Bóg nie chciał, nie dopuściłby tego.Przestrzega cię Apostoł i przepowiada: «Dlatego Bóg zsyła na nich obłęd» (II Tes.2, 11). Słowo: «Zsyła» znaczy tyle co: «Pozwala, że się staje», nie po to, żeby sięobronili, lecz, «aby zostali osądzeni». Dlaczego? «Bo nie uwierzyli prawdzie», tzn.prawdziwemu Chrystusowi, «lecz znaleźli upodobanie w nieprawości» (II Tes. 2,12), tzn. w Antychryście”. (Św. Cyryl Jerozolimski, Katechezy, XV, 17).Tłumaczenie proroctw jest zawsze najeżone trudnościami. Podczas gdyjest oczywiste, że Pismo Święte zawiera proroctwa, to tylko z perspektywyczasu można wyraźnie stwierdzić, że „Bóg o tym powiedział”. Ponadto, już odniepamiętnych czasów duch zła rozpanoszył się po całej ziemi i zawszedelektował się podsuwaniem fałszywych interpretacji Słowa Bożego jak ibłędnych oświadczeń i proroctw mających być rzekomo tym Słowem. Niemniejjednak, istotne wydaje się rozważenie tego aspektu problemu już tylko z tejjednej przyczyny, aby obalić przekonanie tych, którzy w obliczu całej masydowodów świadczących na ich niekorzyść, upierają się przy powiedzonku „niemoże to być” albo „to się nie zdarzy”. 
    Św. Paweł przestrzega nas w drugim liście do Tymoteusza, że „przyjdziebowiem czas gdy zdrowej nauki nie ścierpią” (II Tym. 4, 3), jak również: „Jawiem, że po odejściu moim wejdą pomiędzy was wilki drapieżne, nieoszczędzając trzody. I spośród was samych powstaną mężowie mówiącyprzewrotne rzeczy…” (Dz. Ap. 20, 29). Takie proroctwa oczywiście wypełniłysię w przeciągu całej historii chrześcijaństwa, ale mamy jeszcze kilka dalszychwskazówek. Wiemy, że w jakimś momencie historii pojawi się „Antychryst” ibędzie panować niepodzielnie. W rzeczy samej jego panowanie zakończy siędopiero wraz z drugim przyjściem Chrystusa w chwale. Ale powiedziano namwięcej. Św. Paweł ostrzega nas w liście do Tesaloniczan: „…abyście nieprędkodali się odwieść od przekonania waszego, ani zastraszyć… jakoby już nadchodziłdzień Pański. Niech was nikt nie zwodzi żadnym sposobem: pierwej bowiemprzyjdzie odstępstwo…” (II Tes. 2, 1-4). Podobnie kardynał Newman wskazujew swojej pracy „The Patristical Idea of Antichrist”, że drugie przyjścieChrystusa poprzedzi panowanie Antychrysta, a przed Antychrystem nastąpi”odstępstwo” albo używając słów Newmana „jakaś straszliwa apostazja”.Są jeszcze inne zwiastuny wydarzeń jakie poprzedzą drugie przyjście. Itak, Chrystus napomina uczniów w Ewangelii św. Mateusza (rozdz. 24), że”powstaną fałszywi chrystusowie i fałszywi prorocy, i czynić będą znaki wielkiei dziwy”, a „iż się rozmnoży nieprawość, oziębnie miłość wielu”. Dalej dodajejeszcze: „…tak też i wy, gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, wedrzwiach…”, „…gdy więc ujrzycie brzydotę spustoszenia… zalegającą miejsceświęte…”, „wtedy ci, którzy są w Judei, niech uciekają na góry”.Mamy dwa inne „fakty” (piszący te słowa przyjmuje za „fakt” to, cozostało Objawione) godne rozważenia. Pierwszy to ten, o którym św. JanApostoł powiedział około 2000 lat temu „…a jak słyszeliście, że antychryst idziei teraz nastało wielu antychrystów…” (I Jan. 2, 18) oraz stwierdzenie św. Pawła”…i wiecie co go (Antychrysta) teraz powstrzymuje, aby się objawił w swymczasie… tylko ten, co teraz powstrzymuje – niech powstrzymuje – będzieusunięty…” (II Tes. 2, 6-7). 
    Podsumujmy te „fakty” słowami kardynała Newmana:”…przyjście Chrystusa będzie bezpośrednio poprzedzone straszną iniespotykaną eksplozją zła, nazwaną przez św. Pawła apostazją, odstępstwem,pośród której objawi się pewien straszliwy Człowiek Grzechu – syn zatracenia,szczególny, wyjątkowy nieprzyjaciel Chrystusa czyli Antychryst; stanie się to gdy zwyciężą rewolucje, a obecna struktura społeczeństwa rozpadnie się wkawałki; na razie duch, którego on będzie uosabiał i wyobrażał jestutrzymywany pod kontrolą «władz», jednakże wraz z ich rozkładem rozwinieswe panowanie i złowrogą sferę działania dążąc do wyeliminowania Kościoła”.Jednym ze szczególnych znaków tych czasów będzie „ohydaspustoszenia” przed którą ostrzeżenia znajdujemy w dwu Ewangeliach: wedługMateusza i Marka. To wyrażenie pojawia się w kilku miejscach StaregoTestamentu, który jest „figurą” Nowego Przymierza. I tak, w Księdze Danielaczytamy: „…ustanie ofiara i ofiarowanie: i będzie w kościele obrzydłośćspustoszenia…” (9, 27) oraz „…i zgwałcą świątynię mocy, i odejmą ustawicznąofiarę, a dadzą obrzydłość na spustoszenie…” (11, 31). Czym innym jak nieMszą może być „ustawiczna ofiara”? I czy nie dostajemy ostrzeżenia, że towłaśnie Msza zostanie zaatakowana w jakimś momencie historii? PosłuchajmyMalachiasza (1, 7) „Ofiarujecie na ołtarzu moim chleb skalany, a mówicie:Czymże cię skalaliśmy?”. Czy Jeremiasz nie mówi w Bożym imieniu kiedy sięskarży: „Namiot mój jest zburzony, wszystkie powrózki moje porwały się,synowie moi odeszli ode mnie i nie ma ich… Bo głupio postępowali pasterze, aPana nie szukali, przeto nie zrozumieli i wszystka trzoda ich jest rozproszona”(10, 20-21). I rzeczywiście, historia się powtarza gdyż Ezechiel mówi z kolei:”Kapłani jej wzgardzili zakonem moim i splugawili świątynie moje; międzyświętą rzeczą a nieświętą nie robili różnicy” (22, 26).W Księdze Machabejskiej mamy historię Antiocha, okrutnegoprześladowcy Żydów, którego często przyjmuje się za rodzaj Antychrysta.Rozważmy kilka ustępów tego tekstu, które zdają się tu dobrze pasować. „Wone dni wyszli z Izraela synowie bezbożni i namówili wielu mówiąc: Pójdźmy auczyńmy przymierze z narodami, które wokoło nas są, bo od tego czasu gdyśmyod nich odstąpili, wiele złego nas spotkało… I postanowili niektórzy z ludu, ipojechali do króla; i dał im moc, aby czynili sprawiedliwość pogan… i uczynilisobie odrzezki, i odstąpili od przymierza świętego, i sprzęgli się z poganami, izaprzedali się, aby czynić zło…” (I Mach. 1, 12-16).A po tych wydarzeniach, powracający z Egiptu Antioch zaatakowałIzrael. „I [Antioch] wszedł w świątynię z pychą, i wziął ołtarz złoty, i lichtarzświetlny i wszystkie naczynia jego, i stół pokładny, i naczynia ofiar płynnych, iczasze, i moździerzyki złote, i zasłonę i korony…” (I Mach. 1, 23). A później,kiedy wrócił do swojego kraju: „I rozpisał król Antioch do wszystkiegokrólestwa swego, aby był wszystek lud jeden, a każdy zakon swój opuścił. 
    I  wszystkie narody dostosowały się do słów króla Antiocha; i wielu z Izraelaprzystało do jego religii, i ofiarowali bałwanom, i splugawili szabat…” (I Mach.1, 43-45). Ostatecznie gdy nieustanna ofiara została porzucona umieścił on”obrzydłego bałwana spustoszenia na ołtarzu Bożym, i po wszystkich miastachjudzkich wokoło nabudowali ołtarzów… i księgi zakonu Bożego, podarłszy je,spalili ogniem” (I Mach. 1, 57-59). Mimo wszystko byli tacy, którzy nie chcielisię na to zgodzić. „Ale wielu z ludu izraelskiego postanowiło sobie nie jadaćrzeczy nieczystych i woleli raczej umrzeć, niż się plugawić pokarmaminieczystymi…” (I Mach. 1, 65).Powróćmy znów do komentarza kardynała Newmana, który mimo, żepowstał przed ponad stu laty to dzisiaj wciąż jest aktualny.”Czy nie ma powodów by się obawiać, że tego rodzaju apostazjastopniowo się przygotowuje, rozrasta, nabiera tempa i to właśnie w chwiliobecnej… Czy nie spotykamy się z coraz powszechniej i otwarcie głoszonąopinią, iż naród nie ma nic wspólnego z religią: że jest to tylko sprawaindywidualnego sumienia każdego człowieka – co jest równoznaczne zpowiedzeniem, że możemy pozwolić Prawdzie zniknąć z oblicza ziemi niepodejmując wysiłków by trwała ona nieprzerwanie również w przyszłości… Czynie istnieje gorączkowe i wciąż ożywione dążenie do uwolnienia się odkonieczności obecności Religii w sprawach publicznych?… uporczywe dążeniewychowywania bez religii – to znaczy pozbieranie razem wszystkich formreligii, co prowadzi do tego samego wyniku? próba narzucenia umiarkowania icnót z niego płynących przy pomocy stowarzyszeń zbudowanych na zasadachczystej użyteczności? usilne starania by uczynić względy praktyczne, a nieprawdę, celem i normą dla środków używanych przez państwo orazpostanowień prawa; próby uczynienia liczby, a nie prawdy podstawą dozachowania albo odrzucenia tego albo innego wyznania tak jakby w Bibliiznajdowały się jakiekolwiek podstawy do uważania, że większość ma rację, amniejszość się myli? Usiłowania zmierzające do pozbawienia Biblii jej jednegoznaczenia z wykluczeniem wszystkich innych, po to by ludzie uważali, że możemieć i sto równie dobrych znaczeń, albo innymi słowy, że w ogóle nie mażadnego sensu, jest martwą literą i może być odłożona na bok? próba zupełnegowyrugowania religii w takiej mierze w jakiej jest ona czymś zewnętrznym alboobiektywnym, w tym zakresie w jakim ma ona odzwierciedlenie wrozporządzeniach lub może wyrażać się w spisanych słowach – by zawęzić jąprzez to do naszych wewnętrznych uczuć, a mając na uwadze jak zmienne iprzelotne są nasze uczucia, w rzeczywistości jest to próba zniszczenia religii” (1).
     A czyż niemało z tych idei nie panoszy się dzisiaj w „Kościele”? Czymżeinnym jest „spotkanie z Chrystusem” jak nie próbą ograniczenia religii donaszych wewnętrznych uczuć? A co można powiedzieć o wielu nowychinterpretacjach Pisma Świętego albo o jawnej akceptacji nauk naszych „braciodłączonych”? Ale w Biblii są jeszcze inne trafne stwierdzenia. I tak, św. Pawełmówi nam, że Antychryst „zasiądzie w świątyni Boga”. Chociaż pierwsi OjcowieKościoła interpretowali to jako… Synagogę, a kilku duchowych pisarzy takich jakśw. Jan od Krzyża uczyło, że odnosi się to do indywidualnej duszy, nie możnawykluczyć możliwości, że może się to odnosić do jakiejś części (w czasie lubprzestrzeni) Kościoła rzymskokatolickiego. Ponadto, prorok Daniel mówi nam”Lecz boga Maozim na miejscu swoim chwalić będzie, a boga, którego nie znaliojcowie jego, będzie czcił…” (11, 38). Kardynał Newman mówi, że to kogooznaczają słowa przetłumaczone „boga Maozim” – nazywanego później”nieznanym Bogiem” pozostaje dla nas całkowicie zakryte i prawdopodobniebędzie tak aż do końca; ale w każdym razie jako symbol Antychrysta na pewnoprzepowiedziany jest jakiś rodzaj fałszywego kultu. Newman następnie zwracauwagę, że Antychryst będzie przeciw kultowi bóstw w zwykłym rozumieniu tegoterminu jednakże propagowane wówczas bałwochwalstwo będzie tego rodzajujakie istniało podczas rewolucji francuskiej – z jej bożkami „WOLNOŚCI,RÓWNOŚCI i BRATERSTWA”. Być może wybrany zostanie w tym celu bożek”dynamicznej ewolucji” albo „postępu”. Ostatecznie, diabeł jest nade wszystko”zwodzicielem”, toteż Newman ostrzega nas:”Czy myślicie, że on (szatan) w swej przebiegłości jest tak nieumiejętny,że będzie zachęcał was otwarcie i wyraźnie do przyłączenia się do jego wojnyprzeciw Prawdzie? O nie, podsunie wam przynętę aby was złapać w pułapkę.Obiecuje wam wolność osobistą; obiecuje równość, obiecuje handel ibogactwo… obiecuje wam reformę…”.I ten nieprzyjaciel, jak mówi Newman „odznacza się szczególnymgrzechem – jawną niewiernością”. Kolejną cechą ducha Antychrysta jest to,że wypowiada się w taki sposób jakby przemawiał w imię Chrystusa.Pozwólcie, że wyjaśnię ten paradoks. Chrystus powiedział nam: „Japrzyszedłem w imię Ojca mego, a nie przyjmujecie mnie; jeśli inny przyjdziew imię swoje, jego przyjmiecie” (Jan. 5, 43). To oznacza, że głoszą oniwłasne nauki, a nie nauki Chrystusa, swoje osobiste opinie, a nie prawdęWszechczasów. Co więcej, ci, którzy mówią w tym „obcym duchu” „mająwprawdzie pozór pobożności, lecz jej mocy się wyrzekają” (II Tym. 3, 5) i”wolność im obiecują, choć sami są niewolnikami zepsucia” (II Piotr. 2, 19), 7to niemniej jednak będą głosić, że mówią w imieniu Chrystusa: „Wielu powiemi w ów dzień: Panie, Panie! czyśmy nie prorokowali w imię twoje… A wtedywyznam im: żem was nigdy nie znał, odstąpcie ode mnie, którzy czynicienieprawość” (Mt. 7, 22-23). Tak, Bóg poskarży się znowu, jak to zrobił wKsiędze Jeremiasza: „Mnodzy pasterze zniszczyli winnicę moją, podeptali działmój” (12, 10-11). I dlaczego wszystkie te rzeczy dzieją się w taki sposób?Ponieważ, jak powiedział św. Paweł opisując Antychrysta: „…a jego przyjściejest sprawą szatana, z wszelką mocą i znakami i cudami kłamliwymi i z wszelkąułudą nieprawości dla tych, co giną, dlatego że miłości prawdy nie przyjęli, abybyli zbawieni. Dlatego podda ich Bóg działaniu błędu, aby uwierzyli kłamstwu,żeby osądzeni byli wszyscy, co nie uwierzyli prawdzie, ale zgodzili się nanieprawość” (II Tes. 2, 9-12).Toteż widzimy, że w dzisiejszej dobie – o ile nasze dowodzenie jestsłuszne – „Nieustanna Ofiara” jest raczej rzadko składana. A czym jest”samozniszczenie Kościoła” jeśli nie „zniszczeniem Winnicy”? „Boże…splugawili kościół twój święty” (Ps. 78, 1) „tanecznymi liturgiami” i”widowiskami”. „Świętości są w rękach cudzoziemców” (I Mach. 2, 8) – gdyheretycy i „bracia odłączeni” wygłaszają kazania z naszych ambon. „A oto naszemiejsca święte i piękność nasza i chwała nasza jest spustoszona” (I Mach. 2, 12)gdyż z ołtarzy usunięto tabernakulum. „A świątynie Izraela spustoszone będą”(Amos 7, 9) i „Mnie opuścił lud mój” (Jeremiasz 2, 13) gdyż kościoły sąwymarłe.Można by oczywiście „przetrząsnąć Pismo Święte” w poszukiwaniujeszcze większej ilości wskazówek – ale poprzestaniemy na ostatnim,apokaliptycznym „znaku bestii”. Przyjmuje się zwykle, że oznacza to, iżczłowiek będzie czcić jakieś „zwierzę”, coś w rodzaju „złotego cielca”.Jednakże jedną z możliwych interpretacji „bestii” jest sam człowiek, to znaczyczłowiek jako człowiek, co jest tak silnie zaakcentowane w kilku dokumentachVaticanum II. Jest to człowiek będący „autorem swej własnej kultury”,człowiek, który „dąży do osiągnięcia autentycznego i pełnegoczłowieczeństwa”. Ostatecznie, przekleństwo anioła dotyczy ludzi „którzy mieliznamię bestii” (Apok. 16, 2). Chodzi o człowieka, który już nie modli się i nieczci Boga w inny sposób niż za pomocą bliżej nieokreślonych isentymentalnych słów nie mających w rzeczywistości żadnego znaczenia. 
    Toczłowiek, którego relacja z rzeczywistością nadprzyrodzoną polega raczej naosobistym „odczuciu” i „spotkaniu” aniżeli na „wiedzy” i „akceptacjiObjawienia”. Człowiek ten: „wzrasta on we wszystkich swych przymiotach i staje się zdolny odpowiedzieć swemu powołaniu przez obcowanie z innymi,przez wzajemne usługi i rozmowę z braćmi” (Gaudium et spes, n. 25). Wiaratego człowieka jest „prostym sublimującym pragnieniem”, a nie „wiarą w naukęKościoła katolickiego” (Andrew Greeley). To człowiek, który już nie potrzebujeBoga albo Jego Kościoła i o ile jeszcze nie głosi, że „Bóg umarł”, toprzynajmniej releguje Boga do „domu spokojnej starości” dla starych izniedołężniałych. To człowiek współczesny, który oddzielił się od całej Tradycjii jest przekonany, że może „działać na własną rękę”. To człowiek, któryzredukował się do poziomu „zwierzęcia” („bestii”). To człowiek, który niepotrzebuje żadnego specjalnego „znamienia” lecz raczej pozostawia swój znakna wszystkim, czego dotyka. A jeśli to kogoś oburza, zastanówmy się nadsłowami sławnego antropologa, Ashleya Montagu:”Uważam każdego tak zwanego «dzikusa» za dużo lepszą istotę ludzką iza nieskończenie lepszego chrześcijanina od każdego tak zwanego białegoczłowieka. Poczytuję współczesnego Europejczyka i jego amerykańskiegoodpowiednika za stworzenia upadłe tak nisko, że większy upadek nie jest jużmożliwy. Nie znam żadnych tak zwanych «pierwotnych ludów», o których niemożna by powiedzieć, że są lepszymi ludźmi niż członkowie tak zwanych«społeczeństw rozwiniętych»”. (List do Anandy Coomaraswamy).Oczywiście, nikt nie może z całą pewnością twierdzić, że wyżejcytowane biblijne prognozy dotyczą obecnej sytuacji w Kościele katolickim.Jednakże, przerażające w tym wszystkim jest to, że wszystko co się wokółdzieje jest zgodne z tymi przepowiedniami i proroctwami. Jak mówi św.Alfons Liguori, „Diabeł z pomocą heretyków zawsze próbował pozbawić światMszy, czyniąc ich prekursorami Antychrysta, który w pierwszym rzędziebędzie się starał znieść i z pewnością zlikwiduje Przenajświętszy Sakramentołtarza…” (Msza święta).Jednakże dla indywidualnego katolika, takie spekulacje nie są ważne. WDzień Sądu, nie będzie rozliczany z interpretacji proroctw, lecz ze swoichuczynków. Wobec sytuacji, która „pachnie” tym wszystkim przed czym byliśmyostrzegani, musi całym sercem przylgnąć do tego, co jest pewne. Wobec tego,co zdaje się być nieustanną i stale zmieniającą się praktyką liturgiczną, musiprzylgnąć do tej liturgii, która jest niezmienna – Mszy Wszechczasów. Wobliczu doktrynalnych wypowiedzi, które zdają się naśladować sezonowe trendymody, musi przylgnąć do Doktryny Wszechczasów. W obecności Wiaryopisywanej jako „osobista”, „spotkanie” i ograniczonej do „wewnętrznychodczuć” każdej osoby, musi przylgnąć do Wiary Wszechczasów. 
    Żyjąc w epoce  gdy struktury Kościoła zdają się być tak ulotne jak piaski czasu, musi przylgnąćdo Kościoła Wszechczasów. A nade wszystko, musi przylgnąć do tego Imienia,które istniało w Łonie Ojca zanim czas się stał, Świętego Imienia Jezus!Na koniec – słowo o innym proroctwie Pisma Świętego mówiącym, żeprześladowania Antychrysta dotkną wiernej „garstki”. Nie mówię tu o tychprześladowaniach, które spotykają teraz kapłanów trwających przy odprawianiuPrawdziwej Mszy, ale o tych, które spadną na wiernych, kapłanów lubświeckich, którzy odmówią „jadania pokarmów nieczystych”. Modernistycznahierarchia zrzekła się prawa do głoszenia Prawdy w świecie współczesnym –wszakże nasi bracia odłączeni rzekomo również głoszą prawdę. Dawniej, jeżeliPapież wypowiedziałby się głośno na taki temat jak przerywanie ciąży, tomiliony wiernych byłyby mu posłuszne i nawet rządy obawiałyby się by niezostały obalone. Dzisiaj, kiedy przemawia „Papież”, to nawet jego najbliżsibiskupi natychmiast pędzą, aby mu się sprzeciwić. Jego stronnicy deprecjonująjego słowa zanim jeszcze heretycy zdążyli mieć szansę ich przeczytania.W świecie w którym Kościół nie jest już uznawany za siłę prawdy imoralności, to rządy stają się środkami uchwalania prawdy i moralności.Gdy dojdzie do tego, to ci, którzy nie mogą przyjąć „nowej moralności”staną się „wrogami ludu”. Jeżeli eutanazja jest ogłaszana polityką rządu – istało się tak już w Holandii, kraju chrześcijańskim – to wtedy ci, którzyodmówią przyjęcia tego „dobra” będą musieli zostać poddani „reedukacji”.
     Nasze religijne przekonania będą dozwolone tylko wtedy gdy będziemy jezachowywać „dla siebie” i nie będziemy przekazywać naszym dzieciom.Kiedy poczujemy się wezwani do mówienia przeciw dominującemu prądowi– by świadczyć o prawdzie – kiedy odmówimy przyjęcia „orzeczeń” liczebnejwiększości albo odrzucimy żądania i dyrektywy jakiejkolwiek grupy władzy,która akurat będzie kontrolować rządy, to zaczniemy wtedy „przeszkadzać””woli ludu” i zostaniemy ogłoszeni „wrogami państwa”. Tego dnia, już niebędzie instytucjonalnego Kościoła, który by się za nami wstawił i będziemyosamotnieni.Będzie płacz i zgrzytanie zębów, jeżeli nie w naszych czasach, to wczasach naszych dzieci. Wtedy one nas oskarżą i zapytają, dlaczego nie staliśmytwardo przy zasadach, dlaczego pozwoliliśmy pomiatać sobą jak trzciną nawietrze? Nie stańmy się pokoleniem, które Bóg znienawidzi. Niech nie powieOn do nas: „Czterdzieści lat gniewałem się na ten naród, i rzekłem: «Zawsze cibłądzą sercem». A oni nie poznali dróg moich, jak zaprzysiągłem w gniewiemoim, że nie wnijdą do pokoju mego” (Psalm 94, 10-11). 
    (2)Ks. Rama P. Coomaraswamy, 2001Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa––––––––––––––– 
    Przypisy:(1) John Henry Newman, Tracts for the Times, vol. V (1838-40), The Patristical Idea ofAntichrist (in Four Lectures). Lecture 1. The Times of Antichrist 
     KRAKÓW 2019 Ultramontes

  11. 21 września 2019

    RODZINA NA CELOWNIKU

    Odmawiany wspólnie różaniec jest tarczą,

    Która chroni rodzinę przed ciosami.

    Kiedy świat coraz bardziej odwraca się plecami do Pana Boga, On łagodnie się usuwa – choć wróci z całą mocą, czekajcie na to! -a w tym samym czasie równomiernie zanika jego niebiańska opieka nad jego własną glebą stworzoną dla rodzaju ludzkiego, nad rodziną. Najtrudniejszym ze wszystkich doświadczeń jest opuszczenie rodzin przez katolickich duchownych, które pozwala szatanowi atakować je z każdej strony. Najbardziej bolesne są ataki, które pochodzą z wewnątrz, od ukochanych członków rodziny. Poniżej przedstawiam taki przypadek, który jest typowym doświadczeniem dla tak wielu ludzi w dzisiejszych czasach. Ojciec rodziny pisze:

    Wraz z żoną mamy dziesięcioro dzieci, z których troje jest już dorosłe, przeżyliśmy razem trudne chwile i kilka tragedii, ale teraz wypowiedziała mi ona wojnę. Około półtora roku temu z pełnym poparciem księdza z Kościoła posoborowego oraz wpływowych przyjaciół, podjęła kroki prawne zmierzające do wyrzucenia mnie z domu i pozbawienia kontaktu z dziećmi. Było to coś niewiarygodnego, a przy tym straszliwie bolesnego. To, iż całe prześladowanie miało w swej istocie charakter religijny potwierdziło się w chwili, kiedy zaproponowała mi ona, iż mogę zostać w domu jako człowiek odseparowany i żyć w piwnicy, jeśli tyko podpiszę deklarację prawną o zrzeczeniu się wszelkich praw dotyczących religijnej edukacji i formacji moich dzieci, a także zobowiąże się do uniemożliwiania im odwiedzania tradycjonalistycznych kaplic oraz porozumiewania się z jakimikolwiek tzw. tradycjonalistami. Oczywiście nie mogłem tego podpisać, a wówczas jej zgraja rzuciła się na mnie i na dzieci korzystając z różnych kruczków prawnych… i wszystko straciłem: żonę, dom, dzieci, pieniądze, samochód, ubezpieczenie zdrowotne i niemal cały mój biznes. Ponieważ moje dzieci były silne w wierze i nie chciały ulec dziwnemu i złemu postępowaniu Mamy oraz wolały być z Tatą, sprowadziła ona grupę „terapeutów” aby „oczyścić” ich umysły, aby znowu stały się „normalne”, wysłała ich do posoborowych szkół i zmuszała do uczestnictwa ze sobą w Novus Ordo.

    Minął już ponad rok od chwili, kiedy ostatni raz widziałem moje kochanie dzieci. Najmłodszy ma teraz prawie 3 latka, a reszta niepełnoletnich jest starsza o 18-24 miesiące, aż do 16 lat. Nie mam żadnego dojścia, aby dowiedzieć się, co się z nimi dzieje, ani czy zachowują wiarę, ponieważ nie mogą oni spotykać się ani słuchać nikogo poza liberalnymi katolikami z Neo-Kościoła. Trójce starszych, którzy są już dorośli, udało się pozostać w kontakcie ze mną i być tak blisko, jak tylko mogli. Najstarszy z nich był w seminarium i skończył kurs filozofii, ale opuścił seminarium, z pewnością ze względu na szok jakiego doznał w wyniku rozpadu rodziny.Ale zachował nienaruszoną wiarę, prawie codziennie uczestniczy we Mszy Świętej i pracuje w świecie. Niestety drugie dziecko połknęło truciznę studiów, które miały być niezbędne do życia w przyszłości. Trzecie rozważa teraz pomysł rozpoczęcia studiów, ale nie straciło jeszcze z oczu woli Bożej.

    Rozumiem, że Pan Bóg ma plan, że moje własne błędy i wady odegrały swoją rolę w tej katastrofie. Wiele lat temu pewien tradycjonalistyczny kapłan powiedział mi, że mam tak katolicką rodzinę, że diabeł na pewno nas nienawidzi. To jest z pewnością wściekły atak szatana, który chce zniszczyć wiarę moich dzieci i doprowadzić mnie do rozpaczy, ale moja wiara jest nadal silna i mam nadzieję, że poprzez tę gehennę niektórzy, wielu a może wszyscy z nas zostaniemy zbawieni. Ciągle jednak w mym sercu jest więcej bólu niż radości. Kiedyś byliśmy dobrym wzorem dla innych rodzin, a teraz jesteśmy przedmiotem litości i drwin… a ja jestem oskarżany o bycie „fanatykiem”, chorym umysłowo, niewystarczająco elastycznym i tak dalej. Gdybym nie znał licznych dusz oddanych prawdziwej wierze, które potrafią wyjaśniać i nazywać po imieniu obecne zło w Kościele i świecie, pewnie zgodziłbym się z moją żoną i jej otoczeniem, wiódłbym proste, wygodne, światowe życie. Owszem jestem cały czas słaby i czasem się zastanawiam, czy Tradycja nie jest jakimś szaleństwem – jak to możliwe, że rację ma te małe resztki katolików? Ale przecież na początku było zaledwie 12 Apostołów, a do tego jeden z nich był zdrajcą.

    Opisane powyżej zachowanie matki nie jest absolutnie normalne, ale co jest dziś normalne? Jak ojciec może bronić swoją rodzinę przed taką reakcją? Jak mówi przysłowie: lepiej zapobiegać, niż leczyć. Bez względu na to, na kogo w rodzinie szatan przypuszcza atak, pierwszą linią obrony powinien być każdego dnia rodzinny różaniec. Poza tym, z czego zdał sobie sprawę ten katolicki ojciec: co nie może zostać wyleczone, musi zostać przetrwane. Musimy zaufać Panu Bogu.

    Kyrie eleison. Komentarz Eleison nr DCXXXVI (636)
    Tlumaczone przez – Katolicki Ruch Oporu

  12. Dzisiaj 25 września przypada 50. rocznica „Interwencji Kardynała Ottavianiego”
    25 września 1969 r. Kardynał Alfredo Ottaviani, emerytowany prefekt Najświętszej Kongregacji Wiary, wysłał list do papieża Pawła VI w sprawie Novus Ordo Missae, listowi towarzyszyło teologiczne „Studium nowego porządku mszy” ( Novus Ordo Missae ), napisane przez grupę teologów rzymskich.

    List kardynała Ottavianiego był prośbą do Papieża Pawła VI „aby nie pozbawił nas możliwości dalszego korzystania z owocnej integralności Missale Romanum św. Piusa V, tak bardzo chwalonej przez Waszą Świątobliwość, a tak głęboko kochanej i czczonej przez całą Świat katolicki ”. Najwyraźniej w odpowiedzi na tak zwaną interwencję ottavianską Paweł VI zarządził następnie dwuletnie opóźnienie terminu obowiązkowej realizacji Nowej Mszy – Mszy posoborowe Pawła VI, czyli Novus Ordo Missae.

    Mało znanym faktem na ten temat, jest to, że Arcybiskup Lefebvre zgromadził grupę dwunastu teologów, którzy napisali pod jego kierunkiem Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae, często nazywaną interwencją Ottavianiego .

    źródło: https://fsspx.news/en/news-events/news/september-25th-marks-50th-anniversary-ottaviani-intervention-50890

  13. 47 lat wspólnej wojny z Kościołem Katolickim, na zdjęciu przyszły „papież” Franciszek i „ksiądz” Leonardo Boff projektant zbliżającego się synodu amazońskiego.

    spólka_przeciw_kościołowi

    30 sierpnia 2019 r. ( LifeSiteNews ) – ukazała się 47-letnia fotografia ukazująca mężczyznę, który zostanie papieżem Franciszkiem, stojącego w małej grupie ludzi, z których jedna jest zwolenniczką teologii wyzwolenia brazylijskiego i księdzem, który zostanie laikowany i który zostanie laikatem jest obecnie powszechnie uznawany za „teologa odniesienia” nadchodzącego kontrowersyjnego synodu Amazon. Zdjęcie nabiera znaczenia ze względu na twierdzenie laikowanego księdza, że ​​papież Franciszek pamiętał ich spotkanie w 1972 roku i niedawno przesłał mu zdjęcie.

    5 sierpnia Leonardo Boff umieścił na swoim Twitterze zdjęcie z konferencji, która odbyła się w San Miguel w Argentynie w dniach 23–29 lutego 1972 r., I pokazuje zarówno Boffa, jak i ówczesnego Ojca Jorge Bergoglio, późniejszego „papieża” Franciszka. Boff mówi, że „papież” właśnie przesłał mu to zdjęcie, przypominając sobie ich wspólny czas.

    „W ramach wymiany listów papież Franciszek przypomniał sobie nasze spotkanie w San Miguel-AR [Argentyna] w dniach 23–29 / 02/1972 i przesłał mi to zdjęcie”, pisze Boff.

    W wywiadzie dla niemieckiego magazynu Der Spiegel dni po wyborach papieskich Jorge Bergoglio Boff ujawnił, że znał Bergoglio osobiście. „Tak, [spotkałem go] kilka lat temu [sic] na konferencji w Argentynie. Dokonał tam mądrej prezentacji, polubiliśmy się natychmiast. ”(Nie jest jasne, czy Boff odnosi się tutaj do konferencji z 1972 r., Która odbyła się znacznie wcześniej niż zaledwie„ kilka lat temu ”).

    W tym samym wywiadzie z 2013 roku Boff ogłosił: „On [Bergoglio] jest teraz papieżem. On może [zrobić] wszystko. Zdziwisz się, co osiągnie Franciszek. ”

    „Ale do tego – kontynuował Boff – potrzebne jest naruszenie tradycji. Z dala od skorumpowanej Kurii Watykańskiej, w kierunku Kościoła powszechnego. I w kierunku nowych, centralnych tematów: przepaść między biednymi i bogatymi, brak sprawiedliwości. Rewolucyjne jest to, co się tam wydarzyło w Rzymie: zakonnik z Ameryki Łacińskiej zostaje wybrany na Katedrę Piotra ”.

    Boff broni papieża Franciszka w wywiadzie dla Spiegela przed podejrzeniem, że jest „arcykonserwatywnym”, że jest przeciwny antykoncepcji, żonatym księżom i większej roli kobiet w Kościele. „Watykan tak to określił, wszyscy wysocy rangą prałaci musieli złożyć w tej sprawie pozew. Nic nie było kwestionowane. Ale to może się teraz zmienić. ”

    Boff przewiduje również program papieża Franciszka na dłuższy dystans i robi to zaledwie kilka dni po jego wyborze. Na pytanie, czy miał wskazówki, że Bergoglio „myśli bardziej liberalnie”, teolog wyzwolenia odpowiada: „Tak. Na przykład kilka miesięcy temu wyraźnie zezwolił, aby para homoseksualna mogła adoptować dziecko. Utrzymywał kontakt z kapłanami, którzy zostali odrzuceni przez oficjalny Kościół, ponieważ się pobrali. I nigdy nie dał się oderwać od swojej linii. I to było: musimy być po stronie biednych, a w razie potrzeby także w sprzeczności z władzami. ”

    Źródło: Life Sait News, 30 sierpnia 2019

  14. Kazanie arcybiskupa Marcela Lefebvre na Święto Chrystusa Króla
    FSSPX.NEWS

    Biorąc pod uwagę Święto Chrystusa Króla, 28 października 1979 r

    Moi bardzo drodzy przyjaciele,
    Moi bardzo drodzy bracia,

    We wspaniałej encyklice Quas Primas , w której Pius XI ustanowił święto Chrystusa Króla, papież wyjaśnia, dlaczego Nasz Pan Jezus Chrystus jest naprawdę Królem. Podaje dwa powody tego.

    Chrystus jest królem z natury
    Pierwszym z tych powodów jest to, co Kościół nazywa zjednoczeniem hipostatycznym, tym zjednoczeniem osoby Chrystusa i Jego ludzkiej natury. Nasz Pan jest Królem, ponieważ On jest Bogiem. W Naszym Panu Jezusie Chrystusie nie ma dwóch osób; nie ma osoby ludzkiej i osoby boskiej, ale tylko jedna osoba: osoba boska, która bezpośrednio przyjmuje ludzką duszę i ludzkie ciało, bez potrzeby osoby ludzkiej.

    W konsekwencji Nasz Pan Jezus Chrystus – ten, który był widziany na drogach Palestyny, ten, który był widziany w Betlejem jako niemowlę – jest Królem. To nie wszystko. Ma cechy królestwa, ale Kościół uczy nas, że poprzez zjednoczenie Boga z ludzką naturą Chrystusa, Nasz Pan jest Zbawicielem, Kapłanem i Królem – zasadniczo.

    On nie może być Zbawicielem, ponieważ tylko On może powiedzieć, że jest Bogiem. On jest jedynym, który może powiedzieć, jest Kapłanem, Papieżem, jedynym, który naprawdę tworzy połączenie między niebem a ziemią. I tylko on może powiedzieć, że jest królem. Nasz Pan jest naprawdę Królem nie tylko ziemi, ale także Królem Nieba.

    To jest pierwszy głęboki powód królestwa Naszego Pana Jezusa Chrystusa. O tym musimy się przekonać, aby zobaczyć w Naszym Panu Jezusie Chrystusie, naszym Królu, naszym osobistym Królu.

    Chrystus jest królem podboju
    Ale jest też drugi powód i to również Papież Pius XI wyjaśnia bardzo dobrze. Nasz Pan Jezus Chrystus jest Królem na drodze podboju. Jakim podbojem? Ponieważ Nasz Pan Jezus Chrystus zwyciężył nas wszystkich Swoją krwią, Swoim krzyżem, Kalwarią: Regnavit a ligno Deus. Bóg królował z lasu, to znaczy z Krzyża. Nasz Pan Jezus Chrystus faktycznie podbił wszystkie dusze przez prawo, ścisłe prawo. Każda dusza, która zostanie stworzona przez Boga i która przeżyje nawet chwilę na tej ziemi, jest przedmiotem naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ponieważ zwyciężył ich swoją krwią. On musi je odkupić, chce je odkupić, pragnie ich wszystkich odkupić i nałożyć na nich Swoją krew, Swoją boską krew, aby odkupić wszystkie dusze i przynieść je do Boga.

    Tak, nasz Pan Jezus Chrystus, Swoją Krwią i Swoim Krzyżem, jest naszym Królem z mocy. I dlatego w pierwszych wiekach po pokoju Konstantyna, kiedy chrześcijanie mogli oficjalnie pokazać krzyż w swoich kościołach, świątyniach i miejscach spotkań, zwykle reprezentowali Naszego Pana Jezusa Chrystusa jako Króla, koronowanego koroną królów. Chrystus bowiem jest naszym Królem i taki jest przez Krzyż.

    Teraz musimy zadać sobie pytanie o konsekwencje tych zasad. Jeśli natura Naszego Pana Jezusa Chrystusa Króla jest taka, jeśli Jezus podbił nasze serca i dusze swoją śmiercią na krzyżu, musimy zadać sobie następujące pytanie: czy Nasz Pan Jezus Chrystus jest naprawdę naszym Królem? Praktycznie, codziennie, we wszystkich naszych działaniach, we wszystkich naszych myślach?

    I tak papież Pius XI rozważa w swojej encyklice sposób, w jaki Nasz Pan Jezus Chrystus musi być naszym Królem. On musi być Królem naszego intelektu. Tak, naszych samych myśli, ponieważ On jest Prawdą. Jezus Chrystus jest Prawdą, ponieważ On jest Bogiem. Czy zatem możemy powiedzieć, że Nasz Pan Jezus Chrystus jest naprawdę Królem naszych myśli, naszych refleksji, naszego życia intelektualnego, naszego życia wiary? Czy nasz Pan Jezus Chrystus jest naprawdę tym, który jest światłem naszych umysłów?

    Nasz Pan Jezus Chrystus jest także Królem naszej woli. On jest Prawem. Jeśli tablice prawa zostały znalezione w Arce Przymierza, w Starym Testamencie, reprezentowały one jedynie Naszego Pana Jezusa Chrystusa, ponieważ dzisiaj On jest w naszych tabernakulach.

    Ale z jaką mocą! Mamy Prawo w naszych tabernakulach, w naszych Arkach Przymierza. Nie zimne kamienie, ale sam Pan Jezus Chrystus, Ten, który jest Prawem. Słowo Boże jest Prawem, przez które wszystko zostało stworzone, i w którym wszystko zostało stworzone. I On jest Prawem nie tylko wszystkich dusz, wszystkich istot duchowych, wszystkich serc, ale jest Prawem całego stworzenia.

    Każde prawo, które odkrywamy w naturze, pochodzi od Naszego Pana Jezusa Chrystusa, Słowa Bożego. A kiedy myślimy, że wszystkie stworzenia przestrzegają praw Boga, bez względu na to, czy są to prawa fizyki, prawa chemii, prawa natury: prawa te są przestrzegane nienagannie. A my, którzy powinniśmy postępować dokładnie według prawa Bożego, zapisanego w naszych sercach, musimy ściśle trzymać się tego prawa, które jest drogą do szczęścia, drogą do życia wiecznego.

    Ludzie odwrócili się od prawa. I tak Nasz Pan Jezus Chrystus musi ponownie stać się Królem naszej woli. I musimy dostosować naszą wolę do Jego prawa, Jego prawa miłości, Jego prawa miłości, do tych dwóch przykazań, które On sam nam dał, zawierających wszystkie przykazania: Kochaj Boga, kochaj bliźniego. Jest tylko jedno przykazanie. Sam to powiedział. Czy możemy naprawdę powiedzieć, że dostosowujemy naszą wolę do prawa Naszego Pana Jezusa Chrystusa? Czy Jezus jest Królem naszej woli?

    Wreszcie Jezus musi być – i to znowu Pius XI mówi to – Królem naszych serc. Czy nasze serca są naprawdę przywiązane do Naszego Pana Jezusa Chrystusa? Czy zdajemy sobie sprawę, że Nasz Pan Jezus Chrystus jest dla nas wszystkim? Omnia w omnibusie , Jezus Chrystus jest wszystkim i On jest we wszystkim. In ipso omnia constant , mówi św. Paweł. W Nim wszystko się utrzymuje, w Nim żyjemy, w Nim jesteśmy, w Nim poruszamy się. Święty Paweł powiedział to w swoim dyskursie na Areopagu. In ipso enim vivimus et movemur et sumus . Jesteśmy w Nim. Trzyma wszystkie rzeczy w swoich rękach.

    Przykład Świętej Rodziny
    Musimy więc zadać sobie pytanie, co musieli myśleć Najświętsza Dziewica i Święty Józef. Myślę, że jest to dla nas godny podziwu przykład. Jeśli naprawdę chcemy, aby Nasz Pan Jezus Chrystus był naszym Królem i naprawdę musimy sobie wyobrazić, jaki musiał być Nazaret: Jezus, Maryja i Józef.

    Co Maryja pomyślała o Jezusie? Co Józef myślał o Jezusie? To niewiarygodne, prawda? Wielką tajemnicą, niezgłębioną tajemnicą dobroci i miłości Bożej jest myślenie, że pozwolił dwóm wybranym przez siebie stworzeniom żyć z Nim. Dla św. Józefa w ciągu 30 lat, dla Najświętszej Dziewicy w ciągu 33 lat, aby żyć w zażyłości z Jezusem, zażyłości z Tym, który jest Bogiem; z tym, bez którego ani Maryja, ani Józef nie byli w stanie mówić, myśleć ani żyć.

    Maryja nosiła Jezusa w ramionach, Boga w ramionach. Jak często głosi ewangelia: nie był to Jezus, którego nosiła, ale Jezus, który ją nosił. Albowiem Jezus jest o wiele większy od niej, skoro jest Bogiem.

    Nasz Król Eucharystyczny
    Pod kruchą powierzchnią Jego ciała Najświętsza Maryja Panna uwielbiała żywego Boga – wiedziała bowiem, że był to żywy Bóg, którego miała w swoim domu; wiedziała przez zwiastowanie anioła, a Józef doskonale o tym wiedział.

    Cóż, wiemy, że w naszych tabernakulach, pod kruchą powierzchnią Eucharystii, żyje Jezus: Jezus tam jest. I nie tylko posiadamy Go w naszych tabernakulach, ale posiadamy Go w sposób jeszcze bardziej intymny, powiedziałbym, niż najświętsza Dziewica Maryja i Święty Józef, kiedy Nasz Pan ofiaruje się nam jako pokarm. Zastanówmy się, że w naszych ciałach, w naszych sercach naprawdę nosimy Jezusa; nosimy Boga, który nas niesie. Bo bez Niego nie możemy żyć ani istnieć, ani mówić ani jednego słowa, ani myśleć ani jednej myśli.

    To ten Bóg niesiemy w sobie w Eucharystii, kiedy przyjmujemy Go w sobie. Prośmy Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby był naszym Królem. Ma prawo być naszym Królem. Że dał nam wolę podporządkowaną Jego prawu, tak jak błogosławiona Dziewica Maryja i św. Józef.

    Wniosek
    Prośmy Maryję i Józefa, aby pomogli nam żyć pod słodkim panowaniem Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ponieważ wiemy i mamy nadzieję, że pewnego dnia będziemy w tym królestwie i ujrzymy Go w Jego chwale, w Jego chwale.

    Jak często powtarzamy, kiedy recytujemy Angelus: Per passionem ejus et crucem ad resurrectionis gloriam perducamur : przez Jego mękę i krzyż będziemy uczestniczyć w chwale Jego zmartwychwstania.

    I chociaż musimy przejść przez mękę i przejść Jezusa na ziemi, pewnego dnia będziemy uczestniczyć w chwale Jego zmartwychwstania. Ta chwała, która oświetla niebo, które jest niebem, bo Bóg jest niebem. Nasz Pan Jezus Chrystus jest Niebem. W Nim żyjemy z łaską Boga, a dzięki łasce Boga, jeśli już mamy go jako Króla tutaj na dole, wówczas będziemy go mieć jako Króla chwały na całą wieczność.

    Prośmy dzisiaj błogosławioną Dziewicę Maryję i św. Józefa, nie tylko dla nas samych, ale także dla naszych rodzin, dla wszystkich, którzy nas otaczają. Aby przyszli do światła Naszego Pana Jezusa Chrystusa, którzy Go znają, ale mało, którzy nie są Mu posłuszni, oddalają się od Niego. Zlitujmy się nad tymi wszystkimi duszami, które nie znają Króla miłości i chwały – w kim mamy szczęście uwierzyć, w kogo mamy szczęście kochać.

    sspx.org / fsspx.news – 2018/10/26

  15. „Całym sercem i całą duszą należymy do Rzymu katolickiego, stróża wiary katolickiej oraz tradycji niezbędnych do jej zachowania, do wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy.

    Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas Soboru Watykańskiego II, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach.

    Wszystkie one przyczyniły się i wciąż się przyczyniają do zniszczenia Kościoła, zrujnowania kapłaństwa, unicestwienia Najświętszej Ofiary i sakramentów, zaniku życia zakonnego, nauczania na uniwersytetach , w seminariach i w katechizmach naturalizmu i telhardyzmu, które to prądy wywodzą się z liberalizmu i protestantyzmu, wielokrotnie potępianych przez uroczyste magisterium Kościoła.

    Żadna władza, nawet najwyższa w hierarchii, nie może zmusić nas do porzucenia lub umniejszenia wiary katolickiej, którą to magisterium Kościoła jasno wykłada i wykazuje od ponad dziewiętnastu stuleci.

    „Ale gdybyśmy my lub Anioł z Nieba głosił wam Ewangelie różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty” [Gal.1,8].

    Czyż nie to powtarza nam dzisiaj Ojciec Święty? A jeżeli w słowach lub czynach, albo też w aktach dykasteriów dałoby się dostrzec jakieś sprzeczności, to wybieramy wówczas to, czego zawsze nauczano i zamykamy uszy na niszczące Kościół nowinki.

    Nie można poważnie zmienić lex orandi nie zmieniając jednocześnie lex credenti. Nowej Mszy odpowiada nowy katechizm, nowe kapłaństwo, nowe seminaria i uniwersytety, charyzmatyczny kościół zielonoświątkowy, wszystko to, co jest sprzeczne z katolicką prawowiernością i odwiecznym magisterium.

    Reforma ta, tkwiąca korzeniami w liberalizmie i protestantyzmie, jest całkowicie zatruta ; z herezji się wywodzi i do herezji prowadzi, nawet jeżeli nie wszystkie jej czyny są formalnie heretyckie. Jest zatem niemożliwe , by świadomy i wierny katolik miał te reformę przyjąć lub poddać się jej w jakikolwiek sposób.

    Jedyna droga wierności Kościołowi i doktrynie katolickiej, dla dobra naszych dusz, to kategoryczne odrzucenie reformy.

    Dlatego tez bez buntu, goryczy ni urazy kontynuujemy nasze dzieło formacji kapłańskiej w świetle odwiecznego magisterium w przekonaniu , że jest to największa przysługa jaką możemy oddać Kościołowi, Papieżowi i przyszłym pokoleniom.

    Z tej to przyczyny, w oczekiwaniu na chwilę, kiedy prawdziwe światło Tradycji rozproszy ciemności zakrywające niebo nad wiecznym Rzymem, trzymamy się mocno tego, w co zawsze wierzono i praktykowano w Kościele w zakresie wiary, moralności, liturgii, katechizmu., formacji kapłanów, struktury Kościoła, a co zostało skodyfikowane w księgach sprzed okresu modernistycznych wpływów Soboru.

    Jesteśmy przekonani, że postępując w ten sposób, z pomocą łaski Bożej, Najświętszej Maryi Panny, św. Józefa i św. Piusa X zachowujemy wierność Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu, wszystkim następcom św. Piotra i pozostajemy fideles dispensatores mysteriorum Domini Nostri Jesu Christi In Spiritu Santo. Amen.”
    (Deklaracja Abpa. Marcelego Lefebvre’a z 21 listopada 1974 r)
    Tłum. Hrabina do Rouge
    Zawsze Wierni nr.11/1996

  16. Kilka uwag na temat pożaru katedry Notre Dame w Paryżu

    Biskup Athanasius Schneider

    Błyskawiczna gwałtowność, z jaką ogień pochłonął katedrę Notre Dame w Paryżu, pozostawiła wrażenie, że niespodziewane wydarzenie nadeszło jak błyskawica. A jednak tragedia ta, postrzegana jako zjawisko, nastąpiła po serii setek systematycznych ataków podpalenia różnych obiektów sakralnych należących do Kościoła katolickiego we Francji w ciągu ostatniego roku.

    Znaczące jest również to, że pożar w Notre Dame miał miejsce na początku Wielkiego Tygodnia, który jest sercem roku liturgicznego dla wszystkich katolików. Ponieważ fakty w sprawie są nadal nieznane, nie mamy żadnych dowodów, na których można oprzeć zarzuty o spisek mający na celu zniszczenie katedry. Pozostaje jednak uczucie mdłości w środku, zwłaszcza, że ​​bierze się pod uwagę łańcuch systematycznych wydarzeń antykatolickich, marginalizację, dyskryminację i wyśmiewanie, które wiara katolicka przeszła z rąk francuskiego establishmentu politycznego i francuskiego krajobrazu medialnego, z których oba są mocno w rękach obecnych sił antychrześcijańskich i wolnych masońskich we Francji.

    Notre Dame to nie tylko najbardziej symboliczny znak kulturowy i religijny dla Kościoła katolickiego we Francji. Biorąc pod uwagę, że Francja nosi tytuł „najstarsza córka Kościoła”, jej główna katedra ma również głębokie znaczenie kulturowe i religijne dla całego świata katolickiego.

    Zniszczenie widocznego znaku tak wielkiej proporcji, jak Katedra Notre Dame w Paryżu, zawiera również nieomylne przesłanie duchowe. Ogień Notre Dame jest bez wątpienia potężnym i poruszającym znakiem, który Bóg daje Swojemu Kościołowi w naszych czasach. Jest to cri de Coeur dla autentycznego nawrócenia, przede wszystkim wśród pasterzy Kościoła. Ogień w znacznym stopniu zniszczył Notre Dame, wielowiekowe arcydzieło wiary katolickiej. Jest to symboliczne i bardzo sugestywne przedstawienie tego, co wydarzyło się w życiu Kościoła w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, ponieważ ludzie byli świadkami pożogi najcenniejszych duchowych dzieł Kościoła, tj. Integralności i piękna wiary katolickiej, Katolicka liturgia i katolickie życie moralne, zwłaszcza wśród księży.

    Punkt kulminacyjny tej długoletniej pożogi duchowej przejawiał się w skandalach seksualnego wykorzystywania duchownych, które głęboko wstrząsnęły całym Kościołem. Niestety, musimy powiedzieć, że postępowanie w sprawie skandalu dotyczącego seksualnego wykorzystywania kleru pozostało mniej więcej na poziomie emocjonalnego przerażenia. Prawdziwe korzenie tego kryzysu nie zostały ujawnione w sposób przejrzysty, a zatem nie zastosowano skutecznej medycyny duchowej i imperatywnych norm kanonicznych. W ostatnim i szczegółowym eseju były papież Benedykt XVI zidentyfikował jeden z najważniejszych korzeni kryzysu nadużyć, tj. Utratę prawdziwej wiary, powszechność moralnego relatywizmu oraz heterodoksyjną i duchową formację seminarzystów. duchowi podpalacze w Kościele dzisiaj. Uważają oni, że były papież Benedykt XVI jest wichrzycielem, którego tępe obserwacje przeszkadzają w pracy zapalającej.

    Jeśli Pasterze Kościoła nie rozpoznają w pożarze Notre Dame Boskiego ostrzeżenia, będą zachowywać się jak ludzie z Historii Zbawienia, którzy nie rozpoznali ostrzeżeń, które Bóg często im przekazywał przez niewygodne i niepohamowane słowa proroków, przez katastrofy naturalne i różne wydarzenia. Tragedia Notre Dame spontanicznie przypomniała mi następujące słowa Pana Naszego: „Czy ci osiemnastolatki, na których upadła wieża w Siloam i zabiła ich, czy uważasz, że byli gorszymi przestępcami niż wszyscy inni, którzy mieszkali w Jerozolimie? Mówię ci, Nie; ale jeśli się nie nawrócicie, wszyscy również zginiecie ”(Łk 13, 4-5)

    Tragiczna pożoga katedry Notre Dame w Paryżu jest również dobrą okazją dla wszystkich członków Kościoła do pokuty za akty zdrady, które popełniono przeciwko Chrystusowi i Jego Boskim naukom w życiu Kościoła w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat lat. Należy dokonać pokuty i zadośćuczynienia, zwłaszcza za zdradę nakazu Boga Ojca, aby cała ludzkość uwierzyła w Jego Boskiego Syna, jedynego Zbawiciela ludzkości. Bóg bowiem pozytywnie pragnie tylko jednej i jedynej religii, która wierzy, że Jego Wcielony Syn jest Bogiem i jedynym Zbawicielem ludzkości. Pokuta i zadośćuczynienie muszą być również dokonane dla zdrady wyraźnego nakazu Chrystusa, aby ewangelizować wszystkie narody bez wyjątku, przede wszystkim wśród narodu żydowskiego. Bo to do nich Chrystus po raz pierwszy posłał swoich Apostołów,

    Jeśli Pasterze Kościoła odmawiają pokuty za duchowy pożar w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat i za zdradę powszechnego nakazu Chrystusa, by ewangelizować, to czy nie powinniśmy się obawiać, że Bóg może wysłać kolejny i bardziej szokujący znak, jak niszczycielski pożar czy trzęsienie ziemi, które zniszczyłoby Bazylikę Świętego Piotra w Rzymie? Bóg nie będzie bez końca i bezwstydnie szydzić z tak wielu Pasterzy Kościoła naszych czasów, poprzez zdradzenie Wiary, ich sykofilną służbę światu i ich neogórskie uwielbienie rzeczywistości doczesnych i ziemskich. Do nich również skierowane są te słowa Chrystusa: „Powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie, wszyscy także zginą” (Łk 13, 5)

    Niech ogień w katedrze Notre Dame w Paryżu, jakkolwiek smutny i godny pożałowania, rozpali na nowo – zwłaszcza w pasterzach Kościoła – miłość i gorliwość dla prawdziwej wiary katolickiej i żarliwą ewangelizację wszystkich, którzy jeszcze nie wierz w Chrystusa. I niech będą świadomi, że nie będą marginalizować i tchórzliwie wykluczać Żydów i muzułmanów z tej wyjątkowej formy miłości. Niech ogień w Notre Dame posłuży jako środek rozpalania w pasterzach Kościoła ducha prawdziwej pokuty, aby Bóg mógł udzielić wszelkiej łaski odnowy w prawdziwej wierze i prawdziwej miłości do Chrystusa, naszego Pana , Nasz Bóg i nasz Zbawiciel.

    Kiedy katedra Notre Dame w Paryżu zaczęła płonąć, była grupa wiernych, wśród nich dzieci i młodzież, którzy klękali na ziemi i śpiewali Zdrowaś Maryjo. Był to jeden z najbardziej wzruszających i duchowo potężnych znaków pośród wielkiej tragedii. Niech Matka Boża, Wspomożycielka Chrześcijan, wstawia się za nami, aby Pasterze Kościoła mogli z pomocą wiernych świeckich odbudować duchowe ruiny w życiu Kościoła w naszych czasach. W Kościele, podobnie jak w Paryżu, proces naprawy i odbudowy jest znakiem nadziei.

    17 kwietnia 2019 r

    + Athanasius Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji św. Marii w Astanie

    ŹRÓDŁO: https://www.gloriadei.io/some-considerations-on-the-conflagration-of-the-cathedral-notre-dame-in-paris/

    Tłumaczenie translator gogle

  17. Kard. Ottaviani, Kard. Bacci
    Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae

    Rzym, 25 września 1969 r.

    Ojcze Święty!

    Po przeanalizowaniu, we współpracy z innymi teologami, Novus Ordo Missae, który został przygotowany przez ekspertów Komisji ds. Wcielenia Konstytucji o Liturgii, po modlitwie i długim namyśle, czujemy się w obowiązku wobec Boga i Waszej Świątobliwości zakomunikować następujące spostrzeżenia:

    1.Jak dostatecznie udowadnia załączona krótka analiza krytyczna, będąca dziełem grupy doborowych teologów, liturgistów i duszpasterzy, Novus Ordo Missae – biorąc pod uwagę elementy nowe i podatne na rozmaite interpretacje, ukryte lub zawarte w sposób domyślny – tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XX sesji Soboru Trydenckiego. Ustalając raz na zawsze kanony rytu, Sobór ten wzniósł zaporę nie do pokonania przeciw wszelkim herezjom atakującym integralność tajemnicy Eucharystii.

    2.Nie wydaje się, by argumenty natury duszpasterskiej, do których odwoływano się dla uzasadnienia tak poważnego zerwania, były dostateczne, nawet jeśli uznać, że wolno je przeciwstawiać argumentom doktrynalnym. W Novus Ordo Missae pojawia się tyle nowości, zaś z drugiej strony, tyle rzeczy odwiecznych zostaje zepchniętych na dalszy plan lub przesuniętych na inne miejsce – jeśli zostało dla nich jeszcze jakieś miejsce – że grozi to, iż pewna wątpliwość, która wkrada się, niestety, do niektórych środowisk, wzmocni się i przerodzi w pewnik. Uważa się bowiem, że prawdy Wiary, wyznawane od zawsze przez wierny lud, można zmieniać lub pomijać milczeniem i nie będzie to zdradą świętego depozytu nauczania Kościoła, z którym wiara katolicka związana jest na zawsze. Ostatnie reformy stanowią wystarczający dowód na to, że nie da się wprowadzić nowych zmian w liturgii, nie powodując kompletnej dezorientacji u wiernych, którzy wyraźnie okazują, że są im one nieznośne i niezaprzeczalnie osłabiają ich wiarę. Przejawem tego wśród najlepszej części duchowieństwa jest dręcząca rozterka sumienia, czego niezliczone świadectwa napływają do nas codziennie.

    3.Jesteśmy pewni, że nasze spostrzeżenia, dla których natchnieniem jest to, co słyszymy z ust pasterzy i wiernych, znajdą odzew w ojcowskim sercu Waszej Świątobliwości, zawsze pełnym głębokiej troski o duchowe potrzeby dzieci Kościoła. Jeśli jakieś prawo okazuje się szkodliwe, to poddani, dla których dobra się je stanowi, mają prawo – a nawet obowiązek – prosić prawodawcę, z synowską ufnością, o jego odwołanie.

    Dlatego też błagamy gorąco Waszą Świątobliwość – w chwili, gdy czystość Wiary i jedność Kościoła narażone są przez tak okrutne rozdarcia i rosnące niebezpieczeństwa, które codziennie znajdują odgłos w zasmuconych słowach Ojca nas wszystkich – abyś zechciał nie pozbawiać nas możliwości uciekania się do nieskazitelnego i obfitującego w łaski Mszału św. Piusa V, tak otwarcie sławionego przez Waszą Świątobliwość i tak głęboko ukochanego i otaczanego czcią przez cały świat katolicki.

    + Alfred kardynał Ottaviani

    + Antoni kardynał Bacci

    Rozdział I

    Zwołany w Rzymie w październiku 1967 roku Synod Biskupi miał wypowiedzieć się na temat eksperymentalnego odprawiania tzw. mszy normatywnej. Owa Msza, opracowana przez Concilium ad exequendam Constitutionem de Sacra Liturgia (Komisję ds. realizacji soborowej Konstytucji o liturgii), wywołała wśród członków Synodu ogromne zakłopotanie. Na ogólną liczę 187 głosujących wielu wyraziło żywy sprzeciw (43 głosujących non placet) oraz liczne i poważne zastrzeżenia (67 głosów iuxta modum), a 4 wstrzymało się od głosu. Światowe agencje informacyjne mówiły o „odrzuceniu” proponowanej Mszy przez Synod, zaś prasa postępowa pominęła to wydarzenie milczeniem. Pewne znane czasopismo, przeznaczone dla biskupów i wyrażające ich nauczanie, streściło nowy ryt tymi słowami: „Pragnie się całkowicie wymazać katolicką teologię Mszy Świętej. Zbliżamy się w głównych zarysach do teologii protestanckiej, która niszczy ideę Mszy jako Ofiary”.
    W promulgowanym 3 kwietnia 1969 r. konstytucją apostolską Missale Romanum Novus Ordo Missae, odnajdujemy identyczną w swej istocie „Missa Normativa”. Nie wydaje się, by w międzyczasie konferencje biskupów były oficjalnie konsultowane w tej sprawie.
    Konstytucja apostolska Missale Romanum stwierdza, że dawny mszał, promulgowany przez św. Piusa V (bullą Quo primum z 19 lipca 1570 r.), sięgający jednakże w znacznej części do Grzegorza Wielkiego, a nawet jeszcze wcześniej[1], przez cztery stulecia stanowił normę odprawiania Najświętszej Ofiary dla kapłanów obrządku łacińskiego. Konstytucja apostolska Missale Romanum dodaje, iż Mszał ten, powszechnie przyjęty na całym świecie, był źródłem, „w którym wielu świętych znalazło obfitą pożywkę dla swej pobożności”. Tymczasem, wedle tej samej konstytucji, reforma, która chce ów Mszał definitywnie wycofać z użycia, stała się konieczna „jako, że od tego czasu zamiłowanie do kultury liturgicznej zaczęło upowszechniać się i utrwalać wśród ludu Bożego”.
    To ostatnie stwierdzenie zawiera w sposób oczywisty poważną dwuznaczność. Jeśli bowiem lud chrześcijański kiedykolwiek wyrażał jakieś pragnienie, to raczej wtedy, gdy (w głównej mierze dzięki zasługom wielkiego św. Piusa X) począł on odkrywać prawdziwe i nieśmiertelne skarby zawarte w liturgii. Lud nigdy nie domagał się zmiany lub okaleczenia liturgii dla lepszego jej zrozumienia. Jedyne czego oczekiwał, to lepszego zrozumienia jednej i niezmiennej liturgii, nie zaś jej reformy.
    Mszał św. Piusa V, darzony szacunkiem przez wszystkich katolików, tak księży, jak i świeckich, był zawsze niezmiernie drogi ich sercom. Nie wiadomo w czym używanie tego Mszału z odpowiednimi objaśnieniami mogło stanowić przeszkodę dla pełniejszego uczestnictwa i większego zrozumienia świętej liturgii. Trudno też zrozumieć dlaczego, przy całym uznaniu jego zasług, uznano, że jest on już niezdolny podsycać liturgiczną pobożność chrześcijan.
    Biorąc pod uwagę, że odrzucona przez Synod „Missa Normativa”, którą dziś się ponownie narzuca w postaci Novus Ordo Missae nie została poddana pod zbiorowy osąd Konferencji Biskupich, zaś lud chrześcijański (szczególnie w krajach misyjnych) nie życzył sobie jakiejkolwiek reformy Mszy Św., nie widać zatem żadnych powodów dla nowej legislacji, która obaliła niezmienną tradycję sięgającą IV-V wieku, co zresztą przyznaje sama konstytucja. Skoro nie ma żadnych racji mogących usprawiedliwić podobną reformę, jest ona zatem pozbawiona wszelkiej racjonalnej podstawy zdolnej ją uzasadnić i sprawić, że mogłaby zostać przyjęta przez katolików.
    Sobór Watykański II wyraził wyraźne pragnienie w 50 konstytucji „Sacrosanctum Concilium”, by porządek Mszy Św. tak przerobić, „aby wyraźniej uwidocznić właściwe znaczenie i wzajemny związek poszczególnych części”. Zobaczymy w jaki sposób Novus Ordo odpowiada na te życzenia, po których nie pozostaje rzec można ani śladu.
    Szczegółowa analiza Novus Ordo wykazuje tak poważne zmiany, że pozwalają one przyłożyć doń ten sam osąd, co na temat „Missa Normativa”. Novus Ordo Missae zostało skonstruowane tak, że w wielu punktach może zadowolić najbardziej modernistycznych protestantów.

    Rozdział II

    Zacznijmy od definicji Mszy świętej. W paragrafie nr 7, który otwiera drugi rozdział Institutio generalis (Ogólnego wprowadzenia do nowego Mszału) zatytułowany De structura Missae, znajdujemy następującą definicję: „Uczta Pańska lub inaczej Msza, to święta synaksa albo zgromadzenie ludu Bożego, który jednoczy się pod przewodnictwem kapłana, by celebrować pamiątkę Pańską[2]. Dlatego też do każdego zgromadzenia lokalnego Kościoła doskonale odnosi się obietnica Chrystusa: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20)”.
    Definicja Mszy została zatem sprowadzona do pojęcia „uczty”, które nieustannie przewija się w tekście (IG 8, 48, 55d, 56). Ponadto ową „ucztę” określa się jako zgromadzenie zebrane pod przewodnictwem kapłana, w celu sprawowania pamiątki Pańskiej, wspominając wydarzenia Wielkiego Czwartku. Żaden z tych elementów nie zawiera w sobie dogmatów: rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, rzeczywistości ofiary, sakramentalnego charakteru dokonującego konsekracji kapłana, ani wewnętrznej wartości Ofiary Eucharystycznej, niezależnej od obecności zgromadzenia[3].
    Jednym słowem, nowa definicja nie zawiera żadnego z zasadniczych dogmatów dotyczących Mszy Św., które zebrane razem stanowią prawdziwą jej definicję. Celowe ich pominięcie w tym miejscu jest równoznaczne z ich „prześcignięciem” i negacją, przynajmniej w praktyce[4].
    W drugiej części tego paragrafu stwierdza się – pogłębiając jeszcze bardziej już i tak głęboką dwuznaczność – że obietnica Chrystusa („Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”), doskonale odnosi się do zgromadzenia, które stanowi Mszę. W ten sposób obietnica, która dotyczy duchowej obecności Chrystusa przez jego łaskę, postawiona została jakościowo na równi – wyjąwszy większe jej natężenie – z substancjalną i fizyczną obecnością w sakramencie Eucharystii.
    Następujący bezpośrednio po tym paragraf (nr 8) dzieli Mszę na Liturgię Słowa i Liturgię Eucharystyczną. Towarzyszy temu stwierdzenie, że na Mszy przygotowuje się „stół Słowa Bożego” i „stół Ciała Chrystusa”, tak że wierni „są pouczani i posilani”. To zrównanie dwu części liturgii, zupełnie jakby chodziło o dwa znaki o równej wartości symbolicznej, jest zupełnie nieuzasadnione. Do sprawy tej jeszcze powrócimy.
    W „Institutio generalis” znajduje się wiele określeń Mszy: są one do przyjęcia relatywnie, ale kiedy używa się ich w oderwaniu i bezwzględnie, jak to ma miejsce, należy je odrzucić. Oto niektóre z nich:
    – akcja Chrystusa i Ludu Bożego,
    – uczta Pańska albo Msza,
    – uczta Paschalna,
    – wspólne uczestnictwo w stole Pana,
    – pamiątka Pańska,
    – modlitwa eucharystyczna,
    – liturgia słowa i liturgia eucharystyczna, itp.

    Oczywiste jest, że twórcy Novus Ordo Missae OBSESYJNIE KŁADĄ NACISK NA „wieczerzę” i „pamiątkę”, nie zaś na bezkrwawe odnowienie ofiary Krzyżowej. Nawet formuła „pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pańskiego” jest niewłaściwa, ponieważ Msza jest pamiątką samej Ofiary, w której dokonuje się dzieło Odkupienia, zaś Zmartwychwstanie jest tylko jej owocem[5]. Zobaczymy dalej z jaką spójnością ponawia się i powtarza te same dwuznaczności w samych słowach przeistoczenia, i w ogóle w całym Novus Ordo.

    Rozdział III

    Przejdźmy teraz do celów Mszy św.

    1. Cel ostateczny.
    Ostatecznym celem Mszy jest ofiara na chwałę Trójcy Przenajświętszej, stosownie do słów Chrystusa, które tak określają pierwszy cel Wcielenia: „Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało” (Hbr 10, 5).
    W Novus Ordo cel ten zniknął:
    z offertorium, w którym nie ma już modlitwy „Suscipe Sancta Trinitas”;
    z zakończenia Mszy, które nie zawiera już modlitwy „Placeat tibi, Sancta Trinitas”;
    z Prefacji, ponieważ z cyklu niedzielnego znikła prefacja o Trójcy Św., którą zachowano tylko w uroczystość Trójcy Św., czyli raz w roku.

    2.Cel bezpośredni.
    Bezpośrednim celem Mszy św. jest ofiara przebłagalna. Także i on jest narażony na szwank, ponieważ zamiast podkreślać odpuszczenie grzechów żywych i umarłych, Novus Ordo kładzie nacisk na posilanie i uświęcanie obecnych (nr 54). To prawda, że Chrystus ustanowił sakrament Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy i złożył Siebie samego na ofiarę, aby nas z Nim jako Ofiarą zjednoczyć. Jednak ofiara ta poprzedza spożycie Najświętszego Sakramentu i ma już przed komunią sakramentalną pełną zbawczą wartość – owoc ofiary krzyżowej. Dowodem na to jest, że można uczestniczyć we Mszy nie przystępując w sposób sakramentalny do komunii[6].

    3 Cel immanentny
    Immanentny cel Mszy zasadza się na tym, że jest ona przede wszystkim ofiarą.
    Istotą każdej ofiary jest to, że musi się podobać Bogu i zostać przezeń przyjęta. W stanie grzechu pierworodnego żadna ofiara nie była odpowiednia, by mogła zostać przyjęta przez Boga, za wyjątkiem ofiary Chrystusa. Novus Ordo wynaturza ofiarowanie (offertorium) czyniąc z niego coś w rodzaju wymiany między człowiekiem a Bogiem: Człowiek przynosi chleb, zaś Bóg przemienia go w „chleb życia”, człowiek przynosi wino, a Bóg przemienia go w „napój duchowy”: „Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb (wino), owoc ziemi (winnego krzewu) i pracy rąk ludzkich, który dziś Tobie przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia (napojem duchowym)” [7].
    Nie ma potrzeby dodawać, że wyrażenia „chleb życia” i „napój duchowy” są zupełnie nieokreślone, i mogą oznaczać cokolwiek. Odnajdujemy tu tę samą zasadniczą dwuznaczność, co w definicji Mszy: tam jedynie duchowa obecność Chrystusa pośród swoich, tu zaś „duchowa” (a nie substancjalna) przemiana chleba i wina[8].
    Podobna gra dwuznaczności została wprowadzona do przygotowania darów, za sprawą zniesienia dwu pięknych modlitw. Pierwsza z nich, „Deus qui humanae substantiae dignitatem mirabiliter condidisti et mirabilius reformasti …”, przypominała stan pierwotnej niewinności człowieka oraz jego obecną kondycję istoty odkupionej krwią Chrystusa. Stanowiła
    ona krótkie i subtelne streszczenie całej ekonomii Ofiary, od Adama do czasów obecnych. Druga, końcowa modlitwa offertorium, towarzysząca przebłagalnemu ofiarowaniu kielicha, wyraża prośbę, aby ofiara wstąpiła „cum odore suavitatis” przed oblicze majestatu Bożego, i wzywa Jego miłosierdzia. Ona także stanowi znakomite streszczenie ekonomii Ofiary.
    Zniesienie nieustannego odniesienia do Boga w modlitwie eucharystycznej sprawia, że nie ma żadnej różnicy między ofiarą Boską a ludzką.
    Zniszczenie zwornika zmusza do wznoszenia zastępczych rusztowań; zniesienie rzeczywistego celu Mszy, zmusza do tworzenia celów fikcyjnych. Stąd gesty, które mają podkreślać związek między kapłanem a wiernymi, oraz między samymi wiernymi.
    Stąd, natychmiast doprowadzony do absurdu, zwyczaj składania w momencie ofiarowania Hostii darów na rzecz ubogich i Kościoła. Szczególny charakter prawdziwej Hostii zostanie zupełnie zatarty, zaś uczestnictwo w bezkrwawej ofierze Chrystusa zamieni się w spotkanie filantropów lub przyjęcie dobroczynne.

    Rozdział IV

    Przejdźmy do istoty Ofiary.
    Tajemnica Krzyża nie jest wyrażona dobitnie, ale w sposób niejasny, ukryty i niedostrzegalny dla ludu[9], z następujących powodów:

    1) Definicja „Modlitwy eucharystycznej”
    Sens tzw. „Modlitwy eucharystycznej” w Novus Ordo jest następujący: „aby całe zgromadzenie wiernych złączyło się z Chrystusem w wyznawaniu wielkich rzeczy Bożych i w składaniu ofiary” (nr 54).
    O jaką ofiarę tu chodzi? Kto ją składa? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Definicja „Modlitwy eucharystycznej” sprowadza się do poniższego: „Teraz rozpoczyna się centrum i szczyt całej celebracji: Modlitwa eucharystyczna, tzn. modlitwa dziękczynienia i uświęcenia” (nr 54). Skutek został zatem postawiony na miejscu przyczyny, o której nie wspomina się nawet słowem. Wyraźną wzmiankę o celu ofiary zawartą w modlitwie „Suscipe” zniesiono i nie zastąpiono niczym. Zmiana sformułowania jest przejawem zmiany doktryny.

    2) Zatarcie roli dogmatu rzeczywistej obecności.
    Przyczyna nieobecności wyraźnej wzmianki o ofierze, to ni mniej ni więcej, tylko zniesienie centralnej roli rzeczywistej obecności Chrystusa, tak dobrze uwidocznionej w tradycyjnej liturgii eucharystycznej. Rzeczywistą obecność wspomina się tylko w jednym miejscu: w przypisie, który stanowi jedyny cytat z Soboru Trydenckiego. Wzmianka ta odnosi się do
    rzeczywistej obecności, jako pokarmu (przyp. 63, nr 241). Nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki o rzeczywistej i trwałej obecności Chrystusa z Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem w przeistoczonych postaciach. Samo słowo „przeistoczenie” zostało całkowicie pominięte.
    Zniesione zostało wezwanie trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej – Ducha Św. („Veni Sanctificator”), aby zstąpił na dary ofiarne, by dokonać cudu Boskiej obecności, jak niegdyś zstąpił do łona Dziewicy. Wpisuje się to w system milczących zaprzeczeń i stopniowego pomniejszania rzeczywistej obecności.

    Z Novus Ordo wyeliminowane zostały:
    przyklęknięcia (pozostały tylko trzy przyklęknięcia kapłana i jedno wiernych – na przeistoczenie, od czego dopuszczane są wyjątki);
    puryfikacja palców kapłana nad kielichem;
    ochrona przed stykaniem się palców kapłana po konsekracji z rzeczami nieświętymi;
    puryfikacja naczyń świętych, która już nie musi być natychmiastowa, ani odbywać się na korporale;
    palka chroniąca kielich;
    wewnętrzne złocenie naczyń świętych;
    konsekracja ołtarza przenośnego (portatylu);
    poświęcony kamień i relikwie w ołtarzu przenośnym lub na „stole” w przypadku, kiedy Msza odprawia się poza miejscem świętym (ten ostatni punkt prowadzi wprost do „uczt eucharystycznych” w domach prywatnych);
    potrójny obrus na ołtarzu, zredukowany do pojedynczego;
    dziękczynienie w pozycji klęczącej (zastąpione groteskową praktyką dziękczynienia kapłana i wiernych na siedząco, co jest logiczną konsekwencją przyjmowania komunii na stojąco);
    wszystkie dawne przepisy na wypadek, gdyby konsekrowana Hostia upadła na ziemię, sprowadzone do niemal sarkastycznego „reverenter accipiatur” (nr 239);
    Wszystkie te zmiany nie są niczym innym, jak prowokacyjnym podkreśleniem cichego odrzucenia wiary w dogmat rzeczywistej obecności.

    3) Rola ołtarza (nr 262).
    Ołtarz niemal zawsze nazywany jest „stołem” [10]. „Ołtarz, albo stół Pański, który jest centrum całej liturgii eucharystycznej” (nr 49, por. 262). Uściślone jest, że powinien on być oddzielony od ściany w taki sposób, by dało się go obejść wkoło, i aby można było odprawiać Mszę twarzą do ludu. Podkreśla się również, że ołtarz winien być ośrodkiem zgromadzenia wiernych tak, by ich uwaga automatycznie zwracała się ku niemu. Jednak porównanie punktów nr 262 i 276 wydaje się wyraźnie wykluczać możliwość przechowywania w nim Najświętszego Sakramentu. Będzie to podkreśleniem niepowetowanej dychotomii między obecnością Najwyższego i Wiecznego Kapłana w odprawiającym Mszę kapłanie, oraz pod postaciami sakramentalnymi. Pierwotnie była to jedna i ta sama obecność[11].
    Obecnie zaleca się przechowywać Najświętszy Sakrament na uboczu, w miejscu odpowiednim dla pobożności wiernych, jak gdyby chodziło o jakieś relikwie. W ten sposób spojrzenia wchodzących do kościoła będą kierować się w pierwszym rzędzie nie na tabernakulum, ale na próżny i ogołocony stół. Po raz kolejny pobożności prywatnej przeciwstawia się pobożność liturgiczną, wznosi się jeden ołtarz przeciw drugiemu.
    Z wielkim naciskiem zaleca się, by hostie rozdawane podczas komunii były konsekrowane na tej samej Mszy. Zaleca się także używanie chleba dużych rozmiarów[12], tak by kapłan mógł rozdzielić jego część wśród wiernych. Jest to przejaw tego samego lekceważenia wobec tabernakulum i wobec wszelkich form pobożności eucharystycznej poza Mszą. Stanowi to kolejny poważny cios dla wiary w to, że rzeczywista obecność Chrystusa trwa tak długo, jak długo trwają konsekrowane postacie[13].

    4) Formuły konsekracji.
    Dawna formuła konsekracji była ściśle sakramentalna, nie zaś wyłącznie narratywna, na co wskazują trzy zasadnicze punkty:
    a) Tekst Pisma Św., który nie został podjęty słowo w słowo. Włączenie pawłowego „mysterium fidei” stanowi natychmiastowe wyznanie wiary kapłana w tajemnicę urzeczywistnianą przez Kościół za pośrednictwem hierarchicznego kapłaństwa.
    b) Interpunkcja i druk. W starym Mszale usytuowanie słów konsekracji po kropce i od nowego wiersz oznaczało przejście od trybu narracyjnego do sakramentalnego i twierdzącego. Ponadto słowa konsekracji pisane były większymi literami, pośrodku strony, często w innym kolorze, co wyróżnia je z kontekstu historycznego. Wszystko to nadaje im własne i niezależne znaczenie.
    c) Anamneza („Haec quotiescumque feceritis in mei memoriam facietis” – „To, ile razy czynić będziecie, na moją pamiątkę czyńcie”), która po grecku brzmi „eis ten emou anamnesin” („zwróceni ku mej pamiątce”). Odnosi się ona nie tylko do prostej pamiątki osoby Chrystusa, albo Ostatniej Wieczerzy, ale każe pamiętać to, co uczynił (haec… in mei memoriam facietis) i sposób w jaki to uczynił. Odnosi się do działającego Chrystusa, nie zaś do Jego pamiątki czy wydarzenia z przeszłości. Zastąpienie w Novus Ordo dawnej formuły przez pawłową („Hoc facite in meam commemorationem” – „To czyńcie na moją pamiątkę”), która codziennie będzie rozbrzmiewać w językach narodowych, spowoduje niechybnie u słuchających przeniesienie nacisku na pamiątkę Chrystusa jako cel akcji eucharystii, podczas gdy jest ona jej źródłem. Idea pamiątki bądź wspomnienia niezadługo zajmie miejsce pojęcia rzeczywistej akcji sakramentalnej[14].
    Tryb narracyjny jest podkreślony przez określenie konsekracji jako „narratio institutionis” (opowiadanie ustanowienia – nr 55d) oraz przez definicję anamnezy, gdzie stwierdza się, że „Kościół sprawuje pamiątkę Chrystusa” (55c).
    Jednym słowem, skutkiem teorii zawartej w epiklezie, zniekształcenia słów konsekracji oraz anamnezy jest zmiana modus significandi słów konsekracji. Brzmią one odtąd w ustach kapłana jak gdyby stanowiły tylko historyczną narrację, nie zaś kategoryczne i afirmatywne stwierdzenie wypowiadane przez Tego, w którego osobie kapłan działa: „Hoc est Corpus meum” (a nie: „Hoc est Corpus Christi”)[15].
    Aklamacja ludu następująca natychmiast po konsekracji („Mortem tuam annuntiamus … donec venias” – „Głosimy śmierć Twoją … oczekując Twego przyjścia”) wprowadza pod płaszczykiem eschatologizmu tę samą dwuznaczność co do rzeczywistej obecności. Natychmiast, bez najmniejszej przerwy, głosi się oczekiwanie na drugie przyjście Chrystusa na końcu czasów, dokładnie w tej samej chwili, w której jest substancjalnie obecny na ołtarzu, zupełnie jak gdyby Jego prawdziwym przyjściem miało być dopiero tamto, nie zaś to we Mszy Św.
    Zostało to jeszcze bardziej uwypuklone w drugiej aklamacji do wyboru: „Quotiescumque manducamus panem hunc, et calicem bibimus mortem tuam annuntiamus donec venias” – „Ilekroć spożywamy ten chleb i pijemy z tego kielicha, śmierć Twoją głosimy, Panie Jezu, oczekując Twego przyjścia”. Pomieszanie różnych rzeczywistości: ofiary i spożywania komunii, rzeczywistej obecności i ponownego przyjścia Chrystusa sprawia, że dwuznaczność sięga tu szczytu[16].

    Rozdział V

    Przejdźmy do spełnienia ofiary.
    W Mszy katolickiej dokonuje się to za pośrednictwem czterech elementów. Są to w kolejności: Chrystus, kapłan, Kościół i wierni.

    1) Wierni w nowym rycie.
    Novus Ordo przypisuje wiernym funkcję autonomiczną, a tym samym całkowicie błędną, począwszy od definicji – „Msza jest to święta synaksa czyli zgromadzenie ludu Bożego”, po końcowe pozdrowienie ludu przez kapłana, wyrażające obecność Pana w zgromadzonej wspólnocie, „w którym to pozdrowieniu oraz odpowiedzi ludu przejawia się tajemnica zgromadzonego Kościoła” (nr 28).
    Prawdziwa obecność Chrytusa? Z pewnością, lecz tylko duchowa. Tajemnica Kościoła? Tak, lecz tylko jako zwykłego zgromadzenia, które jej pragnie i jest jej znakiem.
    Powraca to nieustanie: w przesadnym podkreślaniu wspólnotowego charakteru Mszy (nr 74-152), w niesłychanym dotychczas rozróżnieniu między Mszą z ludem („cum populo”) i Mszą bez ludu („sine populo”) (nr 203-231), w definicji „modlitwy powszechnej albo modlitwy wiernych” (nr 45), gdzie po raz kolejny podkreśla się „funkcję kapłańską” ludu (populus sui sacerdotii munus exercens), przedstawioną w sposób dwuznaczny z powodu pominięcia wzmianki o podporządkowaniu kapłaństwu hierarchicznemu. To kapłan, poświęcony pośrednik, przedstawia wszelkie intencje wiernych w modlitwach Kanonu rzymskiego – „Te igitur” i „Memento”.
    W Modlitwie Eucharystycznej III („Zaprawde święty jesteś Boże”, str. 123) mówi się do Boga wprost: „nie przestawaj gromadzić twego ludu, aby od wschodu do zachodu słońca składał Tobie ofiarę czystą”. To „aby” (ut) każe przypuszczać, że elementem niezbędnym dla odprawiania Mszy jest raczej lud niż kapłan. Zaś ponieważ nawet w tym miejscu nie uściśla się kto składa ofiarę[17], powstaje wrażenie, że lud posiada autonomiczną władzę kapłańską. W tej sytuacji nie należy się dziwić, jeśli niedługo pozwoli się, by lud wygłaszał słowa konsekracji razem z kapłanem (co zresztą tu i ówdzie ma już miejsce).

    2)Kapłan w nowym rycie.
    Rola kapłana została umniejszona, wykrzywiona i zafałszowana. Po pierwsze, w odniesieniu do ludu jawi się on raczej jako przewodniczący czy brat, niż poświęcony sługa Boży celebrujący w osobie Chrystusa (in persona Christi). W stosunku do Kościoła jest jednym z wielu, „kimś z ludu”. Definicja epiklezy (nr 55c) przypisuje wezwania całemu Kościołowi bezosobowo – rola kapłana znika.
    W odmawianym odtąd wspólnie „Confiteor”, kapłan nie pełni już roli sędziego, świadka i orędownika u Boga. Logicznym następstwem jest to, że kapłan nie udziela już rozgrzeszenia, które faktycznie zostało zniesione. Kapłan zostaje włączony pomiędzy „braci”. Nawet ministrant w „Confitor” we Mszy bez ludu zwraca się do niego w ten sposób.
    Jeszcze przed ostatnią reformą zniesiono rozróżnienie między komunią wiernych a komunią kapłana, czyli chwilą, gdy Najwyższy i Wieczny kapłan oraz ten, który działa w Jego osobie, łączą się, by tak rzec, w ścisłym związku, co stanowi jednocześnie dopełnienie Ofiary.
    Nie wspomina się odtąd ani słowem władzy kapłana jako ofiarnika ani tego, że to przezeń dokonuje się akt konsekracji i urzeczywistnia obecność Chrystusa w Eucharystii. Jawi się on jako niewiele więcej, niż protestancki minister.
    Zniesienie lub dowolność w używaniu szat litugicznych (w pewnych wypadkach wystarczy tylko alba i stuła – nr 298) jeszcze bardziej zaciera utożsamienie kapłana z Chrystusem. Kapłan nie jawi się już jako przyobleczony w pełnię Jego władz, lecz jako zwykły „oficer”, którego jeden czy dwa galony ledwie co wyróżniają z tłumu[18]: „nieco bardziej człowiek, niż inni”, by przytoczyć mimowolnie humorystyczny zwrot pewnego współczesnego kaznodziei[19]. Tak jak w wypadku oddzielenia ołtarzy, po raz kolejny rozdziela się to, co Bóg połączył: jedyne Kapłaństwo Słowa Bożego.

    3) Kościół i jego odniesienie do Chrystusa w nowym rycie.
    W Novus Ordo tylko raz, w przypadku Mszy „sine populo”, przyznaje się, że Msza to „akcja Chrystusa i Kościoła” (nr 4, por. „Presb. Ord.” nr 13). Natomiast w przypadku Mszy „z ludem” uznaje się, że jej celem jest jedynie „sprawowanie pamiątki Chrystusa” i uświęcanie obecnych. Paragraf 60 brzmi: „Odprawiający kapłan łączy ze sobą lud, składając ofiarę
    Bogu Ojcu przez Chrystusa w Duchu Świętym”, podczas gdy należało raczej stwierdzić: „łączy lud z Chrystusem, który sam Siebie składa w ofierze Bogu Ojcu w Duchu Świętym”.
    W tym samym kontekście należy umieścić:
    opuszczenie zwrotu „Przez Chrystusa Pana naszego”, który był dla Kościoła gwarancją, że jego modlitwa zostanie zawsze wysłuchana (J 14, 13-14; 15, 16; 16, 23-24);
    przesadny „paschalizm”, czy nacisk położony na Zmartwychwstanie i Wielkanoc, jak gdyby ekonomia łaski nie miała innych, równie ważnych aspektów;
    wątpliwy i obsesyjny eschatologizm, którzy sprowadza łaskę, rzeczywistość zarazem teraźniejszą i wieczną, do rzędu czegoś doczesnego. Stąd takie zwroty jak „lud w marszu”, „Kościół pielgrzymujący” – nie zaś wojujący z potęgą ciemności – ku przyszłości, która nie jest już związana z wiecznością (tzn. z wieczną teraźniejszością), ale z prawdziwą przyszłością doczesną.
    Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół jako taki został upokorzony za sprawą zwrotu, który w Modlitwie Eucharystycznej IV zastąpił modlitwę „za wszystkich prawowiernych i zachowujących katolicką apostolską wiarę”. Brzmi ona teraz ni mniej ni więcej tylko: „za wszystkich szczerym sercem szukających Ciebie”.
    Podobnie memento za zmarłych nie wspomina już tych, którzy odeszli „ze znakiem wiary i śpią snem pokoju”, ale po prostu „zmarłych w pokoju Chrystusa”. Łączy się z nimi rzeszę „wszystkich zmarłych, których wiarę Ty jeden znałeś”, co stanowi kolejny zamach na widzialność i jedność Kościoła.
    W żadnej z trzech nowych modlitw eucharystycznych nie ma najmniejszej wzmianki o cierpieniach dusz czyścowych, w żadnej z nich nie ma miejsca na jakieś szczególne wspomnienie, co po raz kolejny osłabia wiarę w przebłagalną i odkupieńczą naturę Najświętszej Ofiary[20].
    Wszechobecne przemilczenia rzeczy świętych pomniejszają tajemnicę Kościoła, zwłaszcza w aspekcie świętej hierarchii: w drugiej części nowego, zbiorowego „Confiteor” aniołowie i święci rozpływają się w anonimowości, zaś w pierwszej znikają jako świadkowie i sędziowie w osobie św. Michała Archanioła[21]. Hierarchie anielskie znikają także w sposób bezprecedensowy z nowej prefacji II Modlitwy Eucharystycznej. W „Communicantes” zniesiono wspomnienie świętych papieży i męczenników – fundamentu Kościoła Rzymskiego – którzy bez wątpienia przekazali liturgiczną tradycję apostolską i sprawili, że za św. Grzegorza Wielkiego przybrała ona postać rytu rzymskiego. W „Libera nos” zniesiono wszelkie wzmianki o Najświętszej Maryi Pannie, Apostołach i wszystkich świętych, tak że nie prosi się ich o wstawiennictwo nawet w niebezpieczeństwie.
    Idea jedności Kościoła jest zagrożona z jeszcze jednego powodu: z całego Novus Ordo, w tym także z trzech nowych modlitw eucharystycznych (jedyny wyjątek to „Communicantes” w Kanonie Rzymskim), odważono się usunąć imiona świętych Apostołów Piotra i Pawła, założycieli Kościoła Rzymskiego, a także imiona innych Apostołów, którzy stanowią kamień węgielny oraz znak jednego i powszechnego Kościoła.
    Wyraźny zamach na dogmat świętych obcowania jest zniesienie wszystkich pozdrowień (np. „Pan z wami”) i końcowego błogosławieństwa we Mszach bez ministranta, oraz „Ite Missa est”[22] we Mszy z samym tylko ministrantem.
    Podwójny „Confiteor” unaoczniał, że kapłan – przywdziany w szaty sługi Chrystusowego i w głębokim pokłonie – uznaje się za niegodnego tak wzniosłej misji, niegodnego „tremendum mysterium” czyli straszliwych tajemnic, które ma sprawować, a nawet przystąpienia do Świętego Świętych („Aufer a nobis”). Dlatego w „Oramus te” wzywa wstawiennictwa męczenników, których relikwie znajdują się w ołtarzu. Obie te modlitwy zostały zniesione. Uwagi dotyczące zniesienia podwójnego „Confiteor” i oddzielnej komunii kapłana zachowują i tu swą aktualność.
    Sprofanowaniu uległy także przepisy dotyczące odprawiania Ofiary, które wynikają z jej świętego charakteru. Kiedy np. Mszę odprawia się poza budynkiem sakralnym, ołtarz można zastąpić zwykłym stołem bez kamienia ołtarzowego ani relikwi, przykrytym jednym tylko obrusem zamiast trzech (nr 260, 265). Tu także zachowują wagę spostrzeżenia poczynione wyżej na temat rzeczywistej obecności: aspekt „uczty” i Ofiary wieczerzy został oddzielony od rzeczywistej obecności.
    Desakralizacja i profanacja sięgają szczytu z powodu nowych, często groteskowych zachowań w momencie ofiarowania, położenia akcentu na zwykły chleb zamiast przaśnego, dopuszczenie ministrantów (a nawet świeckich, podczas komunii pod dwiema postaciami) do dotykania świętych naczyń (nr 244). W kościele powstaje nieprawdopodobna atmosfera: bez ustanku przewija się korowód księży, diakonów, subdiakonów, psalmistów, komentatorów (sam kapłan zamienił się zresztą w komentatora, gdyż bez przerwy zachęca się go, by „objaśniał” to, co się dzieje na ołtarzu), lektorów (mężczyzn i kobiet), ministrantów i świeckich zajmujących się witaniem wiernych przy drzwiach i towarzyszeniem im na miejsca, zbieraniem na tacę, przynoszeniem darów na ofiarowanie. Zaś w epoce szaleństwa „powrotu do Pisma Świętego” pojawia się – całkowicie wbrew Staremu Testamentowi i nauczaniu św. Pawła – „mulier idonea”, którą po raz pierwszy w tradycji Kościoła dopuszcza się do czytań liturgicznych oraz wykonywania „innych posług poza prezbiterium” (nr 70). Do tego dochodzi prawdziwa mania koncelebrowania, której skutkiem będzie zniszczenie pobożności eucharystycznej kapłana, oraz usunięcie w cień i rozmycie w kolektywie koncelebrujących centralnej postaci w liturgii, tzn. Chrystusa – jedynego Kapłana i Ofiary[23].

    Rozdział VI

    Ograniczyliśmy się tu jedynie do pobieżnej analizy Novus Ordo Missae w miejscach, w których najpoważniej oddala się od teologii katolickiej Mszy św. Nasze spostrzeżenia odnoszą się przede wszystkim do najbardziej typowych błędów. Całkowita ocena niebezpieczeństw, pułapek i innych destrukcyjnych z duchowego i psychologicznego punktu widzenia elementów, zawartych w tak w tekście, jak w rubrykach czy komentarzach nowego rytu, wymaga innej, o wiele szerszej pracy.
    Nie zajęliśmy się tu szczegółowo nowymi kanonami, ponieważ ich forma i treść były już wielokrotnie przedmiotem krytyki przez kompetentne autorytety. Zauważmy, że drugiego z nich[24], który już zdążył wywołać wśród wiernych zgorszenie swą zwięzłością, mógłby z czystym sumieniem używać kapłan niewierzący ani w transsubstancjację, ani w ofiarny charakter Mszy św., a zatem nadaje się on znakomicie do celebrowania przez protestanckich ministrów.
    Nowy Mszał został przedstawiony w Rzymie jako „bogaty materiał duszpasterski”, „tekst bardziej duszpasterski, niż jurydyczny”, który konferencje biskupów mogą opracowywać, zgodnie z okolicznościami i charakterem poszczególnych narodów. Zresztą zadaniem pierwszej sekcji nowej Kongregacji Kultu Bożego ma być „wydawanie i ciągła rewizja ksiąg liturgicznych”. Ostatni numer oficjalnego biuletynu Instytutów Liturgicznych Niemiec, Szwajcarii i Austrii[25] stwierdza: „teskt łaciński należy przetłumaczyć na języki narodowe, a styl „rzymski” musi zostać dopasowany do indywidualnego charakteru poszczególnych Kościołów lokalnych. To co zostało pomyślane jako ponadczasowe, trzeba będzie dopasować do zmiennego kontekstu konkretnych sytuacji, do nieustannych wahań Kościoła powszechnego i jego niezliczonych zgromadzeń”.
    Sama konstytucja apostolska, wbrew wyraźnemu życzeniu Soboru Watykańskiego II, zadaje ostateczny cios językowi powszechnemu, stwierdzając wyraźnie, że „pośród tylu różnych języków, jedna (?) i ta sama modlitwa wszystkich będzie się wznosić, nad wszelkie kadzidło wonniejsza”.
    Śmierć łaciny jest zatem przypieczętowana. Logiczną konsekwencją, zwłaszcza wobec możliwości dowolnego wybierania między innymi tekstów introitu i graduału, jest śmierć śpiewu gregoriańskiego, mimo że Sobór uznał go „za własny śpiew liturgii rzymskiej” („Sacros. Conc.” nr 116), nakazując, by „zajmował pierwsze miejsce” (ibid.).
    Nowy ryt od początku jawi się jako pluralistyczny i eksperymentalny, zależny od czasu i miejsca. Skoro jedność kultu została definitywnie zerwana, na czym zasadzać się będzie związana z nią jedność wiary, którą wciąż nazywa się czymś istotnym, czego należy bezkompromisowo bronić?
    Jest rzeczą oczywistą, że Novus Ordo nie chce już reprezentować wiary Soboru Trydenckiego. Jednak z tą właśnie wiarą katolickie sumienie związane jest na zawsze. Promulgowanie Novus Ordo stawia zatem prawdziwych katolików wobec tragicznej konieczności wyboru.

    Rozdział VII

    Konstytucja apostolska wspomina wyraźnie o duchowym i doktrynalnym bogactwie, które Novus Ordo zapożyczył ponoć z Kościołów Wschodnich. Wygląda na to, że skutkiem będzie jedynie odepchnięcie zaszokowanych wiernych obrządków wschodnich – tak duch nowego rytu jest od nich odległy, a nawet całkowicie przeciwny. Na czym polegają owe ekumeniczne zapożyczenia? W głównych zarysach: na wielości modlitw eucharystycznych (anafor) (bo przecież nie na ich pięknie, ani bogactwie), na obecności diakona i na komunii pod dwiema postaciami. Z drugiej strony wygląda na to, że chciano rozmyślnie wyeliminować wszystko to, co w liturgii rzymskiej było najbliższe Kościołom wschodnim[26], a jednocześnie – negując odrębny i prastary charakter rzymski – zrezygnować ze wszystkiego, co stanowiło jej własne i najcenniejsze duchowe bogactwo. Zastąpiono je elementami, które ją umniejszają i zbliżają do niektórych rytów protestanckich (i to bynajmniej nie tych najbliższych katolicyzmowi), oddalając w ten sposób od Kościołów wschodnich, czego świadectwem były już ostatnie reformy.
    Z drugiej strony nowa liturgia bardzo ucieszy wszystkie grupy stojące na krawędzi apostazji, które pustoszą Kościół, zatruwając jego organizm i atakując jedność doktrynalną, liturgiczną, moralną i dyscyplinarną, pośród duchowego kryzysu bez precedensu w historii.

    Rozdział VIII

    Św. Pius V dołożył starań (jak przypomina konstytucja apostolska), aby wydanie Mszału Rzymskiego było narzędziem jedności wśród katolików. Zgodnie z zaleceniami Soboru Trydenckiego, miał on zapobiec, aby do liturgii nie zakradły się żadne groźne błędy przeciwko wierze, rozsiewane wówczas przez protestancką Reformację. Motywy, które kierowały św. Piusem V były tak istotne, że święta i niemal prorocza formuła zawarta w bulli promulgującej Mszał Rzymski wydaje się być na miejscu bardziej niż kiedykolwiek: „Jeśli ktokolwiek ośmieliłby się próbować podnieść nań rękę, niech mu będzie wiadomo, że narazi się na gniew Wszechmogącego Boga i świętych Apostołów Piotra i Pawła” („Quo primum”, 13 lipca 1570 r.)[27].
    Podczas oficjalnej prezentacji Novus Ordo w watykańskiej sali prasowej miano czelność twierdzić, że racje Soboru Trydenckiego są dziś już nieaktualne. Nie tylko, że nie straciły nic ze swej aktualności, lecz ponadto – nie wahamy się otwarcie powiedzieć – pojawiły się nowe, o wiele poważniejsze. To właśnie, aby stawić czoła niebezpieczeństwom, które z wieku na wiek zagrażają czystości depozytu wiary („depositum custodi, devitans profanas vocum novitatis”, 1 Tim 6, 20), Kościół otoczył go murem obronnym definicji dogmatycznych i orzeczeń doktrynalnych. Te zaś znalazły oddźwięk w liturgii, która stała się krok po kroku pomnikiem integralnej wiary Kościoła. Pragnienie powrotu za wszelką cenę do dawnych form kultu, odtwarzając na zimno, in vitro, to co w pierwszych wiekach rodziło się spontanicznie pod wpływem łaski, oznacza popadnięcie w „niezdrowy archeologizm”, potępiony wyraźnie i w odpowiedniej chwili przez Piusa XII[28]. Równa się to – jak już widzieliśmy – pozbawieniu liturgii całego jej piękna i wszystkich zabezpieczeń teologicznych, nagromadzonych w przeciągu wieków[29], i to w jednej z bardzo krytycznych, być może najbardziej krytycznej ze wszystkich chwil w dziejach Kościoła.
    Dziś oficjalnie uznaje się, że podziały i schizmy istnieją już nie tylko na zewnątrz, ale w samym łonie religii katolickiej[30]. Jedność Kościoła jest nie tylko zagrożona, ale znajduje się w bardzo poważnym niebezpieczeństwie[31], zaś błędy przeciwko wierze nie tyle się wkradają, co są narzucane za sprawą liturgicznych nadużyć i aberracji, które również zostały zatwierdzone[32]. Wydaje się, że porzucenie tradycji liturgicznej, która przez cztery stulecia była znakiem i gwarancją jedności kultu, oraz zastąpienie jej inną – zdolną być jedynie znakiem podziału, ponieważ zezwala pośrednio na niezliczone swobody, zaś sama roi się od insynuacji i otwartych błędów przeciw czystości wiary katolickiej – stanowi, mówiąc oględnie, nieobliczalny błąd.

    Przypisy

    1. Msza jest prawdziwą, widzialną ofiarą, nie zaś zwykłym symbolicznym przedstawieniem: „Pan Nasz Jezus Chrystus… pragnął pozostawić Kościołowi… ofiarę widzialną, ażeby uobecniała krwawą ofiarę mającą się raz dokonać na krzyżu, aż do końca świata była jej trwałą pamiątką i przydzielała nam jej zbawczą moc odpuszczania grzechów codziennie przez nas popełnianych” (DS 1740, BF VII, 319).
    2. Pan Nasz Jezus Chrystus „ogłaszając się ustanowionym kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka [Ps 109, 4], ofiarował Bogu Ojcu ciało i krew swoją pod postaciami chleba i wina i pod symbolami tych rzeczy dał je do spożycia Apostołom – których wtedy ustanowił kapłanami Nowego przymierza – oraz im i ich następcom w kapłaństwie polecił składać ofiarę słowami: „To czyńcie na moją pamiątkę” [Łk 22, 9; 1 Kor 11, 24], jak to Kościół zawsze rozumiał i nauczał” (ibid.). Tym, który odprawia, zanosi dary i składa ofiarę jest wyświęcony kapłan, nie zaś lud Boży czy zgromadzenie: „Jeśli ktoś twierdzi, że tymi słowy: „To czyńcie na moją pamiątkę” [Łk 22, 9; 1 Kor 11, 24] Chrystus nie ustanowił Apostołów kapłanami, albo nie nakazał, by oni i inni kapłani ofiarowali Jego ciało i krew – niech będzie wyklęty” (kan. 2; DS 1752, BF VII, 330).
    3. Ofiara Mszy św. jest prawdziwą ofiarą przebłagalną, nie zaś jedynie „prostym wspomnieniem ofiary dokonanej na krzyżu”. Jeśli ktoś twierdzi, że ofiara Mszy św. jest tylko ofiarą pochwalną i dziękczynną, albo jedynie prostym wspomnieniem ofiary dokonanej na krzyżu, ale nie ofiarą przebłagalną, albo że przynosi korzyść samemu tylko przyjmującemu, i że nie powinna być ofiarowana za żywych i umarłych, za grzechy, kary, zadośćuczynienia i inne potrzeby – niech będzie wyklęty” (kan. 3; DS 1754, BF VII, 331).
    4. Należy być może przypomnieć, że odrzucenie choćby jednego zdefiniowanego dogmatu sprawia, że tym samym upadną i wszystkie inne, ponieważ burzy to samą zasadę nieomylności najwyższego i uroczystego Magisterium Kościoła, zarówno papieskiego jak i soborowego.
    5. Jeśli chodziło o podjęcie „Unde et memores”, jednej z modlitw Kanonu, to trzeba było dodać także Wniebowstąpienie. Lecz „Unde et memores” nie zaciera różnicy między różnorodnymi rzeczywistościami, ale je jasno i finezyjnie rozróżnia: „pamiętni.. tak na błogosławioną Mękę, jak Zmartwychwstanie, lecz i chwalebne Wniebowstąpienie…”.
    6. To przesunięcie akcentów przejawia się także w zaskakującym usunięciu z trzech nowych kanonów „Memento”, czyli wspomnienia zmarłych, a także wszelkich wzmianek o cierpieniach dusz czyściowych, w intencji których zanoszona jest ofiara przebłagalna.
    7. W encyklice „Mysterium Fidei” Paweł VI potępia zarówno błędy symbolizmu, jak i nowe teorie „transsygnifikacji” i „transfinalizacji”: „nie jest słusznym naleganie na aspekt znaku sakramentalnego, jak gdyby symbolizm, który bezsprzecznie zawiera się w Eucharystii, wyrażał i wyczerpywał całą naturę obecności Chrystusa w tym sakramencie… ani traktowanie o tajemnicy przeistoczenia bez wzmiankowania cudownej przemiany całej substancji chleba w Ciało Chrystusa i całej substancji wina w Krew Chrystusa, o czym mówi Sobór Trydencki, jak gdyby polegała ona, jak to niektórzy twierdzą, na samej tylko „transsygnifikacji” i „transfinalizacji” (A.A.S. LVII, str. 755).
    8. Encyklika „Mysterium Fidei” ujawnia i potępia wprowadzanie nowych formuł czy wyrażeń, które wprawdzie znajdują się w pismach Ojców lub magisterium, ale używane są jednoznacznie, w oderwaniu od całości doktryny katolickiej, z którą tworzą nierozerwalną jedność (np. „duchowe pożywienie”, „pokarm duchowy”, „napój duchowy”, etc.). Paweł VI przypomina, że „zachowując integralną wiarę, trzeba także zachować odpowiedni sposób wyrażania się, by wskutek posługiwania się niewyważonym słownictwem nie powstały, broń Boże, błędne opinie co do wiary w te nader wielkie prawdy” (BF VII, 344). Następnie Paweł VI cytuje św. Augustyna: „My zaś musimy mówić stosownie do pewnej zasady, aby ze swobody w słowach nie zrodziła się jakaś bezbożna opinia także co do rzeczy, które oznaczają” („De Civ. Dei”, X, 23). Następnie Papież mówi: „Należy zachowywać sposób wyrażania się, który Kościół – nie bez pomocy Ducha Świętego – wypracował w przeciągu stuleci oraz zatwierdził powagą Soborów, i który niejednokrotnie stał się znakiem i sztandarem prawdziwej wiary. Niech nikt przeto nie waży się go dowolnie zmieniać pod pretekstem nowej nauki. (…) Podobnie jest nie do przyjęcia, aby ktokolwiek zmieniał na własną rękę formuły, w których Sobór Trydencki podał do wierzenia tajemnicę Eucharystii” (A.A.S. LVII, 1965, str. 758).
    9. Co stoi w wyraźnej sprzeczności z zaleceniami Vaticanum II („Sacros. Conc.” nr 48).
    10. Podstawowa funkcja ołtarza została uznana tylko raz (nr 259): „Ołtarz, na którym pod znakami sakramentalnymi uobecnia się ofiara krzyżowa”. Nie wydaje się, by ta jedna wzmianka wystarczyła, by usunąć wątpliwości wywołane nieustannym używaniem innego określenia.
    11. „Oddzielenie tabernakulum od ołtarza, to oddzielenie dwóch rzeczy, które z natury winny postać złączone” (Pius XII, Przemówienie na Międzynarodowym Kongresie Liturgicznym, Asyż � Rzym, 18 – 23 września 1956). Por. też „Mediator Dei”, I, 5.
    12. Novus Ordo z rzadka jedynie używa określenia „hostia”. Ten tradycyjny termin ma w księgach liturgicznych dokładne znaczenie tzn. „ofiara”. Jest to kolejnym przejawem uwypuklania jedynie aspektu „uczty” i „pożywienia”.
    13. Za sprawą typowego zjawiska, polegającego na zamianie i zastąpieniu jednej rzeczy drugą, rzeczywista obecność została zrównana z obecnością Chrystusa w głoszonym słowie (nr 7 i 54). Jednak ta druga jest zupełnie odmiennej natury, ponieważ trwa tylko in usu, tzn. w momencie, gdy proklamuje się Słowo Boże, podczas gdy obecność w Eucharystii jest stała, obiektywna i niezależna od przyjęcia sakramentu. Typowo protestanckie sformułowanie: „Bóg przemawia do swego ludu… Chrystus jest obecny w swoim słowie pośród swego ludu” (nr 33, por. „Sacros. Conc.” nr 33 i 7) ściśle mówiąc jest bez sensu, ponieważ obecność Boga w Jego słowie nie jest bezpośrednia, lecz zależna od aktu ducha ludzkiego i jego uwarunkowań, oraz ograniczona czasowo. Błąd ten nie pozostaje bez tragicznych konsekwencji: oznacza on stwierdzenie, a raczej podsunięcie myśli, że rzeczywista obecność jest zależna od użytku i znika razem z nim.
    14. Według „Institutio generalis” akcja sakramentalna urzeczywistnia się w chwili, gdy Jezus daje Apostołom „do spożycia” swe Ciało i Krew pod postaciami chleba i wina, nie zaś przez fakt konsekracji, i tym samym mistycznego oddzielenia Ciała od Krwi, co stanowi istotę eucharystycznej Ofiary (por. „Mediator Dei”, rozdz. 1, cz. II pt. „Kult eucharystyczny”).
    15. Słowa konsekracji, takie jakie widnieją w kontekście Novus Ordo, mogą być ważne na mocy intencji celebransa. Mogą jednak i nie być, ponieważ ich ważność nie wynika z mocy samej formuły sakramentalnej (ex vi verborum), lub ściślej ze znaczenia (modus significandi), jakie miały w dawnym mszale. Czy księża (już w niedalekiej przyszłości) pozbawieni tradycyjnej formacji, którzy zdadzą się na Novus Ordo, aby „czynić to co czyni Kościół”, będą zdolni ważnie konsekrować eucharystię? Można słusznie powątpiewać.
    16. Nie należy twierdzić, jak to czyni egzegeza protestancka, że wyrażenia te należą do tego samego kontekstu biblijnego. Kościół zawsze unikał zestawiania razem tych określeń właśnie po to, aby oddalić niebezpieczeństwo pomieszania odrębnych rzeczywistości, które wyrażają.
    17. Przeciw luteranom i kalwnistom, którzy twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są kapłanami, a zatem wszyscy mogą celebrować ucztę Pańską, zob. A. Tanquerey „Synopsis theologiae dogmatice” t. III, Desclée 1930: „Wszyscy kapłani i tylko oni są drugorzędnymi szafarzami ofiary Mszy Św. we właściwym tego słowa znaczeniu. Pierwszorzędnym szafarzem jest Chrystus. Wierni zaś składają ofiarę, lecz nie sensu stricto, a jedynie za pośrednictwem kapłanów” (por. Sobór Trydencki, sesja XXII kan. 2).
    18. Odnotujmy niewyobrażalną i katastrofalną w skutkach nowość: szaty liturgiczne w Wielki Piątek są koloru czerwonego, a nie czarnego (nr 308b), jak gdyby chodziło o wspomnienie któregoś z męczenników, a nie o znak żałoby całego Kościoła po jego świętym Założycielu.
    19. O. Roguet do dominikanek z Betanii w Plesschenet.
    20. W niektórych tłumaczeniach Kanonu rzymskiego „locus refrigerii, lucis et pacis” („miejsce ochłody, światłości i pokoju”) zostało oddane po prostu jako „stan” („szczęśliwość, światłość, pokój”). Co powiedzieć na zniknięcie wszelkich wzmianek o Kościele Cierpiącym?
    21. Pośród tej prawdziwej gorączki pominięć i zaniedbań tylko jedno ubogacenie: wspomnienie grzechu zaniedbania w Confiteor…
    22. O. Lecuyer mówił na konferencji, na której zostało przedstawione Novus Ordo, jak czystej wody racjonalista, o możliwości zamiany w Mszy bez ludu „Dominus vobiscum” i „Orate, fratres” w „Dominus tecum” i „Ora, frater”, „aby (we Mszy) nie pozostało nic, co nie odpowiada prawdzie”.
    23. Zauważmy na marginesie, że księżom wolno przyjmować komunię pod dwiema postaciami podczas koncelebry, nawet jeśli odprawiają Mszę przedtem lub potem.
    24. Którą przedstawiano jako „kanon Hipolita”, mimo że zachował zeń co najwyżej pewien wydźwięk w słownictwie.
    25. „Gottendienst”, nr 9, 14 maj 1969 r.
    26. Przychodzą tu na myśl, by wspomnieć tylko liturgię bizantyjską: nieskończenie długie, nalegające, powtarzane wielokrotnie modlitwy pokutne; uroczyste ryty przywdziewania szat liturgicznych przez kapłana i diakona; przygotowanie chleba i wina czyli proscomidia, które samo w sobie stanowi kompletny ryt; nieustanne wezwania w modlitwach, a nawet w offertorium, Najświętszej Maryi Panny, świętych i chórów anielskich, których podczas procesji z Ewangelią kapłan przyzywa jako niewidzialnych współcelebransów, i z którymi utożsamia się w Cherubikonie; ikonostas, który wyraźnie oddziela sanktuarium od świątyni, duchowieństwo od ludu;zakryta przed wzrokiem wiernych konsekracja, oczywisty symbol Niepoznawalnego, do którego odnosi się liturgia; postawa celebransa versus Deum, nigdy versus populum;nieustanne i głębokie oznaki adoracji postaci Eucharystycznych;zasadniczo kontemplacyjna postawa ludu.Ponadto fakt, że liturgia wschodnia nawet w najmniej uroczystej formie trwa ponad godzinę oraz zawiera nieustannie powtarzane określenia w rodzaju: „straszliwa i niewysłowiona liturgia”, „straszliwe, niebiańskie i ożywiające tajemnice” itp., mówi sam za siebie. Zauważmy wreszcie, że w liturgii św. Jana Chryzostoma i św. Bazylego aspekt „uczty” i „wieczerzy” jest wyraźnie podporządkowany aspektowi ofiary, podobnie jak we Mszy Rzymskiej.
    27. Podczas XIII sesji, w dekrecie o Eucharystii, Sobór Trydencki wyraził intencję „wyrwania z korzeniami kąkolu bezecnych herezji i schizm, które „nieprzyjazny człowiek” (Mt 13, 25) zasiał w nauce dotyczącej wiary, korzystania i czci Najświętszej Eucharystii, którą zresztą Zbawiciel Nasz pozostawił Kościołowi, jako symbol jego jedności i miłości, pragnąc aby łączyła ona razem i jednoczyła wszystkich chrześcijan” (DS 1635, BF VII, 288).
    28. Powracanie duchem i sercem do źródeł świętej liturgii to rzecz mądra i godna pochwały, ponieważ studiowanie tej dyscypliny przez sięganie do jej początków przyczynia się do lepszego zrozumienia świąt oraz znaczenia używanych formuł liturgicznych i świętych ceremonii. Jednak nie jest rzeczą mądrą ni godną pochwały sprowadzenie za wszelką cenę wszystkiego do starożytności. I tak zboczyłby z dobrej drogi ten, kto chciałby na przykład przywrócić ołtarzowi pierwotny kształt stołu, znieść całkowicie kolor czarny szat liturgicznych, usunąć z kościołów obrazy i figury świętych, ukazywać Zbawiciela na Krzyżu w taki sposób, aby ciało nie nosiło śladów okrutnego cierpienia i ukrzyżowania (…). Ten sposób myślenia i działania ożywiłby ów przesadny i niezdrowy pociąg do przeszłości, któremu dał początek nielegalny synod w Pistoi, i odnowiłby liczne błędy znajdujące się u korzeni tego psuedo-synodu, które Kościół, czujny strażnik powierzonego mu przez Boskiego Założyciela „depozytu wiary”, słusznie i prawnie odrzucił („Mediator Dei”, I, 5).
    29. Nie dajmy się zwieść twierdzeniu, że budowla Kościoła, która urosła wielka i majestatyczna na chwałę Bożą, jak Jego wspaniała świątynia, musi cofnąć się do swych pierwotnych, małych wymiarów, jak gdyby jedynie one były dobre i prawdziwe (Paweł VI, „Ecclesiam Suam”).
    30. Jakiś de facto schizmatycki ferment dzieli, rozszczepia i rozbija Kościół (Paweł VI, Homilia w Wielki Czwartek 1969).
    31. Także wśród nas istnieją „schizmy” i „rozdarcia”, na które wskazuje pierwszy list Św. Pawła do Koryntian, w przed chwilą odczytanym fragmencie (Paweł VI, ibid.).
    32. Jak wszystkim wiadomo, Soboru Watykańskiego II wyrzekają się dziś nawet ci, którzy niegdyś chwalili się jego ojcostwem. Opuścili oni Sobór zdecydowani „wysadzić w powietrze” jego treść podczas wprowadzania w życie, mimo że Ojciec Święty ogłosił podczas zamknięcia Soboru, że nie wnosi on żadnych nowości. Niestety, Stolica Apostolska z trudnym do wyjaśnienia pośpiechem zezwoliła, a nawet zachęcała, za pośrednictwem Komisji ds. Wcielenia Konstytucji o Liturgii („Consilium”), wciąż rosnącą niewierność wobec dokumentów soborowych. Przejawia się ona, począwszy od spraw na pierwszy rzut oka czysto formalnych (łacina, śpiew gregoriański, zniesienie czcigodnych rytów, etc.), a skończywszy na rzeczach prawdziwie istotnych, których usankcjonowanieniem jest Novus Ordo. Straszliwe konsekwencje, które staraliśmy się ukazać w niniejszym studium, znalazły oddźwięk – co jest o wiele bardziej katastrofalne ze względów psychologicznych – także w dziedzinie dyscypliny i kościelnego magisterium, podcinając szacunek i posłuszeństwo należne Stolicy Apostolskiej.

  18. Bp Athanasius Schneider, W kwestii papieża-heretyka

    Zagadnienie precyzyjnej procedury postępowania z papieżem-heretykiem nie zostało do tej pory w całej Tradycji katolickiej omówione w taki sposób, który choćby w przybliżeniu miał charakter powszechnej zgody. Do tej pory żaden papież ani żaden sobór ekumeniczny nie sformułował ani odnośnej doktrynalnej deklaracji, ani nie wydał wiążących norm kanonicznych określających procedurę postępowania z papieżem-heretykiem podczas pełnienia przez niego urzędu Piotrowego.

    W historii nie było przypadku papieża, który podczas pełnienia swojej posługi utraciłby urząd Piotrowy z powodu herezji lub oskarżenia o herezję. Papież Honoriusz I (625-638) został pośmiertnie ekskomunikowany przez trzy sobory ekumeniczne (Trzeci Sobór Konstantynopolitański w 681 r., Drugi Sobór Nicejski w 787 r. oraz Czwarty Sobór Konstantynopolitański w 870 r.) za to, że popierał heretycką doktrynę promotorów monoteletyzmu, przez co pomagał w szczerzeniu się tej herezji. W liście potwierdzającym dekrety Trzeciego Soboru Konstantynopolitańskiego święty Leon II, papież (+682-683), nałożył anatemę na papieża Honoriusza („anathematizamus Honorium”) stwierdzając, że jego poprzednik „Honoriusz, zamiast dążyć do oczyszczania Kościoła Apostolskiego, dopuścił, by nieskalana wiara została splamiona na skutek bluźnierczej zdrady” (Denzinger-Schönmetzer, n. 563).

    Liber Diurnus Romanorum Pontificum, zbiór rozmaitych formularzy stosowanych w kancelarii papieskiej do XI stulecia, zawiera tekst przysięgi papieskiej, zgodnie z którą każdy papież w momencie objęcia urzędu musiał przysiąc, że “uznaje szósty sobór ekumeniczny, który nałożył wieczną anatemę na autorów herezji [monoteletyzmu], Sergiusza, Pyrrusa itd., razem z Honoriuszem” (PL 105, 40-44).

    W niektórych brewiarzach aż do XVI czy XVIII wieku, w lekcjach matutinum we wspomnienie św. Leona II obchodzone 28 czerwca, papież Honoriusz wymieniany był jako heretyk: „In synodo Constantinopolitano condemnati sunt Sergius, Cyrus, Honorius, Pyrrhus, Paulus et Petrus, nec non et Macarius, cum discipulo suo Stephano, sed et Polychronius et Simon, qui unam voluntatem et operationem in Domnino Jesu Christo dixerunt vel praedicaverunt”. To, iż powyższe czytanie brewiarzowe przetrwało przez wiele stuleci, pokazuje, że liczne pokolenia nie uważały za skandaliczne tego, iż dany papież, w bardzo szczególnych okolicznościach, mógł być uznany winnym herezji lub wspierania herezji. W tamtych czasach wierni i hierarchia Kościoła potrafili dokonać jasnego rozróżnienia między niezniszczalnością katolickiej wiary zagwarantowaną dla Magisterium Stolicy Piotrowej a niewiernością i zdradą konkretnego papieża podczas sprawowania przez niego urzędu nauczycielskiego.

    O. John Chapman w książce pt. „The Condemnation of Pope Honorius” (Londyn, 1907 r.) wyjaśnił, że przywoływany Trzeci Ekumeniczny Sobór Konstantynopolitański, który nałożył anatemę na papieża Honoriusza, dokonał wyraźnego rozróżnienia między błędem konkretnego papieża a nieomylnością w wierze Stolicy Apostolskiej jako takiej. W liście do papieża Agatona (678-681), zawierającym prośbę o zaakceptowanie decyzji soborowych, Ojcowie Trzeciego Ekumenicznego Soboru Konstantynopolitańskiego piszą, że Rzym posiada wolną od błędu wiarę, która w sposób autorytatywny jest głoszona całemu Kościołowi przez biskupów Stolicy Apostolskiej, następców Piotra. Można zadać pytanie: Jakim sposobem Trzeci Ekumeniczny Sobór Konstantynopolitański mógł wystosować takie stwierdzenie i jednocześnie potępić papieża jako heretyka? Odpowiedź na to pytanie jest wystarczająco jasna. Papież Honoriusz I był omylny, mylił się, był heretykiem właśnie dlatego, że w sposób autorytatywny nie głosił tego, co powinien był głosić: Piotrowej tradycji Kościoła Rzymskiego. Nie odwołał się do tej tradycji, a jedynie zatwierdził błędną doktrynę i przyczynił się do jej szerzenia. Słowa papieża Honoriusza I, gdy tylko zostały zdezawuowane przez jego następców, stały się nieszkodliwe dla nieomylności w wierze Stolicy Apostolskiej. Zostały one sprowadzone do swojej prawdziwej wartości, czyli do zwyczajnej ekspresji osobistego poglądu papieża.

    Święty Agaton, papież, nie pozwolił, by zdezorientowało go i wstrząsnęło nim godne pożałowania zachowanie jego poprzednika Honoriusza I, który przyczynił się do szerzenia herezji, lecz zachował swoje nadprzyrodzone przekonanie o nieomylności Stolicy Piotrowej, gdy naucza wiary, czego wyrazem jest jego pismo do cesarzy w Konstantynopolu: “Oto jest zasada prawdziwej wiary, którą duchowa matka waszego niczym nie zmąconego imperium, Apostolski Kościół Chrystusa (Stolica Rzymu), zawsze z mocą utrzymywała i której zawsze broniła, w radości i w utrapieniu, która, jak zostanie dowiedzione, dzięki łasce Boga Wszechmogącego, nigdy nie zbłądziła z drogi tradycji apostolskiej, ani nie została zdeprawowana przez ugięcie się wobec heretyckich nowinek, lecz od początku otrzymała wiarę chrześcijańską od swoich założycieli, książąt Apostołów Chrystusa, i pozostaje nieskalana aż do końca, zgodnie z Boską obietnicą samego Pana i Zbawiciela, którą ogłosił w świętej Ewangelii księciu pośród swoich uczniów, mówiąc: „Piotrze, Piotrze, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci” (Ep. “Consideranti mihi” ad Imperatores).

    O. Prosper Gueranger dał krótkie i klarowne teologiczne oraz duchowe wyjaśnienie tego konkretnego przypadku papieża-heretyka pisząc: „Jakaż euforia rozbrzmiała w otchłani, gdy pewien smutny dzień ujrzał, jak [papież Honoriusz], wikariusz Tego, który jest istotą Światła, przez chwilę okazał się być stronnikiem mocy ciemności, sprowadzając chmurę, która zawisła między Niebem a wzgórzami Boga, gdzie mieszka On ze swoim wikariuszem, lecz jest wielce prawdopodobne, że właśnie wtedy wspólnotowa moc wstawiennictwa okazała się słabsza niż być powinna” (The Liturgical Year, Londyn 1900 r., Tom 12, str. 377).

    Pomimo tego, wielce doniosłym faktem jest, że w ciągu dwóch tysięcy lat nie było przypadku, w którym papież podczas sprawowania urzędu został z niego usunięty z powodu zbrodni herezji. Papież Honoriusz I został obłożony anathemą dopiero po swojej śmierci. Ostatnim przypadkiem heretyckiego lub półheretyckiego papieża był Jan XXII (1316-1334), który nauczał własnej teorii, zgodnie z którą święci mieliby dostąpić wizji uszczęśliwiającej dopiero po Sądzie Ostatecznym podczas Powtórnego Przyjścia Chrystusa.

    Kościół w bardzo rzadkich i wyjątkowych przypadkach mógłby żyć mając papieża popełniającego poważne błędy teologiczne lub dopuszczającego się herezji. Dotychczasową praktyką Kościoła było pozostawienie ostatecznego osądu na temat heretyckiego papieża jego następcom lub przyszłemu ekumenicznemu soborowi, jak było w przypadku papieża Honoriusza I. To samo prawdopodobnie stałoby się z papieżem Janem XXII, gdyby nie odwołał swojego błędu.

    Papieże zostali kilkukrotnie zdjęci z urzędu przez siły świeckie lub przez przestępcze klany. Zdarzało się to szczególnie podczas tak zwanych ciemnych wieków (wieki X i XI), gdy niemieccy cesarze zdetronizowali kilku niegodnych papieży nie z powodu ich herezji, ale ze względu na ich gorszące, niemoralne życie i przez nadużywanie przez nich władzy. Należy zauważyć, że nigdy nie zostali zdjęci z urzędu zgodnie z jakąś procedurą kanoniczną, ponieważ uniemożliwia to Boska struktura Kościoła. Papież otrzymuje swą władzę bezpośrednio od Boga, a nie od Kościoła; dlatego Kościół, niezależnie od powodu, nie może zdjąć go z urzędu.

    To, że papież nie może głosić herezji nauczając ex cathedra jest dogmatem wiary. Również obietnica, iż bramy piekieł nie przemogą cathedra veritatis, którą jest Apostolska Stolica świętego Piotra, jest posiada Boską gwarancję. O. John Chapman, ekspert w dziedzinie badania historii potępienia papieża Honoriusza I, pisze: „Nieomylność jest niejako wierzchołkiem piramidy. Im bardziej uroczyste są wypowiedzi Stolicy Apostolskiej, tym bardziej możemy być pewni ich prawdziwości. Gdy osiągają maksimum uroczystości, to znaczy gdy ogłaszane są ex cathedra, możliwość błędu jest całkowicie wyeliminowana. Autorytetowi papieża, nawet w tych przypadkach, gdy nie jest on właściwie nieomylny, należy się bezwzględny posłuch i szacunek. Wiara i historia pokazują wszelako, że możliwe jest, iż autorytet ten opowie się po niewłaściwej stronie” (The Condemnation of Pope Honorius, London 1907 r., str. 109).

    Jeśli papież szerzy doktrynalne błędy lub herezje, Boska struktura Kościoła automatycznie dostarcza antidotum: uzupełniającą posługę przedstawicieli episkopatu i niezwyciężone sensus fidei wiernych. Wystarczy, że będziemy mieli choćby kilku biskupów głoszących integralność nauki wiary i korygujących tym samym błędy heretyckiego papieża. Wystarczy, że biskupi pouczą i ochronią swą owczarnię od błędów heretyckiego papieża i że kapłani oraz rodzice w katolickich rodzinach uczynią to samo. Ponadto, ponieważ Kościół jest również rzeczywistością nadprzyrodzoną i misteryjną, wyjątkowym nadprzyrodzonym organizmem, Mistycznym Ciałem Chrystusa, biskupi, kapłani i wierni świeccy – oprócz korekt, apeli, aktów wyznania wiary i stawiania publicznego oporu – muszą również czynić akty zadośćuczynienia Boskiemu Majestatowi oraz akty pokuty za heretyckie czyny papieża. Zgodnie z konstytucją dogmatyczną Lumen gentium (por. nr 12) Soboru Watykańskiego II, ogół wiernych nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu, gdy, poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich, ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów. Nawet jeśli papież szerzy teologiczne błędy i herezje, wiara całego Kościoła pozostanie nietknięta z powodu obietnicy Chrystusa dotyczącej szczególnej pomocy i stałej obecności w Jego Kościele Ducha Świętego, Ducha prawdy (por. J 14, 17; 1 J 2, 27).

    Gdy, z nieodgadnionego dopustu Bożego, w danym momencie w historii i w bardzo rzadkim przypadku papież szerzy błędy i herezje poprzez swoje codzienne i zwykłe, nie-nieomylne magisterium, Boska Opatrzność w tym samym momencie budzi świadectwo niektórych członków kolegium biskupiego oraz wiernych, by zrekompensować tymczasowe błędy papieskiego magisterium. Należy powiedzieć, że takie sytuacje są bardzo rzadkie, lecz, jak dowodzi historia Kościoła, nie są niemożliwe. Kościół jest prawdziwie jednym organicznym ciałem i gdy dojdzie do osłabienia lub braków w głowie ciała (papież), reszta ciała (wierni) lub wyróżniające się części ciała (biskupi) uzupełniają tymczasowe błędy papieskie. Jeden z najsłynniejszych i najtragiczniejszych przykładów miał miejsce podczas kryzysu ariańskiego w IV wieku, gdy czystość wiary, jak zresztą trafnie określił to błogosławiony John Henry Newman, została zachowana nie tyle przez ecclesia docens (papież i episkopat), ile przez ecclesia docta (wierni).

    Teoria lub opinia o utracie papieskiego urzędu przez depozycję lub przez zadeklarowanie jego utraty ipso facto albo zrównuje papieża z całym Kościołem, albo też dowodzi niezdrowej tendencji papocentryzmu lub papolatrii. Osoby reprezentujące taka opinię (zwłaszcza niektórzy święci) demonstrowały nadmierny ultramontanizm lub papocentryzm, czyniąc papieża kimś w rodzaju półboga, który nie może popełnić żadnego błędu, nawet w obszarach wykraczających poza przedmiot nieomylności papieskiej. Dla wyznawców powyższej teorii (detronizacja papieża i utrata urzędu z powodu herezji), papież, który popełniałby błędy doktrynalne, co teoretycznie i logicznie rzecz biorąc obejmuje również możliwość popełnienia najpoważniejszego błędu doktrynalnego, czyli herezji, jest nie do zniesienia i nie do pomyślenia, nawet jeśli popełnia takie błędy w obszarach wykraczających poza przedmiot papieskiej nieomylności.

    Teoria lub teologiczna opinia, zgodnie z którą papież-heretyk może być zdetronizowany lub może utracić urząd, była obca dla pierwszego tysiąclecia. Narodziła się dopiero w późnym średniowieczu, w czasie, gdy papocentryzm osiągnął pewien szczyt, gdy papież nieświadomie był utożsamiany z Kościołem jako takim. W swoich założeniach był to już przejaw doczesnej postawy władcy absolutnego, zgodnie z motto „L’État, c’est moi!” lub, mutatis mutandis, „Kościół to ja”.

    Opinia, zgodnie z którą papież-heretyk ipso facto traci swój urząd, rozpowszechniła się począwszy od późnego średniowiecza aż po XX wiek. Pozostaje ona opinią teologiczną, a nie nauczaniem Kościoła, i dlatego nie może rościć sobie praw do zakwalifikowania jej do niezmiennego, odwiecznego nauczania Kościoła jako takiego, gdyż żaden sobór ekumeniczny i żaden papież nie poparł w sposób wyraźny takiej opinii. Tymczasem jednak Kościół potępił heretyckiego papieża, lecz uczynił to dopiero po jego śmierci, a nie podczas sprawowania przez niego urzędu Piotrowego. Nawet jeśli niektórzy święci doktorzy Kościoła (np. św. Robert Bellarmin, św. Franciszek Salezy) popierali wspominaną wyżej opinię, nie dowodzi to jej pewności i nie świadczy o doktrynalnej zgodzie co do niej. Nawet o doktorach Kościoła wiadomo, że błądzili; czego wymownym przykładem jest św. Tomasz z Akwinu, który mylił się w kwestii Niepokalanego Poczęcia, materii sakramentu kapłaństwa lub sakramentalnego charakteru święceń biskupich.

    W pewnym czasie w Kościele panowała, na przykład, obiektywnie błędna opinia teologiczna, zgodnie z którą traditio instrumentorum (przekazywanie naczyń liturgicznych) było uważane za materię sakramentu kapłaństwa. Była to wszelako opinia, która nie miała oparcia w starożytności i powszechności, mimo iż przez pewien czas była wspierana przez papieża (na mocy dekretu wydanego przez Eugeniusza IV) oraz przez księgi liturgiczne (choć tylko przez ograniczony czas). Ta rozpowszechniona opinia została jednak później skorygowana przez Piusa XII w 1947 r.

    Teoria o zdetronizowaniu papieża-heretyka lub utracie przez niego urzędu ipso facto z powodu herezji jest jedynie opinią teologiczną, która nie spełnia niezbędnych teologicznych: starożytności, powszechności i powszechnej zgody (semper, ubique, ad omnibus). Nie istnieją wypowiedzi powszechnego zwykłego magisterium ani magisterium papieskiego, które popierałyby teorie zdetronizowania papieża-heretyka lub utratę przez niego urzędu ipso facto z powodu herezji. Zgodnie ze średniowieczną tradycją kanoniczną, która później została zebrana w Corpus Iuris Canonici (prawo kanoniczne obowiązujące w Kościele łacińskim aż do 1918 r.), papież mógłby zostać osądzony w przypadku herezji: „Papa a nemine est iudicandus, nisi deprehendatur a fide devius”, co się tłumaczy: “papież nie może być sądzony przez nikogo, chyba że okazałoby się, iż odstąpił od wiary” (Decretum Gratiani, Prima Pars, dist. 40, c. 6, 3. pars). Jednakże Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. usunął normę zawartą w Corpus Iuris Canonici, która mówiła o papieżu-heretyku. Również Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. nie zawiera takiej normy.

    Kościół zawsze nauczał, że nawet heretyk, który jest automatycznie ekskomunikowany z powodu formalnej herezji, może sprawować sakramenty w sposób ważny oraz że heretycki lub formalnie ekskomunikowany kapłan może w sytuacjach szczególnych wykonywać akty władzy, udzielając penitentowi sakramentalnego rozgrzeszenia. Normy dotyczące wyboru papieża, które obowiązywały aż do pontyfikatu Pawła VI, pozwalały, aby nawet ekskomunikowany kardynał brał udział w konklawe i aby on sam został wybrany na papieża. „Żaden kardynał elektor nie może być pozbawiony czynnego i biernego prawa wyboru Najwyższego Pasterza z powodu lub pod pretekstem jakiejkolwiek ekskomuniki, suspensy, interdyktu lub innej kary kościelnej. Wszystkie te cenzury mają być uznane za zawieszone, jeśli chodzi o wybór papieża (Paul VI, Konstytucja Apostolska Romano Pontifice eligendo, nr 35). Ta zasada teologiczna musi znaleźć zastosowanie również do przypadku biskupa-heretyka lub papieża-heretyka, którzy mimo popadnięcia w herezję mogą w sposób ważny sprawować akty władzy kościelnej i dlatego nie tracą swego urzędu ipso facto z powodu herezji.

    Teoria lub opinia teologiczna dopuszczająca zdetronizowanie papieża-heretyka lub utratę przez niego urzędu ipso facto z powodu herezji jest w praktyce niemożliwa do zastosowania. Gdyby została zastosowana w praktyce, stworzyłaby sytuację podobną do Wielkiej Schizmy, której Kościół tak dramatycznie doświadczył na przełomie XIV i XV wieku. W istocie, zawsze będzie istniała pewna część Kolegium Kardynalskiego i znaczna część episkopatu światowego oraz wiernych, którzy nie będą zgadzać się ze sklasyfikowaniem konkretnego błędu papieskiego (lub błędów) jako formalnej (formalnych) herezji i którzy w rezultacie będą w dalszym ciągu uznawać aktualnego papieża za jedynego prawowitego papieża.

    Formalna schizma, z dwoma lub więcej kandydatami do papieskiego tronu – która zawsze będzie nieuniknioną konsekwencją zdetronizowania papieża, nawet jeśli deponowanie z urzędu Piotrowego byłoby przeprowadzone w sposób kanoniczny – siłą rzeczy wyrządzi więcej szkody Kościołowi jako organizmowi niż bardzo rzadki i stosunkowo krótki okres, w którym dany papież szerzy błędy doktrynalne lub herezje. Pontyfikat papieża-heretyka zawsze będzie stosunkowo krótki w porównaniu do dwóch tysięcy lat istnienia Kościoła. W tym rzadkim i delikatnym przypadku inicjatywę należy pozostawić w rękach Bożej Opatrzności.

    Próba usunięcia papieża-heretyka za wszelką cenę jest przejawem typowo ludzkiego zachowania, które ostatecznie przejawia się w niechęci do dźwigania doczesnego krzyża papieża-heretyka. Być może jest ona owocem typowo ludzkiej emocji gniewu. W każdym przypadku jest ona typowo ludzkim sposobem rozwiązania i jako taki przypomina w pewnym stopniu zachowania znane z polityki. Kościół i papiestwo są rzeczywistościami, które nie są jedynie ludzkie, lecz również Boskie. Krzyż papieża-heretyka – nawet jeśli jest ograniczony w czasie – jest największym wyobrażalnym krzyżem dla całego Kościoła.

    Inny błąd, kryjący się w chęci zdjęcia z urzędu papieża-heretyka, polega na pośrednim lub nieświadomym utożsamianiu Kościoła z papieżem lub na czynieniu papieża centralnym punktem codziennego życia Kościoła. Błąd ten w rezultacie i w podświadomy sposób oznacza uleganie niezdrowemu ultramontanizmowi, papocentryzmowi i papolatrii, czyli kultowi osoby papieża. W historii Kościoła były okresy, kiedy przez dłuższy czas Stolica Piotrowa wakowała. Na przykład między 29 listopada 1268 r. a 1 września 1271 r. nie było papieża i nie było w tym okresie również antypapieża. Dlatego katolicy nie powinni czynić papieża i jego słów oraz czynów centralnym punktem swojego życia.

    Można wydziedziczyć dzieci w rodzinie. Jednakże nie można wydziedziczyć ojca rodziny, jakkolwiek byłby winny lub jakkolwiek potwornie by się zachowywał. Jest to prawo hierarchii, któremu Bóg poddał nawet stworzenie. To samo odnosi się do papieża, który podczas sprawowania urzędu jest duchowym ojcem całej rodziny Kościoła na ziemi. W przypadku ojca kryminalisty lub potwora dzieci muszą odsunąć się od niego lub unikać z nim kontaktu. Nie mogą jednakże powiedzieć: „Wybierzemy nowego i dobrego ojca naszej rodziny”. Byłoby to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i z naturą. Ta sama zasada powinna mieć zastosowanie do kwestii zdjęcia z urzędu papieża-heretyka. Papież nie może być usunięty przez nikogo; jedynie Bóg może interweniować i uczyni to w swoim czasie, ponieważ Bóg nie zawodzi w swojej Opatrzności („Deus in sua dispositione non fallitur”). Podczas Pierwszego Soboru Watykańskiego biskup Zinelli, sprawozdawca soborowej komisji wiary, mówił w następujących słowach o ewentualności papieża-heretyka: „Jeśli Bóg dopuszcza tak wielkie zło (tzn. papieża-heretyka), nie zabraknie środków dla naprawienia tej sytuacji (Mansi 52, 1109).

    Detronizacja papieża-heretyka promowałaby w rezultacie herezję koncyliaryzmu, sedewakantyzmu oraz postawę umysłową przypominającą tę, która cechuje społeczność czysto ludzką lub polityczną. Promowałaby również mentalność analogiczną do separatyzmu w świecie protestanckim lub do autokefalii w świecie kościołów prawosławnych.

    Okazuje się, że teoria lub opinia dopuszczająca pozbawienie lub utratę [przez papieża] urzędu jest w sposób dogłębny – choć nieświadomy – rodzajem „donatyzmu” zastosowanego do posługi papieskiej. Teoria donatystyczna niemal utożsamia duchownych (kapłanów i biskupów) z moralną świętością samego Chrystusa, żądając, by ważność ich urzędu zależała od nieskazitelności moralnej lub dobrego prowadzenia w życiu publicznym. Wspomniana teoria w podobny sposób wyklucza możliwość popełniania przez papieża błędów doktrynalnych, tzn. herezji, uznając tym samym jego urząd za nieważny lub wakujący, jak czynili donatyści, uznając urząd kapłański lub biskupi za nieważny z powodu błędów w życiu moralnym.

    Można sobie wyobrazić, że w przyszłości najwyższa władza Kościoła (papież lub sobór ekumeniczny) mogłaby ustanowić następujące lub podobne wiążące normy kanoniczne na wypadek heretyckiego lub jawnie heterodoksyjnego papieża:

    – Papież nie może być pozbawiony urzędu w jakikolwiek sposób lub z jakiegokolwiek powodu, nawet z powodu herezji.

    – Każdy nowo wybrany papież obejmując urząd jest zobowiązany na mocy samego urzędu najwyższego nauczyciela Kościoła do złożenia przysięgi ochrony całej owczarni Chrystusa przed niebezpieczeństwami herezji i unikania w słowach oraz czynach wszelkiego pozoru herezji zgodnie z obowiązkiem umacniania w wierze wszystkich pasterzy i wiernych.

    – Papież, który szerzy oczywiste błędy teologiczne lub herezje, lub który pomaga w szerzeniu herezji poprzez swoje czyny lub zaniedbania, powinien być obowiązkowo upomniany w braterskiej i prywatnej formie przez Dziekana Kolegium Kardynalskiego.

    – Jeśli prywatne napomnienia okażą się nieskuteczne, Dziekan Kolegium Kardynalskiego zobowiązany jest upublicznić swoje napomnienie.

    – Dziekan Kolegium Kardynalskiego musi połączyć swoje publiczne napomnienie z wezwaniem do modlitwy za papieża, aby odzyskał siłę do jednoznacznego umacniania w wierze całego Kościoła.

    – Jednocześnie Dziekan Kolegium Kardynalskiego powinien opublikować formułę Wyznania Wiary, w którym błędy teologiczne, których naucza lub które toleruje papież zostałyby odrzucone (bez obowiązku wymieniania przy tym papieża).

    – Jeśli Dziekan Kolegium Kardynalskiego zaniecha lub nie zdoła dokonać napomnienia, wezwać do modlitwy i opublikować Wyznania Wiary, powinien to uczynić którykolwiek z kardynałów, biskupów lub jakakolwiek grupa biskupów, a nawet jeśli kardynałowie lub biskupi zaniechają lub nie zdołają tego zrobić, powinien to uczynić ktokolwiek spośród świeckich katolików świeckich lub jakakolwiek grupa katolików świeckich.

    – Dziekan Kolegium Kardynalskiego, kardynał, biskup, grupa biskupów, świecki katolik lub grupa świeckich katolików, którzy dokonali napomnienia, wezwania do modlitwy i opublikowali Wyznanie Wiary, nie mogą zostać poddani żadnym kanonicznym sankcjom lub karom, nie mogą być też oskarżani z tego powodu o brak szacunku wobec papieża.

    W niezwykle rzadkich przypadkach papieża-heretyka duchowa sytuacja Kościoła może być opisana słowami, których użył św. Grzegorz Wielki, papież (590-604), nazywając Kościół w jego czasach „starym statkiem żałośnie pogruchotanym, gdyż wody wdzierają się doń ze wszystkich stron, a spoiwa, szarpane przez codzienny napór burzy, butwieją i wieszczą zatonięcie statku” (Registrum I, 4, Ep. ad Ioannem episcopum Constantinopolitanum).

    Opowiadania ewangeliczne o Panu Jezusie uciszającym wzburzone morze i ratującym Piotra, który zaczął tonąć, uczą, że nawet w najbardziej dramatycznym i po ludzku rozpaczliwym przypadku papieża-heretyka wszyscy pasterze Kościoła i wierni powinni wierzyć i ufać, że Bóg w swojej Opatrzności zainterweniuje i że Chrystus uspokoi szalejącą burzę, przywracając następcom Piotra, Jego wikariuszom na ziemi, siłę umacniania wszystkich pasterzy i wiernych w wierze katolickiej i apostolskiej.

    Św. Agaton, papież (678-681), przed którym postawione zostało trudne zadanie ograniczenia szkód, jakie papież Honoriusz I wyrządził integralności wiary, pozostawił jasne słowa żarliwego apelu do każdego następcy Piotra, który zawsze musi być świadomy swego doniosłego obowiązku strzeżenia przez skalaniem dziewiczej czystości Depozytu Wiary: “Biada mi, jeśli zaniedbam głoszenia prawdy mojego Pana, którą moi poprzednicy szczerze wyznawali. Biada mi, jeśli nakryję milczeniem prawdę, którą zobowiązany jestem dawać, to znaczy nauczać ludy chrześcijańskie i wpajać im tę prawdę. Co powiem na przyszłym sądzie Chrystusowym, jeśli – uchowaj Boże – będę się wstydził nauczać tu prawdy Jego słów? Jak będę mógł zadośćuczynić za samego siebie, jak zadośćuczynię za dusze mi powierzone, gdy Chrystus zażąda ode mnie szczegółowego sprawozdania z urzędu, który został mi powierzony?” (Ep. “Consideranti mihi” ad Imperatores).

    Gdy pierwszy papież, święty Piotr, znajdował się fizycznie w okowach, cały Kościół błagał o jego uwolnienie: „Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga” (Dz 12, 5). Gdy papież szerzy błędy lub nawet herezje, tkwi w duchowych okowach lub w duchowym więzieniu, dlatego cały Kościół musi się modlić nieustannie o jego uwolnienie z tego duchowego więzienia. Cały Kościół musi demonstrować nadprzyrodzoną wytrwałość w takiej modlitwie oraz nadprzyrodzoną ufność w fakt, że to Bóg rządzi swoim Kościołem, a nie papież.

    Gdy papież Honoriusz I (625-638) przyjął dwuznaczną postawę wobec szerzenia się nowej herezji monoteletyzmu, św. Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy, posłał biskupa z Palestyny do Rzymu, kierując do niego następujące słowa: „Udaj się do Stolicy Apostolskiej, gdzie znajdują się fundamenty świętej doktryny i nie przestawaj modlić się, dopóki Stolica Apostolska nie potępi nowej herezji”.

    W tragicznym przypadku papieża-heretyka wszyscy członkowie Kościoła, począwszy od biskupów aż po zwykłych wiernych, muszą użyć wszystkich słusznych środków, takich jak prywatne i publiczne korekty błądzącego papieża, stałe i żarliwe modlitwy oraz publiczne akty wyznania prawdy, aby Stolica Apostolska na nowo z jasnością wyznała Boże prawdy, które Pan powierzył Piotrowi i wszystkim jego następcom: „Duch Święty został bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary” (Sobór Watykański I, Konstytucja Dogmatyczna Pastor aeternus, rozdział 4).

    Każdemu papieżowi i wszystkim członkom Kościoła należy przypomnieć mądre i ponadczasowe słowa, które Ekumeniczny Sobór w Konstancji (1414-1418) ogłosił na temat papieża jako pierwszej osoby w Kościele, która związana jest wiarą i która musi skrupulatnie chronić integralności wiary: „Ponieważ Biskup Rzymu sprawuje tak wielką władzę wśród śmiertelników, słuszne jest, aby tym bardziej był związany nierozerwalnymi więzami wiary i rytami, których należy przestrzegać w odniesieniu do sakramentów Kościoła. Dlatego, aby pełnia wiary jaśniała w przyszłym Biskupie Rzymu z wyjątkową chwałą od pierwszych chwil jego pontyfikatu, rozporządzamy i nakazujemy, aby od tej pory, ktokolwiek zostanie wybrany na biskupa Rzymu, uczynił publicznie następujące wyznanie” (39. sesja z 9 października 1417 r., ratyfikowana przez papieża Marcina V).

    Podczas tej samej sesji Sobór w Konstancji rozporządził, aby każdy nowo wybrany papież złożył przysięgę wiary, proponując następującą formułę, z której cytujemy najistotniejsze fragmenty:

    Ja, N., wybrany na papieża, sercem i ustami wyznaję i przysięgam Bogu najwyższemu, że będę wiernie wyznawał i zachowywał wiarę katolicką zgodnie z tradycjami Apostołów, soborów powszechnych i innych świętych ojców. Zachowam tę wiarę niezmienioną co do joty i będę ją potwierdzał, bronił jej i głosił ją aż do chwili śmierci i przelania mojej krwi, i w podobny sposób będę zachowywał i przestrzegał w każdym szczególe przekazane [mi] ryty kościelnych sakramentów Kościoła katolickiego.

    Jakże aktualnie brzmi ta papieska przysięga i jakże pilną kwestią jest wprowadzenie w życie takiej przysięgi, szczególnie w naszych czasach! Papież nie jest monarchą absolutnym, który może czynić i mówić, cokolwiek zechce, który może zmieniać doktrynę lub liturgię według własnego uznania. Niestety, w minionych stuleciach – w przeciwieństwie do tradycji apostolskiej w czasach starożytnych – zachowanie papieży jako monarchów absolutnych lub półbogów zyskało powszechną akceptację aż do tego stopnia, że kształtowało ono teologiczne i duchowe poglądy olbrzymiej większości biskupów i wiernych, szczególnie ludzi pobożnych. Fakt, iż papież musi być pierwszym w Kościele, który ma unikać nowinek oraz przykładnie zachowywać tradycję wiary i liturgii, był czasem wypierany ze świadomości biskupów i wiernych poprzez ślepą i pobożną akceptację swego rodzaju absolutyzmu papieskiego.

    Papieska przysięga zawarta w Liber Diurnus Romanorum Pontificum postrzegała jako główny obowiązek i najdonioślejszą cnotę nowego papieża jego niezłomną wierność Tradycji przekazanej mu przez wszystkich jego poprzedników: „Nihil de traditione, quod a probatissimis praedecessoribus meis servatum reperi, diminuere vel mutare, aut aliquam novitatem admittere; sed ferventer, ut vere eorum discipulus et sequipeda, totis viribus meis conatibusque tradita conservare ac venerari” (Nie zmieniać nic z powierzonej Tradycji i nie ingerować w nic z tego, co zastałem i co chronili moi Bogu mili poprzednicy, nie zmieniać tego i nie dopuszczać w tym żadnych innowacji, z jaśniejącą miłością jako jej wierny uczeń i następca, chronić ze czcią przekazane mi dobro, ze wszystkich sił i najwyższym wysiłkiem”).

    Ta sama przysięga papieska nazywała bardzo konkretnie wierność dla lex credendi (zasady wiary) i dla lex orandi (zasady modlitwy). W odniesieniu do lex credendi (zasady wiary), tekst przysięgi stanowi:
    “Verae fidei rectitudinem, quam Christo autore tradente, per successores tuos atque discipulos, usque ad exiguitatem meam perlatam, in tua sancta Ecclesia reperi, totis conatibus meis, usque ad animam et sanguinem custodire, temporumque difficultates, cum tuo adjutorio, toleranter sufferre” („Przysięgam zachowywać ze wszystkich moich sił, nawet do chwili śmierci i do przelania mojej krwi, integralność prawdziwej wiary, której autorem jest Chrystus i która przez Twoich następców i uczniów została przekazana mojej skromnej osobie, i którą znalazłem w Twoim Kościele. Przysięgam też znosić z cierpliwością wszystkie trudności czasu”).

    W odniesieniu do lex orandi przysięga papieska brzmi:
    “Disciplinam et ritum Ecclesiae, sicut inveni, et a sanctis praecessoribus meis traditum reperi, illibatum custodire” („Przysięgam dochować w stanie nienaruszonym dyscypliny i liturgii Kościoła, jak je zastałem i jak zostały one przekazane przez moich świętych poprzedników”).

    W ostatnich stu latach miało miejsce kilka przykładów swego rodzaju papieskiego absolutyzmu w kwestii zmian dotyczących liturgicznej tradycji Kościoła. W odniesieniu do lex orandi drastyczne zmiany zostały poczynione przez papieży Piusa X, Piusa XII i Pawła VI, natomiast w odniesieniu do lex credendi – przez papieża Franciszka.

    Pius X stał się pierwszym papieżem w historii Kościoła łacińskiego, który dokonał radykalnej reformy w układzie psalmodii (cursus psalmorum), której skutkiem było skonstruowanie, biorąc pod uwagę rozłożenie psalmów, nowego rodzaju Boskiego Oficjum. Następnym przypadkiem był papież Pius XII, który zatwierdził do liturgicznego użytku radykalnie zmienioną łacińską wersję liczącego tysiące lat, melodyjnego tekstu psałterza Wulgaty. Nowy łaciński przekład, tak zwany „Psałterz Piusowy”, był tekstem sztucznie sfabrykowanym przez naukowców i w swojej sztuczności był ledwo artykułowalny. Nowe łacińskie tłumaczenie, trafnie krytykowane za pomocą porzekadła: „accessit latinitas, recessit pietas”, zostało następnie de facto odrzucone przez cały Kościół za pontyfikatu Jana XXIII. Papież Pius XII zmienił ponadto liturgię Wielkiego Tygodnia, liczący tysiące lat skarb liturgiczny Kościoła, częściowo wprowadzając wymyślone ex novo rytuały. Jednakże bezprecedensowe zmiany liturgiczne zostały wprowadzone przez papieża Pawła VI wraz z rewolucyjną reformą rytu Mszy Świętej i rytu wszystkich innych sakramentach, liturgiczną reformą, której żaden poprzedni papież nie odważył się przeprowadzić w tak radykalny sposób.

    Teologicznie rewolucyjna zmiana została wprowadzona przez papieża Franciszka w tym sensie, że zaaprobował on praktykę niektórych kościołów lokalnych polegającą na dopuszczaniu w pojedynczych przypadkach seksualnie aktywnych cudzołożników (którzy współżyją w tak zwanych „związkach nieuregulowanych”) do Komunii Świętej. Nawet jeśli te lokalne normy nie stanowią ogólnej normy w Kościele, oznaczają one w praktyce wyrzeczenie się Bożej prawdy o absolutnej nierozerwalności ważnego i skonsumowanego małżeństwa sakramentalnego. Inna dokonana przez niego zmiana w kwestiach doktrynalnych polega na zmianie biblijnej i niezmiennej, liczącej dwa tysiące lat doktryny dotyczącej zasady słuszności kary śmierci. Następną doktrynalną zmianę stanowi zaaprobowanie przez papieża Franciszka zdania w dokumencie międzyreligijnym z Abu Dhabi podpisanym 4 lutego 2019 r., które stanowi, że różnorodność płci wraz z różnorodnością ras oraz różnorodnością religii jest wyrazem mądrej woli Boga. To sformułowanie jako takie wymaga oficjalnej korekty papieskiej; w przeciwnym razie będzie w sposób ewidentny stać w sprzeczności z pierwszym przykazaniem Dekalogu oraz z nieomylnym i jasnym nauczaniem naszego Pana Jezusa Chrystusa; będzie zatem stać w sprzeczności z Boskim Objawieniem.

    Z tym, co wyżej opisano kontrastuje godne podziwu i skłaniające do refleksji wydarzenie z życia papieża Piusa IX, który na prośbę grupy biskupów wnioskujących o drobną zmianę w Kanonie mszalnym (wprowadzenie imienia św. Józefa) odpowiedział: „Nie mogę tego zrobić. Jestem tylko papieżem!”

    Szczególnie naszych czasach każdy papież i wszyscy wierni powinni modlić się wytrwale słowami modlitwy o. Prospera Guerangera, w której chwali on św. Leona II, papieża, za jego niestrudzoną obronę integralności wiary w okresie, który nastąpił po kryzysie wywołanym przez papieża Honoriusza I:

    Święty Leonie, podtrzymuj w każdym czasie Pasterza, który rządzi Kościołem Chrystusowym, aby trzymał się z daleka od ciemnych, mglistych wyziewów ziemi; zachowaj w piersi wiernej owczarni wiecznie żywą, silną modlitwę, która powinna być nieustannie zanoszona za niego przez Kościół (por. Dz 12, 5), a wtedy Piotra, nawet jeśli tkwiłby w okowach, w głębi najciemniejszych lochów, dosięgnie Słońce Sprawiedliwości i jasno ujrzy on swą drogę w tych czystych promieniach; i zajaśnieje wówczas całe ciało Kościoła. Ponieważ Jezus powiedział: Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle (Mt 6,22). Uświadamiamy sobie bardziej siłę Skały, na której stoi Kościół; wiemy, że bramy piekła nigdy jej nie przemogą (Mt 16, 18). Albowiem z pewnością usiłowania duchów ciemności nigdy nie posunęły się tak dalece, jak w czasach owego smutnego kryzysu [papieża Honoriusza I], któremu ty położyłeś koniec; nie odniosły one zwycięstwa, jakkolwiek mogło się tak zdawać, zaprzeczając Boskiej obietnicy: albowiem to nauczaniu Piotra jest niezawodne zapewnione wsparcie Ducha Świętego, a nie jego [papieża Honoriusza] milczeniu [i jego wsparciu dla herezji]” (The Liturgical Year, London 1900 r., tom. 12, str. 377 -378).

    Ekstremalnie rzadki przypadek papieża-heretyka lub półheretyka należy znosić i przecierpieć w świetle wiary w Boską naturę i niezniszczalność Kościoła i urzędu Piotrowego. Święty Leon Wielki, papież sformułował tę prawdę mówiąc, że godność świętego Piotra nie słabnie w jego następcach, niezależnie od tego, jak bardzo byliby niegodni: „Cuius dignitas etiam in indigno haerede non deficit” (Serm. 3, 4).

    Mogłaby zaistnieć prawdziwie wyjątkowa sytuacja, w której papież molestowałby seksualnie nieletnich lub podwładnych w Watykanie. Co powinien uczynić Kościół w takiej sytuacji? Czy powinien tolerować papieża – seksualnego drapieżnika nieletnich lub podwładnych? Jak długo Kościół powinien tolerować takiego papieża? Czy powinien on utracić papiestwo ipso facto z powodu seksualnego molestowania nieletnich lub podwładnych? W takiej sytuacji mogłaby powstać nowa kanoniczna lub teologiczna teoria lub opinia dopuszczająca zdetronizowanie papieża i utratę przez niego jego urzędu z powodu potwornych przestępstw moralnych (np. seksualnego molestowania nieletnich i podwładnych). Taka opinia byłaby odpowiednikiem opinii dopuszczającej zdetronizowanie papieża i utratę przez niego jego urzędu z powodu herezji. Jednakże taka nowa teoria lub opinia (zdetronizowanie papieża i utrata przez niego urzędu z powodu przestępstw seksualnych) z pewnością nie odpowiadałaby odwiecznej myśli i praktyce Kościoła.

    Tolerowanie papieża-heretyka jako krzyż z pewnością nie oznacza bierności lub aprobaty dla jego niewłaściwego postępowania. Należy czynić wszystko, co możliwe, by zażegnać sytuację papieża-heretyka. Dźwiganie krzyża papieża-heretyka w żadnym przypadku nie oznacza przyzwolenia na jego herezje lub zachowania bierności Podobnie ludzie muszą dźwigać jako krzyż, na przykład niegodziwy lub ateistyczny reżim (jakże wielu katolików żyło pod butem takiego reżimu w Związku Radzieckim i znosiło tę sytuację jako krzyż w duchu pokuty), podobnie rodzice muszą dźwigać jako krzyż dorosłe dziecko, które przestało wierzyć w Boga lub zaczęło wieść niemoralne życie, podobnie też członkowie rodziny muszą na przykład dźwigać krzyż ojca-alkoholika. Rodzice nie mogą „usunąć” błądzącego dziecka z grona rodziny, podobnie jak dzieci nie mogą „usunąć” błądzącego ojca z grona rodziny, nie mogą go też pozbawić tytułu „ojca”.

    Pewniejsza droga nieusuwania papieża-heretyka odzwierciedla bardziej nadprzyrodzony pogląd Kościoła. Taka droga, ze swymi praktycznymi, konkretnymi środkami i czynami zaradczymi w żadnym razie nie oznacza bierności lub kolaboracji z papieskimi błędami, lecz bardzo czynne zaangażowanie i autentyczne współczucie dla Kościoła, który w czasach papieża-heretyka lub półheretyka doświadcza swoich godzin Golgoty. Im bardziej papież szerzy doktrynalne niejasności, błędy lub nawet herezje, tym bardziej zajaśnieje prawdziwa wiara katolicka maluczkich w Kościele: wiara niewinnych dzieci, zakonnic, w szczególności wiara ukrytych klejnotów Kościoła, sióstr klauzurowych, wiara bohaterskich i cnotliwych wiernych świeckich ze wszystkich sfer społecznych, wiara poszczególnych kapłanów i biskupów. Czysty płomień wiary katolickiej, częstokroć rozniecany przez ofiary i akty pokuty, będzie palił się jaśniej niż tchórzostwo, niewierność, duchowa niewzruszoność i zaślepienie papieża-heretyka.

    Dzięki Boskiej naturze Kościoła może on istnieć i żyć przez pewien czas bez względu na panującego papieża-heretyka właśnie z powodu prawdy, że papież nie jest synonimem Kościoła, nie jest z nim tożsamy. Boska natura Kościoła jest taka, że nawet papież-heretyk nie jest w stanie zniszczyć Kościoła, nawet jeśli w znacznym stopniu niszczy życie Kościoła; jego działania są ograniczone w czasie. Wiara całego Kościoła jest większa i silniejsza niż błędy papieża-heretyka i tej wiary nie może pokonać nawet papież-heretyk. Niezmienność całego Kościoła jest większa i bardziej trwała niż stosunkowo krótkookresowa katastrofa, jaką jest papież-heretyk. Prawdziwą skałą, na której wzniesiona jest niezniszczalność wiary Kościoła i świętości, jest sam Chrystus; papież jest jedynie jego narzędziem, podobnie jak każdy kapłan lub biskup jest jedynie narzędziem Chrystusa Najwyższego Kapłana.

    Doktrynalne i moralne zdrowie Kościoła nie zależy jedynie od papieża, ponieważ Boskie Prawo doktrynalnego i moralnego zdrowia Kościoła w nadzwyczajnych przypadkach papieża-heretyka zagwarantowane jest w wierności nauczania biskupów i ostatecznie również w wierności wszystkich wiernych świeckich, czego skutecznie dowiódł bł. Jan Henryk Newman, dowiodła tego też historia. Doktrynalne i moralne zdrowie Kościoła nie zależy w istocie w tak dużym stopniu od stosunkowo krótkotrwałych błędów doktrynalnych jednego papieża, by deponować go z urzędu. Podobnie jak Kościół może przetrwać czas bez papieża, co zdarzyło się już w historii nawet przez okres siedmiu lat, tak jest on, z ustanowienia Bożego, wystarczająco silny, by przetrwać krótkotrwały [pontyfikat] papieża-heretyka.

    Akt detronizacji papieża z powodu herezji lub ogłoszenie wakatu na Stolicy Piotrowej z powodu utraty urzędu przez papieża-heretyka ipso facto byłby rewolucyjną nowością w życiu Kościoła, w dodatku dotyczącą wielce istotnej kwestii konstytucji i życia Kościoła. W takiej delikatnej kwestii – nawet jeśli ma ona charakter praktyczny, a nie czysto doktrynalny – lepiej podążać pewniejszą drogą (via tutior) odwiecznego zmysłu Kościoła. Niezależnie od faktu, że trzy kolejne sobory ekumeniczne (Trzeci Sobór Konstantynopolitański w 681 r., Drugi Sobór Nicejski w 787 r. oraz Czwarty Sobór Konstantynopolitański w 870 r.) oraz św. Leon II, papież w 682 r. ekskomunikowali papieża Honoriusza I z powodu herezji, nie stwierdzili oni choćby w sposób domyślny, że Honoriusz I utracił papiestwo ipso facto z powodu herezji. W istocie pontyfikat papieża Honoriusza I uznawany był za ważny nawet po tym, jak w swoich listach do patriarchy Sergiusza z 634 r. poparł herezję, ponieważ panował po tym jeszcze przez cztery lata, aż do 638 r.

    Następująca zasada, sformułowana przez św. Stefana I, papieża (+275), mimo iż w innym kontekście, powinna być wskazówką postępowania w wysoce delikatnym i rzadkim przypadku papieża-heretyka: “Nihil innovetur, nisi quod traditum est”, tzn. „Nie należy wprowadzać niczego, co nie zostało odziedziczone”.

    20 marca 2019 r.

    + Athanasius Schneider, Biskup Pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, w Kazachstanie.

    Źródło: https://rorate-caeli.blogspot.com/2019/03/important-guest-op-ed-bishop-schneider.html
    Tłumaczenie: Izabella Parowicz
    Konsultacja teologiczna tłumaczenia: ks. dr Jarosław Powąska.

  19. Szanowni Państwo,

    prawie 200 000 Polaków mieszkających w Norwegii żyje w obawie o swoje rodziny i dzieci. Wielu z nich jest prześladowanych przez bezwzględny urząd Barnevernet, pierwowzór niemieckiego Jugendamtu. Nadzieją dla rodziców był od pięciu lat polski konsul dr Sławomir Kowalski, niezwykle szanowany przez naszych rodaków, którym służył zdecydowaną, bezkompromisową walką o ich rodziny. Niespodziewanie kilka dni temu norweskie władze zażądały wydalenia konsula z Norwegii.

    Stańmy murem za konsulem!

    Zarzewiem skandalu dyplomatycznego była sytuacja w ośrodku wychowawczym w miejscowości Hamar. Dr Sławomir Kowalski pojechał tam, by udzielić wsparcia prawnego polskiej rodzinie, której syn został nagle zabrany przez urzędników Barnevernet. Choć konsul miał prawo rozmawiać z polskim dzieckiem, norwescy policjanci zignorowali prawo międzynarodowe i siłą wyrzucili go z budynku.

    Po interwencji Norwegowie twierdzili, że to konsul Kowalski utrudniał pracę urzędnikom Barnevernet.

    Dlatego Ordo Iuris dotarło i ujawniło nagranie z całego zajścia, ukazujące kontrast miedzy spokojnym, profesjonalnym zachowaniem dr. Kowalskiego a agresywnymi policjantami, łamiącymi standardy dyplomatyczne i naruszającymi nietykalność osobistą konsula. Widać wyraźnie, że cała sytuacja miała charakter bezprecedensowej prowokacji. Nagranie ma już prawie 250 000 odsłon, przyczyniło się do rządowego kryzysu w Norwegii i słusznego oburzenia dyplomatów wielu krajów.

    Oburzające postępowanie Norwegii
    Polacy w Norwegii, jak i w kraju są zszokowani sposobem potraktowania polskiego dyplomaty i naruszenia gwarantowanego prawem statusu konsula. Dr Kowalski, któremu tę funkcję powierzył jeszcze ówczesny Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, zyskał powszechny szacunek i sympatię jako osoba niezwykle zaangażowana w pomoc Polakom i wykonująca swoje obowiązki nad wyraz rzetelnie. Słynął z tego, że śpieszył z pomocą rodakom nawet w środku nocy czy w dniu wolnym od pracy, traktując swój urząd jako prawdziwe powołanie, co dostrzegł również kolejny rząd, wyróżniając go w 2016 r. nagrodą MSZ im. Andrzeja Kremera „Konsul Roku”.

    Skuteczny i niewygodny
    Nie ulega wątpliwości, że niestrudzone wysiłki dyplomaty na rzecz polskich rodzin były nie na rękę Barnevernet. Według doniesień medialnych w ciągu minionych pięciu lat konsul podjął około 150 interwencji dotyczących odbierania dzieci polskim rodzinom, czym niewątpliwie naraził się wszechwładnemu urzędowi.

    Warto dodać, że tylko w niecałe dwa lata Europejski Trybunał Praw Człowieka przyjął do rozpoznania 8 spraw przeciwko Norwegii o naruszenie zasady ochrony życia rodzinnego. W jednym z artykułów prasowych norweski parlamentarzysta Morten Ørsal Johansen skwitował dosadnie niekontrolowany rozrost Barnevernet: „Stali się państwem w państwie, nie stosują się do obowiązującego prawa i zasad. Wygląda na to, że mają tylko jeden cel: odebrać tak wiele dzieci, jak to tylko możliwe”.

    „Stańmy murem za konsulem”
    Dlatego od początku zaangażowaliśmy się w obronę dyplomaty. Natychmiast uruchomiliśmy na naszym portalu „MaszWpływ” petycję do polskiego MSZ pt. „Stańmy murem za konsulem”, którą tylko w ciągu kilku dni podpisało już ponad 22 tysiące osób, w tym duża grupa Polaków mieszkających w Norwegii.

    Na wyraźną prośbę przyjaciół z Norwegii opublikowaliśmy też list do premier Norwegii pt. „Support the Polish Consul”, w którym każdy może wyrazić swoje oburzenie zarówno sposobem potraktowania polskiego dyplomaty, jego bezpodstawnym wydaleniem z Norwegii, jak i rażącym łamaniem obowiązujących regulacji prawa międzynarodowego.

    Wspieram działania Ordo Iuris

    Patologiczny urząd

    Prawnicy Ordo Iuris na co dzień przekonują się, ile krzywdy wyrządza norweski Urząd ds. Dzieci. Naszą pomocą prawną wsparliśmy już 18 rodzin (13 polskich i 5 norweskich). Jedną z najgłośniejszych była sprawa Norweżek – Silije Garmo i jej córeczki Eiry, którym po naszej interwencji Minister Spraw Zagranicznych Jacek Czaputowicz przyznał azyl w Polsce.

    Obecnie udzielamy pomocy prawnej 6 rodzinom skrzywdzonym przez Barnevernet. Każda sprawa to dramat zrozpaczonych rodziców i przestraszonych dzieci, które doświadczają wielomiesięcznej rozłąki oraz paraliżującego strachu przed utratą najbliższych.

    Zdaję sobie sprawę, że choć pomoc ta jest ogromnie ważna, to jednak jest to tylko kropla w morzu potrzeb. Dlatego już niebawem Ordo Iuris opublikuje raport o naruszeniach, których dopuszcza się Urząd ds. Dzieci (Barnevernet). Jestem przekonany, że potrzebna jest gruntowna reforma tej instytucji, która zamiast pomagać rodzicom i dzieciom, krzywdzi je na masową skalę.

    Walka z tą patologią nie będzie łatwa, co wyraźnie pokazała sprawa polskiego konsula. Rząd Norwegii wystawił na szwank swoje dobre imię, aby nie dopuścić do reformy Barnevernet. Ufam jednak, że dzięki wsparciu naszych Darczyńców, wystarczy nam środków i determinacji, by zatrzymać tę destrukcyjną urzędniczą maszynę.

    Łączę wyrazy szacunku

    adw. Jerzy Kwaśniewski – Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

    P.S. Niestety model norweski przenika również do polskiego systemu pomocy rodzinie. W 2010 roku znowelizowano polskie prawo, wprowadzając do niego norweskie rozwiązana i pozwalając na zabieranie dzieci przez urzędników bez wyroku sądu. Zamierzenia ówczesnego rządu szły jeszcze dalej. Ujawniając skalę bezprawia Barnevernet i krzywdy polskich rodzin w Norwegii, powstrzymujemy wdrażanie nieludzkiego prawa w naszej Ojczyźnie.

  20. Ksiądz Stanisław Suchowolec (1958 – 1989)
    ks_stanisław_suchowolec
    Ksiądz Stanisław Suchowolec był jednym z tych kapłanów, których komunistyczny aparat przemocy pozbawił życia u schyłku PRL. Został zamordowany za głoszenie prawdy (30 stycznia 1989). Tak jak jego przyjaciel ksiądz Jerzy Popiełuszko, jak dominikanin ojciec Stanisław Kowalczyk, jak księża Stefan Niedzielak i Sylwester Zych. Aby ofiara i męczeństwo tego prawdziwego świadka Chrystusa Zmartwychwstałego oraz gorącego patrioty nie uległy w naszej pamięci zatarciu, przypomnijmy historię jego życia i śmierci.
    Ksiądz Stanisław Suchowolec urodził się 13 maja 1958 roku w Białymstoku. Był jedynakiem.

    Z rodzinnego domu, stojącego na osiedlu Wygoda, wyniósł tradycje głębokiej wiary katolickiej i patriotyzmu. Jego ojciec, Marian Suchowolec, był ranny w 1939 roku. Później został żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Matka Bronisława, z domu Konończuk, w czasie okupacji w wieku 15 lat została wywieziona na roboty przymusowe do Niemiec.

    WYBÓR DROGI

    W 1977 roku Stanisław Suchowolec kończy III Liceum Ogólnokształcące i zostaje alumnem Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku. Ksiądz Stanisław w wywiadzie udzielonym redaktorowi podziemnego wrocławskiego „Biuletynu Dolnośląskiego” tak oto mówił o genezie swojego wyboru: „Patriotyzm, zamiłowanie do historii, ukochanie Boga wyniosłem z domu rodzinnego. (…) Dlatego, gdy stanąłem przed podjęciem decyzji, gdzie mam iść, wiedziałem, że muszę iść tam, gdzie będę mógł służyć najlepiej Bogu i Ojczyźnie. Wiedziałem, że tylko w Kościele, tylko jako kapłan mogę dawać świadectwo prawdzie i mogę służyć ludziom w miarę swych skromnych możliwości”.

    Stanisław Suchowolec został diakonem w czerwcu 1982 roku, a rok później, 11 czerwca 1983 roku, z rąk księdza biskupa Edwarda Kisiela, administratora apostolskiego archidiecezji białostockiej, otrzymał święcenia kapłańskie. Wkrótce dostał też pierwszą nominację na wikariusza w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli.

    PRZYJACIEL KSIĘDZA JERZEGO

    Zaledwie 4 kilometry dzielą Suchowolę od wsi Okopy, gdzie znajduje się dom rodzinny kapłana i męczennika księdza Jerzego Popiełuszki. Wikary z Suchowoli należał do częstych gości domu Marianny i Józefa Popiełuszków. Ich syn stał się wkrótce dla niego najlepszym przyjacielem oraz wzorem człowieka i kapłana.

    Podczas jednej z ostatnich wizyt w domu ksiądz Jerzy tak powiedział do swojej przeczuwającej nieszczęście matki: – Mamo, nie martw się. Jeśli – nie daj Boże – mnie się coś stanie, to przecież Staszek mnie zastąpi.

    Niedługo po wypowiedzeniu tych słów dwaj przyjaciele, kapłani umówili się wstępnie na Mszę Świętą w intencji Ojczyzny w suchowolskim kościele, która miała się odbyć 11 listopada 1984 roku. Niestety, ksiądz Jerzy Popiełuszko nie mógł w niej już uczestniczyć. Dnia 19 października 1984 roku został bestialsko zamordowany przez pracowników komunistycznych służb bezpieczeństwa. Przewodził im Grzegorz Piotrowski z IV Departamentu (tzw. kościelnego) MSW. Msza Święta za Ojczyznę miała więc charakter żałobny. Przybyły na nią do Suchowoli tłumy ludzi z całej Polski.

    MSZE ŚW. ZA OJCZYZNĘ

    O tym, jak zostały zainicjowane Msze Święte za Ojczyznę w Suchowoli, ksiądz Stanisław Suchowolec mówił: „Odkąd go znałem, zawsze ksiądz Jerzy pragnął, aby Msze w intencji Ojczyzny były również odprawiane w jego rodzinnej parafii. Zawsze też starałem się tę inicjatywę odciągnąć, gdyż jest to środowisko rolnicze, które było nieco w tyle pod względem ruchów solidarnościowych, charakterystycznych raczej dla wielkich ośrodków miejskich. Mimo to ksiądz Jerzy nie zaniechał starań i w końcu uległem jego namowom”.

    Młody suchowolski wikary, począwszy od listopada 1984 roku, w każdą drugą niedzielę miesiąca odprawiał Mszę Świętą za Ojczyznę. Wierni modlili się przede wszystkim o wolność dla Polski i o rychłe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego księdza Jerzego Popiełuszki. Od tej pory białostockie służby bezpieczeństwa zaczęły ze szczególną uwagą obserwować księdza Stanisława.

    „UCISZYĆ” KSIĘDZA

    Kierownicy wojewódzkiej instancji partyjnej, w porozumieniu z Wydziałem do spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku, ponaglali szefów bezpieki, aby skutecznie „uciszyli” księdza Stanisława.

    Efektem tych ponagleń było podjęcie utajnionych decyzji o rozpoczęciu przez Służbę Bezpieczeństwa bezprawnych działań operacyjnych wymierzonych w kapłana. Ksiądz Suchowolec zaczął otrzymywać anonimowe listy z groźbami pozbawienia życia. Dzwonili też do niego ludzie „bez imienia”, grożąc: „Zdechniesz jak Popiełuszko” itp. Kapłan został kilkakrotnie napadnięty i pobity.

    Ksiądz Stanisław Suchowolec, jak każdy kapłan katolicki w Polsce Ludowej, był obserwowany przez funkcjonariuszy tajnych służb. Dokładnie sprawdzono, z jakiego środowiska się wywodzi. Zebrano wszystkie informacje o jego rodzicach i dalszej rodzinie. Zasięgnięto opinii w szkole, w której się uczył. Wszystkie informacje dotyczące wikarego Stanisława Suchowolca gromadzono w tzw. Teczce Ewidencji Operacyjnej Księdza – w żargonie funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa – TEOK – oznaczonej numerem 44175. Została ona założona 19 marca 1978 roku, a więc nieco ponad pół roku po wstąpieniu maturzysty do seminarium.

    NA DOJLIDACH

    W lipcu 1986 roku ksiądz Stanisław został przeniesiony na stanowisko wikarego w parafii Niepokalanego Serca Maryi w Białymstoku – osiedle Dojlidy. Wrócił więc do swojego rodzinnego miasta. Zaraz też, przy akceptacji kościelnych przełożonych, wprowadził w parafii Msze Święte za Ojczyznę.

    Homilie księdza Suchowolca, pełne treści nie tylko religijnych, ale też historycznych i patriotycznych, przyciągały do kościoła coraz więcej ludzi. W nabożeństwach uczestniczyli nie tylko wierni z Białegostoku, ale także wielu przedstawicieli „Solidarności” z Wybrzeża, Warszawy, Krakowa, ze Śląska, a nawet z Opola i Wrocławia.

    Ksiądz Suchowolec zainicjował przy białostockim kościele na Dojlidach budowę symbolicznego grobu i pomnika ku czci księdza Jerzego Popiełuszki. Tworzył duszpasterstwo robotnicze. Został także kapelanem Konfederacji Polski Niepodległej w Białymstoku. W tym też czasie, za zgodą swego ordynariusza, podjął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

    „NIEZNANI SPRAWCY”

    Służba Bezpieczeństwa nie patrzyła na działania księdza bezczynnie. Członkowie „specgrupy” ciągle zbierali informacje o zwyczajach księdza Suchowolca oraz o rozkładzie jego cyklicznych zajęć w poszczególnych dniach tygodnia. Wiedzieli nie tylko, jaki jest układ architektoniczny pomieszczeń plebanii, ale znali także wyposażenie mieszkania wikarego, typ mebli i ich rozmieszczenie. Posiadali informacje o liczbie kluczy do wszystkich drzwi plebanii oraz o osobach, które nimi dysponowały.

    Ksiądz Stanisław Suchowolec miał prawie nowy samochód volkswagen passat. W grudniu 1987 roku jakaś nieznana dłoń poluzowała cztery śruby w tylnym kole pojazdu. W styczniu 1988 roku ta sama dłoń odkręciła w aucie nakrętkę końcówki kolumny kierowniczej. Na przestrzeni 1988 roku jeszcze wiele razy uszkadzano auto księdza i tylko dzięki Bożej opiece nic złego się nie stało. – Wysoce prawdopodobne wydaje się, że osoby dokonujące uszkodzeń samochodu miały duplikaty kluczy do pojazdu i garażu – komentuje te bandyckie zachowania bezpieki przyjaciel księdza, mecenas Lech Lebensztejn.

    – Staszek był przekonany, że jest inwigilowany – mówi ksiądz Józef Koszewnik, wikariusz z parafii na Dojlidach. – Miał wrażenie, że jest śledzony. Nie lubił na ten temat rozmawiać, ale kilka razy o tym wspomniał. Ja, jak i nasi znajomi, widziałem niejednokrotnie stojące w pobliżu kościoła i plebanii auta, w których długi czas przesiadywali nieznani mężczyźni – wspomina ksiądz Koszewnik. Przyjaciele księdza uznali w końcu, że trzeba go chronić i zorganizowali straż społeczną, czyli dziesięć osób, które cały czas na zmianę dbały o jego bezpieczeństwo.

    PĘTLA SIĘ ZACIEŚNIA

    Dnia 22 stycznia 1989 roku do Białegostoku dotarła wiadomość o zamordowaniu księdza Stefana Niedzielaka, wielkiego patrioty, znanego kaznodziei, niestrudzonego orędownika ujawnienia prawdy o zbrodni katyńskiej i gehennie deportowanych na Wschód przez Sowietów obywateli polskich. Wiadomość ta była dla wielu opozycjonistów szokiem. Ksiądz Stanisław Suchowolec zaczął się teraz poważnie obawiać o swoje życie.

    Włodzimierz Sikora, przewodniczący organizacji Niezależny Ruch Społeczny, usłyszał wtedy od księdza takie wyznanie: „Pętla wokół mnie zacieśnia się coraz bardziej. Czuję się osaczony i zdradzony. Żyję pod ciągłą presją. Mam graniczące z pewnością przekonanie, że bez wiedzy służb bezpieczeństwa nie mogę zrobić jednego kroku”.

    ZBRODNIA

    Niestety, przeczucia księdza Stanisława Suchowolca okazały się uzasadnione.

    Dnia 30 stycznia 1989 roku, w nocy, w budynku dojlidzkiej plebanii ksiądz Edward Rafało budzi się ze snu z silnym bólem głowy. Chce zapalić lampkę nocną, jednak okazuje się, że nie ma prądu. Wstaje więc, aby znaleźć przyczynę awarii. Dołączają do niego ksiądz Józef Koszewnik i gospodyni. Wszyscy wyraźnie czują zapach spalenizny.

    Podchodzą do drzwi pokoju księdza Suchowolca, skąd wydobywa się nieprzyjemny swąd. Są mocno zaniepokojeni, ponieważ obronna suka Nika rasy doberman, która należy do księdza Stanisława, nie szczeka, jak to zwykle bywało.

    Pukanie do drzwi nic nie daje, więc ksiądz Rafało wyważa je. W środku, na korytarzu leży zdechła Nika, a niedaleko łóżka znajdują ciało księdza Stanisława Suchowolca.

    Kapitan Michał Michałowski, oficer dyżurny Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Białymstoku, 30 stycznia 1989 roku, w notatce dyżurnej zapisał informację: „…powiadomili mnie, że w pomieszczeniu, gdzie spał ksiądz Stanisław Suchowolec, zapaliła się lampka nocna w plastikowej obudowie, wskutek czego ksiądz zaczadział, ponosząc śmierć”.

    POGRZEB

    Pogrzeb księdza Stanisława Suchowolca wyznaczono na 3 lutego 1989 roku. Kapłan został pochowany w grobie przy kościele pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w białostockiej dzielnicy Dojlidy.

    Dorota Stypułkowska-Wiszowata, znana białostocka aktorka teatralna, zaprzyjaźniona ze zmarłym, mówi: – Białystok długo nie widział takiego pogrzebu, jaki miał ksiądz Stanisław Suchowolec. Ludzi przyszło mnóstwo, mimo że tego dnia miała także miejsce inna uroczystość pogrzebowa. Żegnaliśmy bowiem białostockiego poetę Wiesława Kazaneckiego, zmarłego na zawał serca.

    Księdza Suchowolca odprowadzały 23 poczty sztandarowe zakładów pracy z całej Polski – z Huty Warszawa, z Zakładów Mechanicznych Ursus. Mszę Świętą żałobną koncelebrowało ponad 160 kapłanów. Na pogrzebie był także obecny ksiądz Sylwester Zych, kapelan warszawskich robotników. Został zamordowany przez komunistyczne służby bezpieczeństwa kilka miesięcy później.

    ZNAKI ZAPYTANIA

    Po kilku miesiącach, 16 czerwca 1989 roku Prokuratura Rejonowa w Białymstoku umorzyła śledztwo w sprawie śmierci księdza Stanisława Suchowolca. Uznano, że kapłan nie stracił życia w wyniku działań przestępczych. Zdaniem prokuratury, zgon był następstwem nieszczęśliwego wypadku, niezawinionego przez osoby trzecie, a śmierć nastąpiła w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

    Z postanowieniem o umorzeniu nie zgodził się mecenas Lech Lebensztejn, pełnomocnik Kurii Arcybiskupiej. Zarzucił gospodarzowi śledztwa błąd w ustaleniach faktycznych, polegający na przyjęciu hipotezy wbrew ujawnionym faktom i okolicznościom. Nikt jednak z prokuratury nie zwrócił uwagi na jego protesty.

    Równie tajemnicza jest sprawa śmierci kolejnego kapłana pełniącego posługę duszpasterską w dojlidzkiej parafii. Chodzi tu o księdza Edwarda Rafałę. To on 30 stycznia 1989 roku w budynku plebanii spał w pokoju obok, podczas gdy za ścianą mordercy pozbawili życia księdza Stanisława Suchowolca. Po tym tragicznym wydarzeniu miało miejsce włamanie do mieszkania księdza Rafały.

    Dziwne są okoliczności śmierci księdza Edwarda. Ciało księdza Rafały znaleziono na trasie Białystok – Warszawa, niedaleko wsi Radule, w samochodzie dosłownie wbitym w drzewo. Wiadomo, że 30 października 1995 roku, wieczorem, ksiądz Rafał odebrał telefon od człowieka, który podał się za ojca Mariana, werbistę z Poznania. Kilka godzin po tej rozmowie, której treści nie znamy, ksiądz już nie żył. W jego krwi znaleziono dużą dawkę alkoholu. Wszyscy, którzy znali księdza Edwarda, zgodnie twierdzą, że był abstynentem. Wiele jest tu niewiadomych.

    SPRAWCY BEZKARNI

    Białostocki urząd prokuratorski na początku września 1992 roku ogłosił oficjalny komunikat, że rzeczywistą przyczyną pożaru w mieszkaniu, a w konsekwencji powodem śmierci księdza Stanisława Suchowolca, było zbrodnicze podpalenie.

    Sprawców i inspiratorów zbrodni do dzisiaj nie wykryto.

    Adam Białous

  21. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    Modlitwa


    Najświętsza Maryjo Panno i święty Józefie! Przez dzisiejsze najczystsze zaślubienie Wasze uproście nam u Jezusa czyste serca i myśli zbawienne, abyśmy Was w czystości, pokorze i świętości naśladując, stali się godnymi zażywać nieskończonej radości w Królestwie niebieskim. Amen.

    Zaślubiny Najświętszej Maryi Panny ze św. Józefem
    => https://www.ekspedyt.org/2019/01/23/zaslubiny-najswietszej-maryi-panny-ze-sw-jozefem/

  22. WASZYNGTON, DC, 19 stycznia 2019 r. ( LifeSiteNews ) – Podczas gdy media głównego nurtu w marcu 2011 r. Ukazały Marsz Życia jako uczestnictwo „tysięcy” i „dziesiątek tysięcy”, film poklatkowy z wydarzenia 18 stycznia od początku do końca maluje raczej inny obraz, który sugeruje znacznie większą liczbę.

    Uzyskanie dokładnej liczby tak dużego tłumu byłoby niemal nie do pokonania, ale studenci dla Life of America przygotowali 60-sekundowe wideo poklatkowe Marszu od początku do końca, które sugeruje, że setki tysięcy osób uczestniczyło w tym wydarzeniu.

  23. Św. Józef Sebastian Pelczar (1842 – 1924)

    Ks. Józef Sebastian Pelczar

    19 stycznia 1924 – w opinii świętości zmarł Józef Sebastian Pelczar, Biskup Przemyski, założyciel Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, twórca Bractwa NMP Królowej Korony Polskiej, teolog i apologeta Kościoła Katolickiego , profesor, dziekan i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, tercjarz franciszkański, społecznik, pisarz religijny (jego spuścizna pisarska obejmuje dzieła teologiczne, historyczne, z dziedziny prawa kanonicznego, podręczniki, modlitewniki, listy pasterskie, mowy i kazania) – Święty KRK
    (szczególnie dzisiaj postać tego świętego winna nas zainteresować)

  24. KAZANIA
    NA UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA
    NIEPOKALANEJ DZIEWICY BOGARODZICY
    –––––––––––
    Na święto Przenajświętszej Rodziny (1)
    KAZANIE 1-e
    Jak się tworzy rodzina, jakie jej powinności
    KS. JÓZEF STANISŁAW ADAMSKI SI

    ––––––––

    “Sakrament to wielki jest, a ja mówię: w Chrystusie i w Kościele”. Efez. V, 32.

    W organizmie ludzkim, jak w ogóle w łonie całej organicznej przyrody, dwie ujawniają się siły: jedna niszcząca pierwiastki życiowe, – druga zachowawcza, naprawiająca ciosy przez pierwszą zadane. Podobnie dzieje się w łonie społeczeństw, narodów. Na jakimkolwiek stopniu cywilizacji one stoją, napotykamy w nich straszliwą siłę zniszczenia, która nie oszczędza żadnej klasy ludzi, która niweczy najświętsze, najlepiej stanowione rzeczy. Potrzeba więc, by Bóg w łonie ludzkości przeciwstawił siłę odporną, zachowawczą, która by społeczeństwo ludzkie zachowywała z wszystkimi jego znamionami wielkości, trwałości i świętości. Tą siłą Bożą, naprawiającą ruiny w społeczeństwach, to rodzina, chrześcijańska rodzina. “Szkodę, mówi Skarga, którą śmierć w ludziach czyni, gdy je z ziemi jako jabłka z drzewa zbiera, małżeństwo nagradza”. Małżeństwo, to sakrament społeczny, mający naprawiać ruiny, jakie śmierć nagromadza w społeczeństwie chrześcijańskim – i przygotować ród święty dzieci Bożych. Jak rodzina naturalna jest podwaliną cywilizowanych społeczeństw, tak rodzina chrześcijańska jest podstawą wielkiej społeczności chrześcijańskiej. Źródłem naturalnej rodziny jest małżeńskie zjednoczenie mężczyzny z niewiastą; by zaś to zjednoczenie stało się źródłem chrześcijańskiej rodziny, Bóg przeniósł je ze świata natury w świat łaski, podnosząc je do godności sakramentu.

    Rodzinę, chrześcijańską przede wszystkim rodzinę, za dni naszych zburzyć usiłują ci, którzy radzi by zniweczyć wszelki porządek społeczny, na zasadach ewangelicznych oparty. Jak owo widmo, nakreślone genialnym ołówkiem Grotgera, zapowiadające wojnę, pożogę, unosi się nad puszczą: tak dziś widmo straszliwe unosi się nie już tylko nad jednym nieszczęśliwym krajem, ale wszędzie potrząsa czerwoną chustą, a głowę strojną w krwawe wieńce podnosi ponad wszystkie Boże instytucje, wciska się do rodzin chrześcijańskich, zatruwa w nich zgodę, rozrywa węzły, obiecując rzekome szczęście “wolnej miłości”, tej wolności, która ma małżonkom przynieść swobodę od małżeńskiego jarzma!

    Małżeństwo, w myśl ludzi przewrotu i wolnomularzy, ma być tylko ugodą do czasu, do wypowiedzenia! Albo się ostoi małżeństwo i rodzina chrześcijańska, albo weźmie górę kontrakt czasowy; innymi słowy: albo zwycięży Kościół katolicki i wiara Chrystusowa, – albo też weźmie przewagę nowoczesne pogaństwo!

    Toczy się w dobie obecnej bój śmiertelny, w którym nie masz zawieszenia broni, ani układów. W pierwszym rzędzie idzie w tej wojnie o wiarę Chrystusową, o chrześcijańską rodzinę. Rzymianie zachęcali się w takich stanowczych chwilach do walki za ołtarze i ogniska (pro aris et focis); do tej walki za dni naszych zachęcają nas i nawołują Chrystusowi Namiestnicy, jak Pius IX, Leon XIII i obecny Ojciec święty, przypominający wiernym ów pierwowzór rodziny chrześcijańskiej: Przenajświętszą Rodzinę.

    Dnia 1 stycznia 1870 r. Pius IX potwierdził Bractwo Przenajświętszej Rodziny, do którego już wówczas tysiące rodzin chrześcijańskich należało, aby w ten sposób stawić skuteczny opór zamachom na podstawę społecznego i religijnego porządku. Jego następca, 20 listopada 1890 r. zatwierdził ponownie Bractwo Przenajświętszej Rodziny, a w dwa lata później wydał osobną konstytucję: Cum nuper nobis (20 czerwca 1892 r.), w której nadał rozliczne odpusty dla członków Bractwa Najświętszej Rodziny, a na cały Kościół przypisał duchowieństwu nowo ułożone Officium i Mszę św. Sanctae Familiae i naznaczył dlań trzecią niedzielę po Trzech Królach. Panujący zaś Papież, Pius X, wstępując na tron papieski, obrał sobie za hasło: odnowić wszystko w Chrystusie, a szczególnie rodzinę.

    W myśl więc Namiestników Chrystusowych, by się zachęcić do obrony zagrożonej chrześcijańskiej rodziny, przy dzisiejszej uroczystości przedstawię wam kilka uwag o rodzinie chrześcijańskiej, a mianowicie:

    1-o. Jak się tworzy rodzina.

    2-o. Jakie jej powinności.

    Błogosław, o Dziewico, Oblubienico dziewiczego Józefa i Matko Syna Bożego. Zdrowaś Maryjo.

    I. Jak się tworzy rodzina

    A najpierw: jak się tworzy rodzina? jakie jej źródło? jakie jej prawa?

    Utworzyć rodzinę wydaje się rzeczą prostą; jest w rzeczy samej w rodzinie coś bardzo prostego; pierwszym jej źródłem jest serce człowieka. Ani zmysły, ani umysł, nie wytwarzają rodziny. Zmysły, prędko rozprzęgłyby rodzinę, przy ich niestałości, przy takiej kruchości piękna, służącego im za przynętę. Rodzina nie wyłania się z umysłu. Cóż to umysł? Umysł to gwiazda samotna, która nie potrzebuje jednoczyć się z drugimi; umysł jest egoistą, chce być sam. Umysł pragnie napotkać krainy ciemne, noce zmroczne, by je rozświecić promieniami swej myśli; wszelako nie on tworzy rodzinę. Uczony w swoim gabinecie, z tradycjami przeszłości w księgach, z naturą, którą ma pod ręką, uczony wydaje się nie potrzebować innej rzeczy prócz rozumu, który świeci w nim, jak pochodnia, i prócz rodzimego sobie przedmiotu, który ścigają badawcze jego poszukiwania.

    Jest w nas coś lepszego niż zmysły, niż umysł; jest w nas coś czystszego, coś doskonalszego i udzielającego się, co nas upodabnia do Boga, co tkwi w centrum nas samych: tym jest serce, siedziba uczuć, czułości, przywiązania, miłości. Czułość, przywiązanie, miłość, jest kolebką rodziny; przywiązanie, to potrzeba życia niesamotnego; przywiązanie, miłość, to potrzeba życia w drugim, oddania się całego, by nasze życie przelało się w drugiego. I dlaczegoż my odczuwamy tę potrzebę? Dlaczego nie możemy się obejść bez miłowania, bez oddania się, bez wyzucia się z siebie, bez czynienia ofiar? Dlaczego ta czara miłości, w której tyle łez i krwi się mieści, jest człowiekowi tak drogą? Dlaczego? odpowiadam: bo tak jest w rzeczy samej, bo tak Bóg serce człowieka ukształcił. Miłujemy tę czarę, błogosławimy jej; ktokolwiek choć raz jeden trzymał ją i z niej pił, nie może już wyrzec się tego upojenia; on się już oddał, umiłował, poświęcił; on zrozumiał, że serce jest życiem całym, że można poświęcić wiele: umysł i zmysły, kiedy się miłuje.

    Zauważcie atoli, że przywiązanie, miłość, jest czymś bardzo poważnym, poważniejszym, aniżeli sobie wyobrażacie! Przywiązanie, miłość to jedność i nierozerwalność. Kto miłuje, miłuje jedną osobę ponad wszystkie. Kto miłuje, miłuje na zawsze. “Ty sam i na zawsze“, oto słowo, okrzyk przywiązania! Kto nie powiedział “Ty sam i na zawsze“, ten nigdy nie znał przywiązania, ten nigdy nie miłował. Bóg sam, który się nazwał zazdrosnym, powiedział nam wśród błyskawic na Synaju, a później wylewając krew swoją najświętszą na Golgocie: “Ja jestem waszym Bogiem, waszym Bogiem: zazdrosnym, bo jestem Miłością istotną, Ja żądam, by Mnie miłowano z całego serca, z całego umysłu, z całej duszy i ze wszystkich sił, ponad wszystko, ponad siebie samego. Ktokolwiek w ten sposób Mnie nie miłuje, ten nie jest z królestwa mojego, nie jest z wybranych moich!”. A równocześnie kiedy zastrzegał dla Siebie tę jedność i tę nierozerwalność, które tworzą duchową rodzinę dusz, równocześnie, lecz w drugim stopniu i poniżej Siebie, udzielał człowiekowi władzy miłowania jednej osoby i to na zawsze.

    Ludziom, którzy wielokrotnie zdradzili swe przysięgi, którzy miłowali tak krótko i tak mało w osamotnionej jedności, ludziom takim to, co mówię, wydaje się urojeniem. Ci atoli, którzy chrześcijańskie otrzymali wychowanie, w których dobre uczucia nie zostały zniszczone, wiedzą, że są przysięgi święte, których się dochowuje, których nigdy zapominać nie wolno, które nieustanne przynoszą szczęście!

    Ale czyż ta jedność i nierozerwalność nie rodzi pewnej jednostajności, niemocy, pewnych granic? Bynajmniej; w rodzinie jest zapewnione rozkwitanie jedności, nieustanne odmładzanie nierozerwalności; miłość, przywiązanie małżonków, odmładza się potomstwem. Kiedy szukając w waszych oczach tego, coście niegdyś w nich znajdowali, oddajecie sobie szczerze świadectwo, że nie jesteście już tym, czymeście byli, że nie jesteście już zdolnymi roztaczać czaru, jak ongi; wtedy ty, ojcze, ty matko, rzucając spojrzenie na dziecko wasze, widzicie, jak wdzięki piękności, czystości, niewinności, rozwijają się w nim, i podczas gdy wasze ciało chyli się do grobu, wasza miłość odnawia się i utrwala przez owoc waszej czystej miłości. A tak jedność nie jest jednostajną, ani nierozerwalność – miłości grobem. Przeciwnie, jedność wasza to zraz szczepiony na kwiecie i ciągle w nowych rozwijający się kwiatach potomstwa: Oto rodzina.

    Ale czyż serce wystarcza dla wytworzenia jedności i nierozerwalności małżeńskiej? Dałby Bóg by tak było! Bo gdyby serce samo wystarczało, szczęście rodziny byłoby zapewnione; ale tak wielkiego szczęścia nie możecie sobie obiecywać na ziemi. Serce to wiele, ale nie wszystko. Ono jest tak szerokie i tak głębokie, że wskutek samej swej rozległości i głębokości, nie wystarcza do zapewnienia jedności i nierozerwalności. Serce z jednej strony skłania się ku zmysłom, ku namiętnościom tj. ku czemuś, co jest istotnie znikome i zmienne. Kiedy, pomijając istotne pojęcie miłości, przychodzimy do rzeczywistości, wyznać musimy, że nie jesteśmy zdolni powiedzieć: “Ty sam i na zawsze” tj.: miłować z jednością i z nierozerwalnością. Niestety, dowodzić tego nie potrzebuję. Wiemy, że społeczeństwo ludzkie, to widownia tragedii, których początek był piękny a koniec smutny, przerażający! Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że serce nasze jest małe, ciasne, ruchliwe, niestałe, ani może wystarczać do zrealizowania ideału rodziny w stanie doskonałym tj.: rzeczywistą jedność i nierozerwalność pewną i trwałą.

    Toteż człowiek, czując swą słabość, już w najodleglejszej starożytności wezwał na pomoc swego serca to, co najbardziej obcym jest sercu, wezwał na swą pomoc prawo, i władzę publiczną. Z rzeczy prywatnej, jaką jest miłość, uczynił rzecz społeczną. Z rzeczy całkiem wewnętrznej uczynił rzecz, która by miała sankcję, obwarowanie powagi i rzeczy publicznej. Człowiek zawarł obowiązki rodzinne w obliczu społeczeństwa, ojczyzny; domagał się od sumienia i władzy publicznej, by jego przysięgę pod swoją wzięły opiekę. Stąd państwo za największą poczytuje sobie powinność, stać na straży przysięgi rodziny, przysięgi jedności i nierozerwalności, które stanowią jej podwalinę. Nie mówię tu bowiem o wielożeństwie niechrześcijańskich ludów.

    Ale serce i prawo, miłość i ojczyzna, dwie te rzeczy, jakkolwiek wielkie, nie wystarczają jeszcze dla utworzenia prawdziwej rodziny. Serce jest słabe, a prawo właśnie dlatego, że wnosi przymus we wszystko, co czyni, nie dosyć szanuje miłość, którą największą czcią chce otoczyć. Toteż wszędzie u stóp ołtarzy i pod puklerzem religii oblubieńcy, założyciele rodzin, przychodzą prosić o łaskę miłowania się, o łaskę miłowania się czyściej, o łaskę miłowania się wyłącznie, o łaskę miłowania się wytrwale i nierozerwalnie.

    W młodości pewne osoby schlebiają sobie niekiedy i sądzą, że dość posiadają wdzięków, by były miłowanymi. Wyobrażają sobie, że nie potrzebują, by im pobłogosławiono jak Racheli i Rebece; sądzą, że błogosławieństwo, jakie zstąpiło na Patriarchów, jest mniej im potrzebne; że w młodych rękach dzierżą przędzę własnego szczęścia; że źródło miłości nigdy w ich sercu nie wyschnie; sądzą, że dla miłości nie ma tych bajecznych bogiń, Parków, z których jedna trzymała nić delikatną, a druga nieubłagane nożyce; mniemają, że w wielkiej krainie serca i uczuć nie napotkają ani tej nici, ani tych nożyc! Sądzą, że kiedy się ma osiemnaście lub dwadzieścia lat, kiedy się jest otoczonym aureolą szczęścia lub przynajmniej nadzieją szczęścia, już nic nie zagraża miłości, ani im potrzeba łaski Bożej, czegoś nadprzyrodzonego do miłowania, a przynajmniej do wzajemnego znoszenia się, tym bardziej, gdy się miłowało aż do szału. Niestety! nie potrzeba czekać długo, trzydziestu np., lub czterdziestu lat, by się pozbyć tej iluzji; jeden nieraz rok, jeden dzień, jedna chwila, wystarcza do zburzenia całego miłości gmachu!

    Toteż Chrystus Pan, by zapewnić trwałą jedność i nierozerwalność w rodzinie, do nadziemskich, sakramentalnych wyżyn podniósł umowę małżeńską. Gdzie zachodzi Sakrament tam szerokim strumieniem spływa i błogosławieństwo Boże.

    Jakie skutki wytwarza ten wielki w Chrystusie i w Kościele sakrament małżeństwa? Łaska sakramentalna uświęcając doskonalej duszę małżonków, udoskonala ich miłość. Mówiliśmy przed chwilą, jak krucha, jak wiotką i zmienną jest miłość przyrodzona! Atoli łaska sakramentu nadaje jej trwałość granitu, chroni od rozczarowań, które lata w zacisze domowe wnoszą. Łaska ta czyni miłość cierpliwą, dodaje hartu, siły do opierania się zwycięsko życiowym burzom. Łaska czyni miłość wierną, zamykającą oczy i serce na inne świętokradzko narzucające się przedmioty. Ta łaska zadzierzga coraz silniej i ściślej święty i nierozerwalny węzeł małżeństwa sakramentu. O! jak często nierozerwalność małżeńska wymaga heroizmu! Boleści tego węzła nieraz dorównują torturom męczeństwa! A jednak podobnego heroizmu my codziennie naocznymi jesteśmy świadkami. Otóż jest to owoc łaski sakramentalnej. Ta łaska przede wszystkim uświęca małżonków, ich duszy i ciału daje siłę nadziemską do życia cnotliwego. Ale pamiętajcie, że małżeństwo jest sakramentem żyjących; nie udziela on pierwszej łaski: łaski usprawiedliwienia, – tylko przysparza łaski poświęcającej. Potrzeba zatem, by ten sakrament zastał już łaskę uświęcającą w duszy zaszczepioną. Wolność od grzechu śmiertelnego tak jest konieczną do godnego przyjęcia małżeństwa, że gdy tego niedostaje, oblubieńcy nie tylko nie przyjmują łaski sakramentu, ale złowieszczego na przyszłość dopuszczają się świętokradztwa. Na oczyszczonych z grzechu małżonków Duch Święty zstępuje, podobnie jak na Maryję, by to, co się z rodziny chrześcijańskiej zrodzi, było święte i nazwane synem Bożym: to cel główny chrześcijańskiego małżeństwa, chrześcijańskiej rodziny. Ma ona rodzić nie tylko dla ziemskiej ojczyzny synów jej godnych, ale i dla niebieskiej, – godnych jej dziedziców.

    Przejdźmy teraz do wykazania powinności chrześcijańskiej rodziny.

    II. Powinności chrześcijańskiej rodziny

    Już w poprzednich uwagach, kiedy była mowa o tworzeniu się rodziny, potrąciliśmy o główne i najistotniejsze powinności chrześcijańskiej rodziny, jakimi są jedność i nierozerwalność węzła małżeńskiego. Postawmy teraz te powinności w pełniejszym świetle. Podnieśmy wzrok wiary naszej wyżej i przypatrzmy się dwom pierwowzorom rodziny chrześcijańskiej, jakimi są: Chrystus i Trójca Przenajświętsza; w nich powinności rodziny we wspaniałych przedstawiają się rysach, które rodzina chrześcijańska wcielać, odtwarzać w sobie winna. Dlaczego wielki Apostoł nazwał małżeństwo “wielkim Sakramentem w Chrystusie i w Kościele“? Bo Kościół daje nam pełne wyjaśnienie, czym rodzina chrześcijańska być winna.

    Jak Słowo Przedwieczne, Syn Boży, nierozerwalnym złączył się węzłem z ludzką naturą, a przez nią z Kościołem; jak zespolony z człowieczeństwem stanowi jedną osobę w dwóch naturach, tak was, łaską sakramentalną złączonych, nic już rozdzielać nie powinno. Bóg wcielony niewysłowienie miłuje swój Kościół i wy chrześcijańscy małżonkowie podobnie miłować się winniście. Jezus poświęcił się i poświęca nieustannie za oblubienicę – Kościół swój i wy w ustawicznym żyć winniście poświęcaniu się wzajemnym.

    Szczęśliwa rodzina, która Boski ten wzór jak najdoskonalej w pożycie małżeńskie wcielać usiłuje! Taka tylko rodzina iści w sobie myśl Bożą, Chrystusową, w małżeństwie wyrażoną; taka tylko rodzina piętrzące się w naszych oczach społeczne ruiny naprawiać zdolna; taka tylko rodzina szczytnemu swemu zadaniu sprostać potrafi!

    Drugim chrześcijańskiej rodziny typem, w myśl Kościoła, jest Trójca Przenajświętsza. Wnętrzne życie Boga w jedności natury i w różności osób, to modła, ale i powinność rodziny na ziemi.

    O jaka doskonała, jak ścisła i niezmienna jedność łączy Boskie Osoby Trójcy Przebłogosławionej! Nie ma tam różnicy, cienia przeciwieństwa; ta sama myśl, to samo chcenie, ta sama miłość, kojarzy Boskie Osoby. I rodziny chrześcijańskiej główną podstawą jest zjednoczenie; zjednoczenie, to pierwsza potrzeba, to pierwsza powinność!

    Ta jedność, to zjednoczenie obowiązuje najpierw małżonków do wspólnego pożycia, do wiernego strzeżenia domowego ogniska; obowiązuje następnie do wspólnego dźwigania ciężarów życia, do ponoszenia ofiar, do podzielania wspólnych boleści. Nareszcie, z tego zjednoczenia wykwita jedność w zarządzie domowego ogniska. Do rodziny bowiem stosuje się to słowo Chrystusowe: “Wszelkie królestwo przeciw sobie rozdzielone, będzie spustoszone” (2). Rozdźwięk, niezgoda pomiędzy ojcem a matką nie uchodzi spostrzegawczego oka dziecięcia, przez co rodzice tracą na powadze wobec dzieci.

    Miłość niewysłowiona, łącząca trzy Boskie Osoby, powinna dalej znaleźć żywy odwzór w chrześcijańskiej rodzinie. Bóg opierając rodzinę na jedności, przelał w nią coś z nieskończonej swojej miłości. Ta miłość, jak w życiu Trójcy Przenajświętszej, powinna potrójne nosić znamię: wyłączności, życzliwości i heroicznej siły. Miłość ma tu być wyłączna. Biada i hańba tym, którzy zdradzają miłość w rodzinie! Wprawdzie wzajemna małżonków miłość nie zamyka serca ich dla dobrej i słodkiej przyjaźni. Ale miłość ma jedno tylko imię w ognisku domowym, zowie się niepodzielnością, nie mogąca się drugim udzielać. Miłość ma być życzliwą, lubującą się we wzajemnych przymiotach, pobłażliwą, cierpliwą dla wzajemnych swych słabości. Miłość silna posunięta aż do heroizmu. Życie rodziny jest przesycone boleściami, burzami, przytłoczone nieraz miażdżącymi ciężarami. Oto pole szerokie dla miłości rozkwitającej w nieustannych heroizmach. O, jeżeli miłość samolubna osiedli się i opanuje ognisko domowe, wtedy smutek, boleść i rozbieżność serc, zapanują w rodzinie ku jej udręczeniu i zgubie!

    Jest w Trójcy Przenajświętszej pewien hierarchiczny ład. Nie iżby wśród Boskich Osób możliwe było pewne podleganie, niższość; ale jest w Niej pewien porządek. Ojciec-Bóg jest początkiem. On rodzi umysłem Syna. Bóg-Syn jest posłany. Oto porządek, hierarchia. Nie wprowadza to nierówności Boskich Osób; ale kiedy jedna posyła drugą, kiedy Ojciec posyła Syna a Ojciec i Syn posyłają Ducha Świętego, pojmujemy te Boskie Osoby jako pierwowzory hierarchii w rodzinie.

    Ojciec dzierży tu powagę głowy, króla, przewodnika, podpory. Jest on przedstawicielem Boga w trudnym zadaniu rządzenia domem. Skoro idea chrześcijańska poświęcenia i ofiary jest przewodnią myślą małżeństwa – to w pierwszym rzędzie mąż musi być jej przedstawicielem, głową. Mąż ma być poświęcenia modłą. Związany pierścieniem miłości wzajemnej, który był niegdyś niewolnictwa znamieniem, ma być wzorem posłuszeństwa Bogu i sumiennego pełnienia obowiązków. On ma być w domu jak słońce, około którego wszystko się obraca, do którego się stosuje i przykład zeń bierze. Tak, gdy setnik ewangeliczny uwierzył w Chrystusa, wtedy poszedł za nim i uwierzył dom jego cały. On ma być murem obronnym i tarczą obronną swojej rodziny przed wszystkimi troskami ziemskimi, bo gdy trwoga przypadła na Przenajświętszą Rodzinę, anioł przestrzegł Józefa, aby radził w tej potrzebie i do ucieczki się sposobił.

    Jak mąż ma być słońcem, tak niewiasta ma być księżycem na rodzinnym niebie; księżyc od słońca zależny – ona od męża. Księżyc rozwidnia zmrok nocny, ona łagodnym swym światłem oświecać winna widnokrąg rodziny, gdy noc nieszczęścia słońce przysłoni. Pokój i cisza ma płynąć od niej; jej ręce i serce ku Bogu wzniesione niebiańskie szerzyć winny błogosławieństwa.

    Matka jest poddaną zarazem i królową, potęgą pośredniczącą. Dziecko winno być szanowane, ale i w karbach uległości trzymane. Nie trzeba nadużywać jego słabości, ani ulegać jego tyranii….

    Przypatrzmy się teraz pierwowzorowi rodziny, Trójcy Przenajświętszej, działającej na zewnątrz.

    Jak wielkim przedstawia się nam Bóg w swej twórczej mocy! W akcie twórczym ujawnia się Jego potęga przedziwna, Jego mądrość najwyższa, Jego dobroć i miłość bezinteresowna.

    Otóż akt twórczy w rodzinie podobne nosi znamiona.

    Jest to czyn straszliwej potęgi, jakby przedłużenie Potęgi Stwórcy, zatem czyn uszlachetniony i uświęcony. Bóg, uświęcając go, wyraził na nim Boskie odbicie. Jeżeli człowiek poniża go sromotnymi namiętnościami, tedy bezcześci on jeden z najchwalebniejszych swych przymiotów i zdać będzie musiał ścisły rachunek z tych świętokradzkich skalań!

    Jest to dalej akt mądrości, rozumu, albo raczej akt wiary w rzeczy nadprzyrodzone. Bóg w stworzeniu wytknął sobie cel święty i wzniosły: otóż dla celu godnego Boga i siebie samego winien człowiek rozprowadzać na zewnątrz życie, którego Bóg uczynił go powiernikiem.

    Nareszcie, jest to akt bezinteresownej miłości. O! tutaj przede wszystkim Bóg podaje się rodzinie za modłę. Kiedy Bóg wyprowadzał z nicestwa stworzenia, miał na oku jedynie ich uszczęśliwienie. Stworzył świat, wiedząc, że w nim stworzy dla siebie boleści, zniewagi bez liczby i miary…, a dla Syna swojego wcielonego przysporzy łez, i mąk najokropniejszych! Otóż podobnie ojciec i matka wobec potomstwa, którym się otaczają, muszą rozbrat uczynić z samolubstwem i przygotować się heroicznie do trudów i cierpień, jakie ich twórcza płodność im gotuje. O! jakąż hańbą napiętnujemy nie już proste samolubstwo, ale tę pożądliwość zwierzęcą, która z rzeczy świętej, uświęconej, chce wyciągnąć same tylko rozkosze, z pominięciem wyższego, twórczego celu, jakim jest potomstwo! O zaiste! podły taki nędznik nie tylko obniża swą godność i chwałę, płynącą z upodobnienia się do Boga Twórcy, ale on pada niżej zwierzęcia! O nim nie można już powiedzieć z Psalmistą: “przyrównany jest do zwierząt nierozumnych“! O nie! on się więcej bezcześci, hańbi, on pada niżej istot bezrozumnych!

    Czym więc jest w zamiarach Stwórcy rodzina? Rodzina to przede wszystkim życie. Kiedy Bóg, pierwszy Rodzic i jedyne Źródło życia, wydobył świat z nicestwa, – pełność swego życia przelał tylko w człowieka, w rodzinę. “Teraz człowiecze, istoto żyjąca, rozumna i potężna jak Ojciec twój, ty również wywołasz życie, wydobędziesz je aktem twej myśli, aktem twej woli, aktem twej miłości! Ty będziesz ojcem, matką, jak Ja jestem Ojcem, i biorąc w twe błogosławione ręce wyszłą z ciebie rodzinę, widzieć będziesz duszę twoją w duszy twoich dzieci, a podnosząc twe oczy i dziatki twoje aż do tronu mojego, modlić się będziesz wzniosłym ojcostwa i macierzyństwa głosem!”.

    Rodzina, a nie człowiek sam jest tutaj życiem. Potrzeba rodziny, by ta siła twórcza, zaczerpnięta z Boga, przejawiała się i rozlewała w ludzkości. Ale pamiętajcie, chrześcijańscy rodzice, że jak grzech pierworodny z życiem przelał się na nas: tak i wasze złe nałogi, wasze skłonności z życiem przelewają się na dziatwę waszą!

    Rodzina jest życiem, atoli życie ciała, jakkolwiek potężne i zadziwiające, nie jest całym życiem; jest to małe tylko życie. Jest inne życie prócz cielesnego, wielkie życie duszy; a tego życia powiernicą i narzędziem jest rodzina przez wychowanie. I tutaj przyświeca wam znowu Trójca Przebłogosławiona w dziele odkupienia. Bóg zbawia tych, co stwarza. O, z jaką cierpliwością wyczekuje swych synów grzesznych! Jakim heroizmem ich odkupuje! Jakie skarby łask i chwały zgotował dla dzieci swoich przez dzieło odkupienia, spełnione przez Syna Bożego, przez dzieło uświęcenia przez Ducha Świętego! Oto wasz Wzór i modła w dziele wychowania dziatek waszych. Nie aniołki jawią się w domu waszym, ale dzieci Adama, – latorośle rasy zepsutej! Dusza dziecięcia rodzi się z władzami bezwładnymi, uśpionymi; potrzeba, by ręka ojca, by troskliwość matki, tu się wmieszały, by dusza obojga udzielała się dziecięciu. Cóż to wychowanie? Jest to rozwinięcie w duszy światłości, prawości, szlachetności. Światłość, prawość, szlachetność, wszystko to jest w dziecku utajone, przygrzebane, – wszystko to dobry lub zły może wziąć obrót. Ojciec i matka pokierują najpierw dziecko na drogę prawą, i zanim dziecię otrzyma pełność rozwoju, jak drzewko młode podnosić je będą ku niebu. Rodzina to wychowanie.

    Dalej rodzina to praca. Któżby z nas dopełnił wytrwale i odważnie wielkiego prawa pracy, gdybyśmy nie mieli, mówię my, – bo my mamy rodzinę duchową, jak wy rodzinę ziemską, doczesną; gdybyśmy nie mieli komu przekazać owocu naszej pracy, gdyby dni i wysiłki nasze były tylko ograniczone do dni naszych. O, jak mało potrzebuje człowiek dla siebie samego, dla swego istnienia! Ale ponieważ rodzina stoi nam zawsze przed oczyma, my nie nużymy się w pracy, pewni, że oddajemy na wdzięczną lichwę wszystkie poty, wszystkie łzy i jęki nasze. Wiemy, że są dusze, które to wszystko zbierać będą; wiemy, że nic z naszych prac nie jest stracone, i że kiedy z ziemskiej znikniemy widowni, będą jeszcze dusze czułe na wspomnienie pracy ich rodziców, którym błogosławić nie przestaną. O! gdyby niejeden ojciec i matka pamiętali, że ich powinnością jest przekazać potomności owoce swych prac, nie żyliby nad stan, nie marnowaliby mienia, wielkim może trudem przez przodków zdobytego!

    Wielka Trójcy Przenajświętszej Rodzina niewysłowioną, nieskończoną promienieje chwałą: oto chrześcijańska rodzina również wielką jaśnieje chwałą. Rodzina to chwała. Tylko niektórzy rzadcy ludzie, rozproszeni na szerokim świecie, są w możności osobistą zdobyć chwałę i własną wielkością przygłuszyć wspomnienia przodków swoich. Dla ogółu atoli chwałę łagodną i spokojną stanowi tradycja uczciwości, przechowanej w łonie rodziny. Naszą chwałą jest to nieprzerwane dziedzictwo krwi nieskalanej; – naszą chwałą jest nasz ojciec, nasza matka, nasz dziad, nasza babka, których cnoty my potomkowie niby pryzmaty żywe w sobie skupiamy i rozpromieniamy.

    W Trójcy Przenajświętszej jest radość, wesele niepojęte, niewysłowione. Otóż chrześcijańska rodzina, to radość i wesele. Wiemy, że gdzie indziej, prawdziwe, szczere wesele, niestety, jest rzadkie. Napotkamy je chyba w tym małym, ścisłym kółku, które nazywamy rodziną – ogniskiem domowym. Kiedy człowiek widzi twarze przyjazne, oczy go szukające, ręce ściskające, serce miłujące, – wtedy doznaje prawdziwego szczęścia, o ile i ono w życiu ziemskim naszym udziałem stać się może. W domu Nazaretańskim wśród trudów i cierpień zawsze niebiańska panowała radość: podobnie w domu rodzinnym, szczerze chrześcijańskim, panuje radość, której żadne zewnętrzne burze zniszczyć nie są zdolne.

    Cóż to więc rodzina chrześcijańska? Jest to życie, wychowanie, praca, chwała, wesele. Rodzina to odwzór Trójcy Przenajświętszej w Jej wnętrznym i zewnętrznym życiu.

    Toteż Boski nasz Zbawiciel chcąc odrodzić świat, a potrzebując do tego ludzi pełnych poświęcenia, którzy by się wyrzekli przyjemności rodzinnych, – Chrystus w swym sercu Ojca i Przyjaciela postawił sobie pytanie: “Jeśli moich apostołów, w ścisłym czy dalszym znaczeniu, jeśli moich męczenników i dziewice pozbawię rodziny, cóż im w zamian za to pozostawię? Siebie? Boga Ojca mojego? Ducha Świętego? Tak jest, to wielka Rodzina wszystkim wspólna, powszechna, wiekuista; wszelako nie jest Ona jeszcze widzialną. Czyż ja, miłujący ich mogę, «pozostawić ich sierotami»? Czyż mogę ich pozostawić bez rodziny, kiedym zażądał od nich z niej ofiary?”. A wtedy, w wzniosłym jakby politowaniu, powiedział im to wielkie, przez wieki iszczące się słowo: “Ktokolwiek opuści ojca swego, matkę, braci i siostry swoje dla mnie, wszystko to w inny powetuje sobie sposób lub w duchowej odnajdzie to rodzinie”. Co nam Zbawiciel obiecał, to nam też dał. To utworzenie rodziny duchowej, to słowo przeciwne naturze, ale tak zgodne z wyższą, niebiańską naturą; to słowo Jezusowe spełniło się i spełnia nieustannie mimo wszelkie przeszkody, zapory! W nas iści się wspaniała Jego obietnica, że my, co się zrzekamy rodzin ziemskich, my w rodzinie naszej duchowej, już stokroć więcej nawet w tym życiu otrzymaliśmy, niżeliśmy dla Chrystusa opuścili.

    * * *

    Wyjaśniłem wam ten wielki, cudowny utwór Boży, jakim jest rodzina. Widzieliśmy, że nie zmysły, nie umysł ludzki, lecz serce czynną odgrywa rolę w utworzeniu rodziny; że z miłości wykwitają dwa istotne małżeństwa znamiona: Jedność i nierozerwalność związku małżeńskiego. Węzły tego związku uświęcił i więcej zacieśnił wielki Sakrament Małżeństwa.

    Następnie zastanawialiśmy się nad powinnościami chrześcijańskiej rodziny. Syn Boży zjednoczony z naturą ludzką, miłujący swój Kościół, z którym nierozłącznie się zespolił, stawił się za wzór miłości i zjednoczenia trwałego chrześcijańskich małżonków. Wpatrywaliśmy się dalej w drugi wielki pierwowzór rodziny, w Trójcę Przenajświętszą. W Jej wnętrznym życiu i w działaniu Jej na zewnątrz, rodzina chrześcijańska ma najdoskonalszą modłę swych świętych powinności. W ten sposób pojęta rodzina przedstawia się nam jako podstawowe dzieło, na którym opiera się społeczeństwo zarówno jak Kościół Chrystusowy.

    Nic więc dziwnego, że ludzie przewrotu i wrogowie Kościoła chcieliby zburzyć to cudne Boże dzieło – chrześcijańską rodzinę.

    Kiedy Bóg zesłał klęskę pomoru na Egipt i anioł śmierci zabijał w każdym domu pierworodnego syna, drzwi domów izraelskich pomijał dlatego, że były pomazane krwią baranka wielkanocnego. Otóż dopóki drzwi naszych domów znaczone będą znakiem krzyża świętego, godłem wiary, miłości, cierpienia, poświęcenia i ofiary, ale i symbolem zmartwychwstania, dopóty widmo społecznego rozkładu i zguby nie potrafi zatruć ducha przyszłego naszego pokolenia. Niechaj więc każdy dom polski, chrześcijański będzie podobny do Nazareckiego domku; niech w nim, jak ongi w szczęsnych ojczyzny naszych czasach, mieszka Jezus, Maryja i Józef, obrońca Kościoła; niech w nim zatknięty będzie krzyż, który zawsze w górę wskazuje i nigdy kierunku nie zmienia, choć poczernieje od nawałnic i wichrów; ale niech nigdy nie będzie nad domem naszym zatknięta chorągiewka, która za każdym najlżejszym nawet wiatru powiewem się obraca.

    O nie! nie zaleje, ani zagasi domowego ogniska fala rewolucji, socjalizmu, wolnomularstwa, dopóki stać będzie na straży ojciec z czynu katolik; dopóki przede wszystkim pilnować go będzie matka katolicka; dopóki przy domowym ognisku strzec będzie znicza miłości Bożej i ojczyzny kapłanka tego świętego ognia, na wskroś pobożna matka. Doświadczoną jest rzeczą że od kiedy przez Matkę Syna Bożego nowy rodzaj ludzki powstał, wy, niewiasty chrześcijańskie, stoicie na straży cnoty; w was jest nadzieja narodu i Kościoła. Dźwigajcież więc ducha dziatek waszych ku narodowym i ewangelicznym ideałom; krzepcie ich ramiona do pracy katolickiej i narodowej; podnoście ich serca ku wielkim celom katolickiego i narodowego życia, a dopełnicie opatrznościowego waszego zadania; przyczynicie się do odrodzenia ojczyzny, do rozkwitu życia katolickiego wśród narodu naszego, na wskroś ongi katolickiego; zapewnicie zbawienie swoje przez zbawienie dziatek i otoczenia waszego. Amen.

    Ks. Józef Stanisław Adamski SI

    –––––––––––

    Kazania na uroczystości i święta Niepokalanej Dziewicy Bogarodzicy, napisał Ks. Józef Stanisław Adamski T. J., Tom I. Warszawa. Wydawnictwo Księgarni Nakładowej M. Szczepkowskiego, Nowogrodzka 23. 1908, ss. 67-78. (a)

    (Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

    ŹRÓDŁO: https://www.ekspedyt.org/2019/01/13/swieta-rodzina-jezus-maryja-i-jozef/

  25. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    AKT POŚWIĘCENIA SIĘ NAJŚWIĘTSZEJ RODZINIE

    Jezu, Zbawicielu nasz Najdroższy, przyszedłeś na świat, aby go oświetlić Swoją nauką i własnym przykładem. Większość Swego życia ziemskiego spędziłeś w ubogim Domku Nazaretańskim, w pokornym poddaniu się Maryi i Józefowi, a przez to uświęciłeś tę Rodzinę, która miała być wzorem dla wszystkich chrześcijańskich rodzin.
    Przyjmij łaskawie naszą rodzinę, która się Tobie dzisiaj oddaje i poświęca. Broń, strzeż i utwierdzaj nas w Twej świętej bojaźni, pokoju, zgodzie i miłości chrześcijańskiej, abyśmy stali się podobni do Boskiego Wzoru Twojej Świętej Rodziny i w ten sposób wszyscy razem, bez wyjątku, osiągnęli wieczne szczęście.

    Maryjo, Najmilsza Matko Jezusa i nasza Matko, przez Twoje pełne miłości wstawiennictwo uczyń to nasze poświęcenie się miłym Jezusowi i wyjednaj nam Jego łaski i błogosławieństwo.

    Święty Józefie, Najtroskliwszy Opiekunie Jezusa i Maryi, wspieraj nas Swoją modlitwą we wszystkich naszych duchowych i doczesnych potrzebach, abyśmy mogli wraz z Maryją i Tobą chwalić Jezusa, naszego Boskiego Zbawiciela przez całą wieczność.
    Amen.
    (Modlitwa Papieża Leona XIII)

    Święta Rodzina Jezus Maryja i Józef
    => https://www.ekspedyt.org/2019/01/13/swieta-rodzina-jezus-maryja-i-jozef/

    Króluj nam Chryste, zawsze i wszędzie!
    W każdej rodzinie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *